Dajcie spokój z tym Muskiem. Rafał Zaorski chce rewolucji, nam zdradził, jak ma wyglądać

Chce, by Polacy porzucili złotówki na rzecz cebullionów, snuje plany kupna Wykopu i uśmiecha się, gdy słyszy, że próbuje być polskim Elonem Muskiem. Rafał Zaorski nie schodzi z nagłówków, odkąd w maju ogłosił, że na spadkach bitcoina zarobił 44 mln zł. W rozmowie z Bizblog.pl słynny spekulant zarysowuje szczerszą perspektywę i opowiada, jak zmieni się nasz świat w najbliższych kilku latach. (Fot: Radek Świątkowski)

Adam Sieńko, Bizblog.pl: Czujesz się polskim Elonem Muskiem?

Rafał Zaorski: Nie. Jestem polskim Rafałem Zaorskim.

Analogia nietrafiona. Nie lubisz takich porównań?

Mam wrażenie, że one wynikają z kompleksów. To taka polska przywara, że na siłę szuka się zachodnich odpowiedników. Nie mam rakiety ani prawka, nie interesuję się samochodami. A Elon może jest manipulantem, ale nie jest spekulantem.

Ale o tym, że chciałbyś być Warrenem Buffetem kiedyś wspominałeś.

Tak, ale kiedy się nim fascynowałem byłem dzieckiem. Zafascynowałem się postaciami Gatesa, a potem Buffeta. Już mi przeszło. Nie odpowiada mi zresztą filozofia inwestowania Buffeta.

Dlaczego?

Nie mówię, że jest zła. Raczej za mało ekscytująca. Poza tym nie chciałbym mieć 90 lat i być na szczycie popularności i sukcesu zawodowego w spekulacji albo inwestowaniu. Buffet to długoterminowa zabawa w giełdę, a ja przecież prędzej czy później umrę.

Bizblog.pl poleca

A wracając do Muska…

Chcę być po prostu sobą.

Męczę cię o niego, bo chciałbym dowiedzieć się, czemu ogłosiłeś zamiar kupna Wykopu. Analogia do Elona Muska i zakupu Twittera narzuca się sama.

Bo rzeczywiście chciałem go kupić. Ale to jest związane z działalnością krypto, którą prowadzę.

Jak to miałoby się sprzęgać? Na początku myślałem, że to żart.

Nie, oferta padła. Nie została przyjęta. Później dorzuciłem tweeta, żeby być totalnie szczerym wobec pana Białka. Wiedziałem, że ją odrzuci. Myślę, że jest przywiązany do Wykopu.

Wykop – iskra, która wznieci rewolucję w internecie

I po ci ten Wykop?

Uważam, że to portal web 2.0, a czeka nas rewolucja 3.0. Chciałbym go zreformować.

Co trzeba zrobić, żeby przeskoczył w przyszłość?

W web 2.0 wykorzystywaliśmy darmową pracę społeczności do tworzenia treści. Wykop czy Reddit to dobre przykłady. Teraz to się zmienia w kierunku wynagradzania tokenami. Oczywiście te projekty nie są na razie ekonomiczne uzasadnione, ale modele się tworzą i myślę, że prędzej czy później zwyciężą. Twórcy treści będą opłacani i oceniani. Ale żeby tak się stało, trzeba stworzyć system rzetelnej weryfikacji kont.

Jak miałby on wyglądać?

Poprzez portfel krypto z historią operacji. To stworzy nową ekonomię. Tak jak pierwsza rewolucja web 2.0. wiązała się z dostępem do informacji, tak kolejna przełoży się na zmianę w relacjach finansowych między ludźmi, bankami i instytucjami. Chociaż lepszym słowem byłaby pewnie „ewolucja”.

Czyli Rafał Zaorski staje się bardziej przedsiębiorcą niż spekulantem? Przymierzałeś się do kupna Wykopu, otworzyłeś projekt związany z emisją nowej kryptowaluty – cebulliona…

Trzeba zrozumieć, co jest kierunkiem, a co jest wymaganą zmianą.

