Rząd stawia na roboty. Walka ze SI i mechanicznymi wysięgnikami stanie się jeszcze bardziej nierówna

Polska ciągnie się w ogonie Europy pod względem robotyzacji miejsc pracy. Teraz ma się to zmienić. Ministerstwo Rozwoju dopina właśnie szczegóły projektu ustawy, dzięki której firmy będą mogły odliczać od podstawy opodatkowania 50 proc. kosztów związanych z zakupem robotów, akcesoriów do nich, oprogramowania i szkolenia z obsługi.

Wiceminister Krzysztof Mazur szacuje, że zmniejszy to koszt inwestycji w robotyzację o 10 proc. Ulga ma obowiązywać w latach 2021-2025. Budżet straci w tym czasie około 1,1 mld zł. Resort rozwoju liczy się jednak z tym obciążeniem. W zamian oczekuje, że liczba zrobotyzowanych firm w Polsce wzrośnie 2,5-krotnie.

Polska jest dużo poniżej średniej globalnej, jeśli chodzi o wykorzystanie robotów w gospodarce. Prym wiodą u nas koncerny motoryzacyjne. Z raportu Polskiego Instytutu Ekonomicznego wynika, że na koniec 2018 r. z 13632 robotów przemysłowych aż 39 proc. pracowało przy składaniu nowych samochodów.

raport PIE

Czechy mają trzy razy więcej robotów niż my

Sama branża motoryzacyjna nie jest jednak w stanie uratować obrazu całej gospodarki. A ten wygląda następująco: w Polsce na 10 tys. pracowników zatrudnionych w przetwórstwie przemysłowym przypadają 42 roboty.

Bizblog.pl poleca

To zdecydowanie mniej nie tylko od światowych liderów – Singapuru i Korei Płd., ale także naszych sąsiadów – Czechów (135) i Niemców (338).

Obawy polskiego rządu o niski poziom zmechanizowania przemysłu nie są bezpodstawne. Raport PIE pokazuje, że w Singapurze maszyny już pod koniec ubiegłego roku wykonywały 14 proc. pracy, a w 2021 r. odsetek ten ma wzrosnąć do 29.

Świat zbroi się w roboty na potęgę, z 2017 na 2018 r. liczba robotów wzrosła o niemal 15 proc.

Robotyzacja zamiast imigracji

Polskie firmy podchodzą d robotyzacji jak pies do jeża. Z jednej strony przez lata mogły czerpać z rezerwuaru taniej siły roboczej, czemu sprzyjała niska płaca minimalna i relatywnie wysokie bezrobocie. I choć sytuacja na rynku pracy stale się poprawia, pod względem zarobków wciąż daleko nam do zagranicy.

Na koniec 2018 r. średnie płace w polskim przemyśle wyniosły 9,9 euro za godzinę, czyli były jednymi z najniższych w Europejskim Obszarze Gospodarczym

– wskazują analitycy PIE.

Z drugiej problemem są wysokie koszty kupna maszyn. Receptę na to stanowić ma zapowiedziana przez rząd ulga. Firmy, które zdecydowały się już na inwestycję w roboty są na ogół zadowolone z decyzji. 83 proc. z nich deklarowało zwiększenie skali produkcji, 67 proc. stwierdziło, że jej koszt spadł, a 54 proc. odnotowało wzrost rentowności.

Z tymi statystykami trudno polemizować. Biorąc pod uwagę starzenie się społeczeństwa i odpływ Ukraińców z naszego rynku zapotrzebowanie na siłę roboczą będzie wzrastać. Już w ubiegłym roku w sektorze przetwórstwa przemysłowego brakowało 34 tys. osób.

Kto powinien obawiać się robotów?

Wbrew katastroficznym zapowiedziom o robotach wymiatających ludzi z rynku pracy, ich pojawienie się w polskich przedsiębiorstwach nie musi więc zwiastować apokalipsy. Zwolnienia mogą dotknąć przede wszystkim pracowników wykonujących fizyczne, powtarzalne czynności głównie w przemyśle motoryzacyjnym, chemicznym, metalowym i przy produkcji elektroniki.

Oznacza to, że setki tysięcy osób będzie musiało na nowo definiować się na rynku pracy. Gdzie szukać zatrudnienia? World Economic Forum podpowiada: w programowaniu, analityce danych, edukacji i obsłudze klienta. Nie brakuje głosów, że dzięki mechanizacji pracy liczba etatów w całej gospodarce się zwiększy. Tyle, że trzeba będzie jej szukać gdzie indziej niż dotychczas.

Co ciekawe, choć zmiany są tuż za rogiem, statystyczny Kowalski powagi sytuacji jakoś czuje czuje. Kolejne badanie – Automatyzacja w Polsce – szanse, obawy i zagrożenia – stworzone przez Aleo.com, pokazuje, że utraty pracy w budownictwie i przetwórstwie przemysłowym obawia się tylko kilkanaście procent naszych rodaków. W tym samym czasie analizy PwC wskazywały, że roboty mogą bez problemów przejąć od jednych i drugich nawet połowę obowiązków.

Wbrew pozorom stoicki spokój był jednak do niedawna uzasadniony. Jeszcze w 2017 r. polskie przedsiębiorstwa zapytane przez Work Service o plany zastępowania pracowników maszynami odpowiadały gremialnie: nie ma mowy. Inwestycje w robotyzację zapowiadało tylko 8 proc. ankietowanych.

Rada Vaynerchuka

Realia zmieniły się błyskawicznie. Warto mieć to na względzie myśląc o swojej zawodowej przyszłości. W dość brutalny sposób wyłożył to parę lat temu w CNBC guru startupowców Gary Vaynerchuk.

Kierowcy ciężarówek od 20 lat wiedzą, że w przyszłości prawdopodobnie te pojazdy będą prowadziły się same. Mogli więc zdobyć nowe umiejętności

– zauważył.