Warszawka może i dostałaby podwyżkę płacy minimalnej, ale we Włodawie powinni mieć obniżkę

Przedsiębiorcy zaczęli walczyć, by płaca minimalna uzależniona od regionu. Ich zdaniem warszawiacy powinni dostawać 800 zł więcej, ale włodawianie, gdzie płace są najniższe w Polsce, o ponad 600 zł mniej.

Identyczne minimalne wynagrodzenie w tej samej wysokości w całym kraju to nieporozumienie

– uważa Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców, a wraz z nim ponad 200 organizacji pracodawców.

Dlaczego? Bo koszty utrzymania w różnych regionach są różne. Z jakiego powodu w drogiej stolicy minimalne wynagrodzenie ma być takie samo jak w miejscowości, w której życie jest kosztuje znacznie mniej?

Za tę samą kwotę w dużym mieście klepie się biedę, a na wsi żyje się godnie

– argumentuje Rzecznik MŚP.

Może to i logiczne, ale propozycja przedsiębiorców, wysuwana już nie pierwszy raz, rozpęta wojnę.

Miały być podwyżki, będą obniżki?

Przypomnijmy, że obecnie minimalne wynagrodzenie w Polsce wynosi 2600 zł brutto, a w przyszłym roku ma wzrosnąć do 2800 zł brutto. Politycy PiS w ubiegłym roku niesieni na skrzydłach kampanii wyborczej do Sejmu i Senatu obiecywali nawet 3000 zł brutto w 2021 r., a w 2024 r. 4000 zł.

Bizblog.pl poleca

Dziś raczej musimy o tym zapomnieć przede wszystkim ze względu na spustoszenia, jakie w gospodarce wyrządziła pandemia. Ale czy postulaty przedsiębiorców nie spowodują, że zamiast tych podwyżek niektóre regiony mogą zaliczyć obniżki minimalnego wynagrodzenia?

Rada Przedsiębiorczości działająca przy Rzeczniku Małych i Średnich Przedsiębiorców proponuje, by płaca minimalna była inna dla każdego powiatu i wynosiła połowę średniej pensji w danym powiecie. Różnice mogą być ogromne.

Z danych GUS wynika, że w jednym z najbiedniejszych powiatów w Polsce – powiecie włodawskim w woj. lubelskim przeciętne wynagrodzenie w 2019 r. wynosiło 3924,59 zł brutto. W tym samym czasie w powiecie m. st. Warszawa 6802,60 zł brutto.

Gdyby zastosować kalkulacje, których wprowadzenia chce Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców, minimalne wynagrodzenie w Warszawie wzrosłoby przynajmniej do 3400 zł z obecnych 2600 zł (a w zasadzie więcej, bo dane dotyczące wynagrodzeń w podziale na powiaty dotyczą 2019 r., a od tamtej pory wynagrodzenia wzrosły). 

Ale jednocześnie mieszkańcy powiatu włodawskiego musieliby się liczyć z obniżką pensji minimalnej z 2600 zł brutto do 1960 zł brutto.

Nic dziwnego, że związkowcom pojawiła się piana na ustach. Szczególnie, że propozycja wyliczania płacy minimalnej w podziale na powiaty trafiła już na ręce premiera Morawieckiego.

To najlepszy moment na rozpętanie wojny płacowej

I z jednego strony premier ma ręce pełne roboty i bez tego. Z drugiej jednak z perspektywy przedsiębiorców nie będzie lepszego momentu, żeby rozpętać tę wojnę.

Zróżnicowanie wynagrodzenia minimalnego regionalnie, o ile logiczne, o tyle bardzo kontrowersyjne. Ale w obecnej sytuacji głębokiego kryzysu gospodarczego, podczas którego wiele firm walczy o przetrwanie, odciążenie ich poprzez zmniejszenie w biednych regionach minimalnej pensji może być sensowne i ostatecznie uratować firmy i miejsca pracy.

Ale przecież w innych regionach taki mechanizm wyliczania spowoduje, że pensja minimalna wzrośnie, a w Warszawie, Katowicach czy Poznaniu też nie brakuje firm walczących dziś i przetrwanie.

To byłby dla nich ostateczny cios

– powiecie.

Słusznie. Ale to jest polityka. Jeśli premier uzna, że minimalne wynagrodzenie powinno być zróżnicowane regionalnie, właśnie teraz będzie miał doskonałą wymówkę w postaci troski o miejsca pracy tych najbiedniejszych.