Co jest kierunkiem?

Web 3.0. A Wykop mógłby być próbą jego monetyzacji. Ale na razie jesteśmy w fazie eksperymentalnej. To podobna sytuacja do tej, w której byliśmy w latach 1998-99. Branża internetowa przeżywała zawód za zawodem. Ale ci, którzy do końca w nią inwestowali i szukali różnych modeli działania, w końcu trafiali na najbardziej efektywny model ekonomiczny.

Nie wiem, czy pamiętasz, ale w 1999 roku Google był postrzegany jako firma, której nie da się monetyzować. Ludzie patrzyli na pustą stronę wyszukiwarki, podczas gdy Yahoo czy Altavista miały na swoich stronach pełno reklam. Uważano, że ich modele są lepsze. A to przecież Google wygrał ten wyścig.

Tak samo jest teraz z web 3.0. Modele są w trakcie wymyślania.  Możliwe, że teraz też mamy jakiś diament, którego nie jesteśmy w stanie dostrzec, bo nie wiemy jak web 3.0 będzie funkcjonować.

Rafał Zaorski: marki muszą być memiczne

Mówisz bardzo poważnie, a ostrzegałeś, że trudno z tobą rozmawiać na poważnie.

Często żartuje, bo muszę się odmóżdżać przy tradingu. Żeby podjąć dobrą decyzję na rynku, trzeba mieć jakiś background inwestycyjny, doświadczenie, znajomość ekonomii. Jednocześnie prowadząc pozycję, nie możesz być zbyt inteligentny.

Jak to?

Wynika to z naszych cech ewolucyjnych. Nasi przodkowie woleli polować na małą zwierzynę, bo gdy tylko coś zdobędziemy, nasz mózg tworzy tysiące scenariuszy,  w których tracimy łup. Dlaczego ludzie postępują na rynku giełdowym racjonalnie, patrząc z punktów widzenia ewolucji, ale irracjonalnie, jeśli chodzi o działalność giełdową. Nie polują na duże pieniądze. Skupiają się na tymczasowych szybkich zyskach. Tak jakby za chwilę miał się pojawić jakiś większy drapieżnik i ogołocić nas ze wszystkiego.

I odpowiedzią jest ogłupianie się?

Tak, w pewnym sensie. Gdy prowadzę trade, staram się odciąć od czynników zewnętrznych, które mogłyby wpłynąć na moje decyzje, a nie są kluczowe dla danego trade’u.

Z cebullionem jest tak samo? Poważny projekt biznesowy ubrałeś w mało poważną nazwę.

Nazwa jest bardzo poważna. Odnosi się od polskich cech narodowych (śmiech). Ale czy Biedronka albo Żabka to poważna nazwa?

Nie wiem, czy wymagamy powagi od sklepu spożywczego.

Model marketingu się zmienił. Marki muszą być memiczne. Są kojarzone przez konsumentów dzięki żartom. Cebullion jest memiczny, dlatego jego wartość nośna jest bardzo duża.

Czyli byłbyś zachwycony, gdyby internauci zaczęli wklejać memy z nosaczem?

Im więcej tym lepiej. Ale przechodząc do tej poważnej biznesowej warstwy – myślę, że da się stworzyć uczciwy stablecoin pod kontrolą KNF-u, banków i służb, żeby zapewnić gospodarce web 3.0 podstawy. Jej rozwijaniem zajmie się już pewnie pokolenie dzisiejszych 20-latków.

Web 3.0 potrzebuje stablecoinów

Zabrzmiało, jakbyś czuł się boomerem.

