Morawiecki mówi nie w sprawie klimatu. Teraz Niemcy zemszczą się na Polsce?

Podczas czwartkowego szczytu Unii Europejskiej dyskutowano o obsadzie kluczowych stanowisk we wspólnotowych instytucjach – szefa Rady UE i szefa PE. Jednak na pierwszy plan wysunęła się dyskusja nad dalszym zaostrzaniem polityki klimatycznej. Obie kwestie powiązano ze sobą nieprzypadkowo.

Fot. Kancelaria Premiera/Flickr.com/Public Domain

Końcówka kadencji Komisji Europejskiej upłynęła nad dyskusją dotyczącą propozycji osiągnięcia tzw. neutralności klimatycznej do 2050 r. Chodzi o to, by gospodarki unijne emitowały takie ilości gazów cieplarnianych, które będą bilansowały się z naturalną absorpcją CO2 przez lasy.

O ile można sobie wyobrazić taki scenariusz w przypadku małych gospodarek opartych całkowicie na usługach jak Luksemburg, o tyle to w przypadku wysoko uprzemysłowionej Polski brzmi to jak czysta fantazja. De facto bez odpowiedniego systemu wsparcia (jakiego?) mogłoby to oznaczać przeniesienie produkcji poza granice UE i deindustrializację. Europa straciłaby przemysł, a emisje niszczące klimat zostałyby przeniesione geograficznie w inne miejsce.

A jednak klamka zapadła. W dużym uproszczeniu, bo jest to niezwykle skomplikowana materia, funkcjonująca już dyrektywa ETS (chodzi o europejski system handlu emisjami) zakłada stały, roczny, współczynnik redukcji uprawnień do emisji CO2 i nadejdzie moment, najpewniej w drugiej połowie obecnego wieku, w którym Unia Europejska stanie się neutralna emisyjnie. Dziś dyskusja w związku z rosnącymi wpływami liberałów i zielonych w nowym rozdaniu politycznym w Brukseli dotyczy więc głównie tego, czy przyspieszyć ten proces (do 2050 r.) i wypracować metody kompensowania mniej zamożnym gospodarkom transformacji energetycznej.

Zobacz także

Schizofreniczne stanowisko polskiego rządu

W czwartek w Brukseli obradowała Rada Europejska złożona w liderów krajów członkowskich (nie mylić z Radą Unii Europejskiej). Zgodnie z wieloletnim dobrym obyczajem dopiero jej decyzja powoduje, że Komisja Europejska rozpoczyna proces legislacyjny, którego kolejnymi etapami są prace Parlamentu Europejskiego i Rady Unii Europejskiej.

Polska wraz z Czechami, Węgrami i Estonią zablokowały wpisanie do wniosków ze szczytu informacji, że cel neutralności klimatycznej UE ma zostać osiągnięty w 2050 roku. 

Jako główny powód takiego działania podano brak konkluzji Rady Europejskiej dotyczącej mechanizmów kompensacyjnych (m.in. darmowych uprawnień), co jest dla mnie i zapewne wielu urzędników w Brukseli niezrozumiałe, ponieważ polski rząd zdecydował się niedawno na rezygnację z takiego mechanizmu na lata 2021-2030, o czym pisałem w niedawnym felietonie. Jest to więc dość schizofreniczne podejście.

Kolejnym argumentem Polski była kwestia porozumienia paryskiego, które jest dokumentem bazowym dla wszelkich działań zmierzających do ratowania klimatu, teoretycznie także unijnych (w praktyce są one ostrzejsze, bardziej wymagające). Zgodnie z ustaleniami z Paryża władze w Warszawie mogą przesunąć część procesu dotyczącego ograniczania emisji CO2 na drugą połowę obecnego wieku. W tym kontekście wyznaczenie roku 2050 r. jako docelowego dla neutralności klimatycznej UE jest – jak argumentuje nasz rząd – nielogiczne.

Prognozowana zmiana emisji dwutlenku węgla w UE. Polska truje na potęgę. Źródło: Eurostat

Inne państwa zignorują nasze weto?

Jak już wspomniałem, zgodnie z dobrym obyczajem panującym w Unii Europejskiej, bez jednomyślności politycznej Rady Europejskiej dalsze prace nad neutralnością klimatyczną Wspólnoty do 2050 r. powinny zostać wstrzymane.

Należy jednak zaznaczyć, że de iure oczywiście istnieje możliwość jej wdrożenia bez zgody Polski. KE mogłaby wystąpić z propozycją legislacyjną i nadać jej bieg. Działania te mogłyby zakończyć się teoretycznie sukcesem w PE i Radzie UE (gdzie od niedawna jednomyślność nie jest już konieczna do podjęcia decyzji). Jednak niemal na pewno nikt się na takie kroki nie zdecyduje. Szczególnie w okresie silnych tendencji odśrodkowych, takich jak Brexit,

Dlatego należy spodziewać się próby dalszego ucierania konsensusu pomiędzy liderami krajów UE podczas kolejnego szczytu. Odbędzie się on jeszcze przed wrześniem, by wypracować stanowisko Wspólnoty na potrzeby dyskusji w ONZ.

A co będzie jak Niemcy nam się zrewanżują?

Kluczowym pytaniem jest, czy Polska wie, w jaki sposób może osiągnąć neutralność klimatyczną? Jakiego wsparcia w tym zakresie się domagać (chodzi o mechanizmy i kwoty)? Czy mamy pełne szafy rozwiązań prawnych? Słowem, czy władze RP są gotowe na twarde, ale i wyważone negocjacje.

Pozostałe kraje UE będą wywierały silny nacisk na Polskę. Właściwie już to zrobiły. Pojawiły się informacje, że nasz kraj walczy o prestiżową tekę komisarza ds. energii. Niestety, blokując zapis dotyczący osiągnięcia neutralności klimatycznej Wspólnoty do 2050 r., zmniejszyliśmy swoje szanse na sukces w tym zakresie. Przecież nieprzypadkowo na tym samym szczycie powiązano ze sobą kwestie obsady stanowisk i klimatu.

Wyobrażam sobie sytuację, w której Polska znów okaże się wyłamie z porozumienia i wtedy Niemcy zrewanżują się nam, zachowując się identycznie w sprawie przedłużenia sankcji nałożonych na Rosję.

Rozwój wydarzeń będzie ciekawy i wart jest obserwacji.

Piotr Maciążek: publicysta specjalizujący się w tematyce sektora energetycznego. W 2018 r. nominowany do najważniejszych nagród dziennikarskich (Grand Press, Mediatory) za stworzenie fikcyjnego eksperta Piotra Niewiechowicza, który pozyskał wrażliwe informacje o projekcie Baltic Pipe z otoczenia ministra Piotra Naimskiego. Autor książki „Stawka większa niż gaz” (Arbitror 2018 r.), współautor książki Młoda myśl wschodnia (Kolegium Europy Wschodniej 2014 r.). Obecnie pracuje nad kolejnym tytułem – tym razem dotyczącym polskich służb specjalnych.