Na takie prezerwatywy nawet 500 plus nie pomoże. Polki ani myślą wychodzić za mąż i rodzić dzieci

500 plus i nawoływanie księdza z ambony o tym, że rodzina jest święta, a małżeństwo to jedynie słuszna droga w życiu to za mało. Kobiety nie chcą wychodzić za mąż i rodzić dzieci. Mężczyźni zresztą też nie. A winna jest … ekonomia! A dokładnie malejące różnice w zarobkach, pralnie, restauracje i zmiany w technologii produkcji prezerwatyw. Świat już po prostu nigdy nie będzie taki sam. No, chyba że zerwiemy z retoryką równouprawnienia, zakażemy kobietom edukacji i zamkniemy je w kuchni.

Sytuacja demograficzna jest zła, a będzie tragiczna. Nie tylko w Polsce. W Europie. Na świecie. Ale w Polsce będzie gorzej niż w pozostałych krajach. Z danych OECD wynika, że w 2060 r. na 100 osób pracujących będzie przypadało 70 emerytów. Średnia dla badanych krajów to 58. Rożnica jest duża i to Polska jest jednym z krajów, w których osób po 65. roku życia będzie przybywać najszybciej.

Jednocześnie o 40 proc. spadnie liczba Polaków w wieku produkcyjnym (między 20. a 64. rokiem życia), jak pokazują analizy OECD. Średnia dla pozostałych badanych krajów to zaledwie spadek o 10 proc.

Prognozy są fatalne. Czeka nas prawdziwa katastrofa choćby w systemie emerytalnym i służbie zdrowia. Politycy próbują zatrzymać ten trend, w Polsce choćby przez program 500 plus (zakładając optymistycznie, że program ten kiedykolwiek miał ambicje demograficzne, a nie tylko kiełbasiano-wyborcze), ale na niewiele się to zdaje.

Prawica grzmi, że to przez to, że ludzie nie zawierają małżeństw i nawołuje do powrotu do tradycyjnych wartości. Gdyby ludzie chętniej się pobierali, rodziłoby się więcej dzieci. Ależ właśnie w tym rzecz, że współcześnie małżeństwa nie są już jedyną formą funkcjonowania w społeczeństwie. I już raczej nie będą, bo powodem nie jest jakaś tam wielkomiejska moda na singielstwo, złowrogi gender czy bezwstydna laicyzacja. Przyczyny są znacznie głębsze i tkwią w przemianach natury ekonomicznej.

Kobietom po prostu nie opłaca się już wychodzić za mąż! Mężczyznom też nie.

Kobieta nie potrzebuje już sponsora

Argumentacja może wyglądać trochę na seksistowską, ale przecież taki właśnie seksistowski przez wieki był ten świat. Kobiety po prostu były istotami niższego rzędu, słabszymi i niesamodzielnymi, bo nie miały wykształcenia, nie pracowały, a więc by przeżyć, potrzebowały opieki mężczyzny.

Bizblog.pl poleca

Ale to się już skończyło i naiwnością jest wiara w to, że mimo emancypacji kobiet, model społeczny może wciąż wyglądać tak samo. Jose Victor Rios-Rull z Uniwersytetu w Pensylwanii szacuje, że wzrost wynagrodzeń kobiet odpowiada nawet za 90 proc. wzrostu liczby singielek – czytamy w magazynie „DGP”. I to nie jest chwilowa moda, ale trend widoczny od lat 70. 

Niechęć do rodzenia dzieci również ma przyczyny ekonomiczne. Skoro kobiety zaczęły pracować i to jest już standardem, urodzenie dziecka wymaga zmiany w życiu. Pamiętajmy, że dotąd urodzenie dziecka było głównym zadaniem kobiety, teraz jest dodatkiem, anomalią w trybie życia, która wymaga wypadnięcia z rynku pracy na jakiś czas – z rynku, w którym kobiety już się zadomowiły. To wypadnięcie z rynku pracy jest dla kobiet kosztowne, a opóźnianie decyzji o macierzyństwie wydaję się działaniem optymalnym z ekonomicznego punktu widzenia

– podkreśla Nezih Guner z Centro de Estudios Monetarios y Financieros w Madrycie.

Mężczyzna nie potrzebuje praczki, a politycy dokładają swoje

Mężczyźni też nie potrzebują już kobiet tak jak kiedyś, bo usługi, które dotąd zapewniały im kobiety – jak pranie, sprzątanie, gotowanie, opieka nad dziećmi – urynkowiły się i są powszechnie dostępne również dla klasy średniej, nie tylko dla najbogatszych zatrudniających służbę.

Wspomniany już Nezih Guner i Jeremy Greenwood z Uniwersytetu w Pensylwanii twierdzą, że wyprowadzenie tradycyjnie wytwarzanych w domu dóbr i usług na wolny rynek to powód znacznej części rozwodów i spadku liczby zawieranych małżeństw.

Rynek pracy, regulowany przecież przez polityków, również nie pozostaje bez wpływu na skłonność do zawierania związków małżeńskich. Naukowcy z Uniwersytetu w Kalifornii wykazali, że im mniej stabilną pracę ma człowiek, tym mniejsze są jego szansę na zawarcie małżeństwa. 

W dodatku im bardziej opiekuńcze państwo, tym mniejsza skłonność to zakładania rodziny. Luigi Pistaferri z Uniwersytetu Stanforda przeanalizował konsekwencje zmniejszenia transferów społecznych w USA i doszedł do wniosku, że spowodowało to wzrost trwałości małżeństw. Państwo zatem może zastępować rodzinę w tworzeniu poczucia bezpieczeństwa.

Lepsze prezerwatywy odwlekają decyzje do grobowej deski

Jest jeszcze jeden powód: skuteczna antykoncepcja. Małżeństwo jest silniejsze, jeśli obie strony dobrze się poznają. Ale nieformalny związek poprzedzający potencjalne małżeństwo rodzi ryzyko pojawienia się nieplanowanego potomstwa. Kiedy to ryzyko było duże, nieformalne związki były stosunkowo mało popularne.

Jednak przełom nastąpił w latach 60., kiedy producenci prezerwatyw dokonali dużego kroku, czyniąc swoje produkty znacznie bardziej skutecznymi. Potem pojawiły się tabletki antykoncepcyjne. To wszystko spowodowało, że ryzyko znacznie spadło, a ludzie, mając kontrolę nad płodnością, przestali się spieszyć z decyzją o małżeństwie.

Te zmiany społeczne, wywołane czynnikami ekonomicznymi, są już nie do odwrócenia. Politycy powinni skupić się zatem na takim kształtowaniu rynku pracy, służby zdrowia i wszystkim innych przestrzeni życia, by dostosować kraj do nowych wzorców społecznych, zamiast na siłę starać się wcisnąć społeczeństwo w ramy z lat 60. Chyba nie tylko ja mam wrażenie, że to właśnie próbuje robić PiS.

To się na pewno nie uda. Chyba że chcielibyśmy naprawdę cofnąć się do tamtych lat, ograniczyć kobietom dostęp do edukacji i nałożyć gigantyczną akcyzę na środki antykoncepcyjne. A najlepiej w ogóle ich zakazać. Wtedy plan mógłby się nawet powieść.