Wszyscy nimi jesteśmy. Adaptacja naszego pokolenia do zmian będzie niższa, opowieści, jak dobrze się do nich przystosowujemy, to mit. Za to nasze dzieci, które wychowują się w środowisku wirtualnych przedmiotów, które traktują na równi z przedmiotami rzeczywistymi, będą w tej gospodarce swobodnie pływać. W ich oczach będziemy jak dzisiejsi seniorzy, którzy wysyłają przelewy, chodząc do okienka w kasie banku. Mówiąc brutalnie, żeby przyszło nowe, musimy wymrzeć.

Ale ty chcesz być pionierem.

Przy czym jest na to zbyt wcześnie. Potrzebujemy jeszcze około dwóch lat, bo obecna bańka jeszcze do końca nie pękła. Zanim modele ekonomiczne dla web 2.0 powstały, minęły cztery lata od pęknięcia bańki internetowej. Oczywiście nie można tego porównywać 1:1, ale proces dojrzewania pokoleń jest podobny. Ale jak mówiłem, bez stablecoinów się nie obejdziemy.

Sam dopiero co zarobiłeś 44 mln zł na spadkach innej kryptowaluty – bitcoina.

Ale to nie będzie kryptowaluta taka, jak w innych projektach nastawionych na szybką kasę od inwestorów. Większość startupów w tej branży popełnia ten sam błąd. Zamiast tworzyć tokenomię, żeby biznes rósł za pięć lat, robi tzw. cash-grab. Chce sięgnąć po milion dolarów z rynku z czego 90 proc. dla siebie. I chwilę później ich nie ma.

A cebullion?

Jest mi potrzebny także na własny użytek. Rok temu założyłem grupę o nazwie BigShortBets, służącą do zbierania danych giełdowych na zasadzie białego wywiadu. Gdy doszło do incydentu w Kanale Sueskim, okazało się, że użytkownicy grupy mają kontakt z kapitanem statku. Mieliśmy informacje o tym, jak wygląda sytuacja z pierwszej ręki dwa dni przed Bloombergiem i Reuterem. Gdy pandemia zaczęła przerywać łańcuchy dostaw, byliśmy w stanie dowiedzieć się, czy statki płynęły do Chin puste, czy pełne. To legalnie pozyskiwane informacje.

Tego bardzo dzisiaj brakuje. Fundusze hedgingowe mają pieniądze na wywiad gospodarczy, mogą zgodnie z prawem zbierać informacje. A zwykły Kowalski ma do dyspozycji tylko oficjalne dane giełdowe. Jest ostatni w kolejce. BigShortBets powstał, żeby wyrównać szanse.

Do tego potrzebuje jednak wymienialnego stablecoina. W tej chwili w społeczności jest ok. 6 tys. ludzi. Logują się przez portfel kryptowalutowy i pod osłoną sieci cebulowej wymieniają między sobą informacje bezpieczniej niż przez zwykły internet.

Zwykli użytkownicy internetu w ogóle zauważą tę rewolucję?

Oczywiście. Wyobraź sobie, że stablecoin pojawia się na serwisie do zrzutek internetowych. Załóżmy, że na takiej zrzutce jest ustawiony limit pół miliona zł do zebrania. Zamiast przesyłać pieniądze na konto bankowe, wysyłasz coiny na smart kontrakt. W kontrakcie jest informacja, że po zebraniu 500 tys. algorytm przesyła środki na konkretne konto. Część wysyła na rachunek skarbówki. Jeżeli internauci nie uzbierają pieniędzy, są one automatycznie odsyłane do wpłacających. To lepsze niż notariusz.

I ty chcesz żeby te wpłaty były liczone w cebullionach?

Główna idea to bezpieczny stablecoin połączony z warstwą aplikacji smart kontraktów. Bez stablecoinów nie będziemy mieli gospodarki 3.0. To tak jakbyś chciał tworzyć e-commerce w kraju, w którym internet działa przez osiem godzin dziennie. Bez dostępu do sieci nie miałbyś dzisiaj większości biznesu. Cebullion będzie takim internetem, tylko że dla firm w przyszłości.