Bezczelna zagrywka szefa Ryanaira. Pasażerowie: oddajcie pieniądze, O’Leary: przecież oddaliśmy

Klienci Ryanaira twierdzą, że od miesięcy nie mogą doprosić się zwrotu środków za odwołane loty. Szef linii, Michael O’Leary robi zdziwioną minę i tłumaczy, że wszystkie przelewy poszły już na konta niedoszłych pasażerów. Ale krytycznych głosów robi się w ostatnim czasie zbyt wiele, by można było je było nazwać zwykłymi plotkami.

Złośliwe i fałszywe plotki

– tak O’Leary kwituje zarzuty dotyczące braku zwrotów pieniędzy za odwołane loty.

Szef Ryanaira od dłuższego czasu podkreśla, że klienci, których loty zostały odwołane między marcem a lipcem, otrzymali już przelewy.

Wyjątek, podkreśla irlandzki menedżer, stanowią osoby, które zarezerwowały bilet za pośrednictwem jednego z nieautoryzowanych pośredników. Ale – ciągnie dalej O’Leary – tacy pasażerowie to dosłownie garstka ogólnej grupy poszkodowanych przez pandemię.

Tak w skrócie brzmi oficjalna wersja taniej linii. Oddaliśmy klientom ich 1,5 mld euro, więcej zwrotów nie będzie. Stoi to w sprzeczności z doświadczeniem wielu osób, które wciąż czekają na przelewy.

O’Leary nie zamierza się cofać

Praktycznie pod każdym naszym wpisem na temat Ryanaira pojawiają się komentarze o problemach z odzyskaniem pieniędzy od przewoźnika. Można byłoby uznać to za odosobnione przypadki, ale w trakcie rozmowy w programie BBC Radio 5 Live Breakfast, prowadząca audycję Rachel Burden zarzuciła szefowi Ryanaira, że jej skrzynka została wręcz zalana skargami na brak zwrotów.

Bizblog.pl poleca

O’Leary znalazł się również na celowniku organizacji konsumenckiej Which?. CEO Ryanair Group uznał jednak, że nie będzie bawił się w obronę swoich racji i od razu przeszedł do kontrataku.

Wszyscy pasażerowie Ryanair, którzy zażądali zwrotu pieniędzy od czasu ponownego otwarcia naszych biur 1 czerwca, otrzymali je. Nie mamy żadnych zaległości (…) Warto zauważyć, że Which? milczy na temat nielegalnych praktyk tych oszustów, którzy wykorzystują fałszywe e-maile i wirtualne karty kredytowe do zawyżania opłat i oszukiwania klientów

– krytykował

Ryanair oddaje, żeby nie oddać

Kto w tym sporze ma rację? Problem jest złożony. W trakcie letniej fali zwrotów Ryanair zastosował nie do końca etyczną formę proponowania rekompensat. Klienci przewoźnika dostawali w e-mailu propozycję przyjęcia vouchera, który można wykorzystać w przyszłości na inne loty.

Drobnym druczkiem dodawał, że oczywiście można ubiegać się również o zwrot w postaci gotówki.

Which? zwraca uwagę, że w ten sposób klienci Ryanaira musieli ubiegać się o zwrot pieniędzy dwukrotnie. Organizacja podaje zresztą przykład „pana Warrena” jednego z pasażerów, w którego sprawie musiała interweniować. Mężczyzna po wypełnieniu formularza na stronie lowcostu dostał e-maila z voucherem. Bez informacji, jak wymienić go na pieniądze i bez linku, który pozwalałby na odrzucenie oferty. Ryanair nie odpowiadał na e-maile wysyłane przez Warrena. Pieniądze znalazły się na jego koncie dopiero po interwencji ze strony Which?

Atmosfera wokół irlandzkiej linii zaczyna się zagęszczać. O’Leary nie dość, że zmaga się z kwestią zwrotu środków za odwołane loty sprzed wielu miesięcy, to jeszcze musi reagować na bieżące problemy. A tych jest bez liku. Restrykcje, dotyczące głównie obowiązkowej kwarantanny, wprowadzane przez kolejne kraje w Europie zmusiły przewoźnika do obcięcia zimowej siatki połączeń o 40 proc. Irlandczycy zadeklarowali jednocześnie, że jeśli lot nie zostanie odwołany, klient nie ma co liczyć na zwrot pieniędzy. Przy tak antykonsumenckiej polityce Ryanair musi liczyć się z tym, że obecna skala pretensji ze strony klientów to mały pikuś przy tym, co czeka go pod koniec roku.