Prezes NBP do bankowców: kredyty frankowe to wasza wina. I wymierza im siarczysty policzek

Banki próbowały przekonać szefa NBP, by ten pomógł im w wojnie z frankowiczami. Sugerowały, że Komitet Stabilności Finansowej mógłby wpłynąć na Sąd Najwyższy, żeby nie przegrywały tylu spraw w sądach. A to już szczyt bezczelności. Nawet prof. Adam Glapiński uznał, że bankowcy przegięli i odpisał im mniej więcej tak: problem z kredytami walutowymi to wyłącznie wasza wina, nie próbujcie zrzucać winy na innych. I z dużą dozą ironii dodał: „do wydziałów prawa uniwersytetów, które kształcą przyszłych sędziów też zaapelowaliście?”. To jak policzek dla banków i to wymierzony publicznie.

Obecnie toczy się już ok. 30 tys. spraw dotyczących kredytów walutowych. a Sądy nie nadążają, w niektórych trzeba czekać rok na wyznaczenie terminu pierwszej rozprawy. Albo i dłużej. Awantura między bankami się rozkręca, ale przede wszystkim przeszła z łam gazet na sale sądowe i to dla banków bardzo zła wiadomość.

Druga zła wiadomość jest taka, że nawet 90 proc. spraw w sądach wygrywają frankowicze. Ogromny wpływ na to miał ubiegłoroczny wyrok TSUE, który ośmielił polskie sądy. Mimo to, banki oficjalnie mówią, że linia orzecznicza jeszcze się nie ustaliła i nie ma potrzeby panikować, zawiązywać większych rezerw na ryzyko prawne związane z frankowiczami ani tym bardziej zdecydować, że już pora wyjść do frankowiczów z propozycją ugody i rozwiązać ten problem raz na zawsze samemu.

To oficjalnie. W gazetach. Mniej oficjalnie bankom najwyraźniej trochę zaczęły trząść się kolana i na początku listopada postanowiły działać zakulisowo – tak chyba należałoby powiedzieć. I dość bezczelnie.

„Zanim będzie za późno”

Jak ujawnił wówczas „Puls Biznesu”, banki napisały list do Narodowego Banku Polskiego, prosząc o wsparcie. I w swoim stylu grożąc, że jak stanie im się krzywda, całemu sektorowi zagrozi niestabilność, a to będzie również problem NBP i Komitetu Stabilność Finansowej, w skład którego oprócz banu centralnego wchodzi również Komisja Nadzoru Finansowego, Ministerstwo Finansów i Bankowy Fundusz Gwarancyjny.

Sądowe wyroki w sprawach kredytów frankowych podważają fundamenty funkcjonowania bankowości

– napisali bankowcy w liście.

I poprosili szefa NBP prof. Adama Glapińskiego, by zajął stanowisko ws. wyroku TSUE „zanim będzie za późno, a ewentualne tezy uchwały Sądu Najwyższego podważą paradygmat funkcjonowania banków w Polsce”. Przypomnę, że jeszcze w tym roku Sąd Najwyższy prawdopodobnie pochyli się nad problemem rozbieżnego orzecznictwa sądów powszechnych w sprawach pomiędzy frankowiczami a bankami.

Bizblog.pl poleca

Łatwo się domyślić, jakiego stanowiska oczekiwali bankowcy, którzy uważają, że sądy pochopnie wyrokują o nieważności umów. Jednym słowem, bankowcy najwyraźniej są na tyle bezczelni, że poprosili szefa NBP, by interwencją słowną wpłynął na system sądownictwa.

Prezes Glapiński się wściekł

18 listopada szef NBP odpowiedział bankowcom, co ponownie ujawnił „PB”. W wolnym tłumaczeniu mniej więcej brzmiało to tak: mam was dość, nie próbujcie zrzucać winy na innych, to wszystko wasza wina, więc płaczcie i płaćcie, a ja nie będę mówił sądom, że mają być dla was miłe.

Z niepokojem konstatuję, że państwa pismo wydaje się być próbą wywierania presji na bank centralny i KSF w celu podjęcia działań, które nie mieszczą się w mandacie tych instytucji

– napisał prof. Adam Glapiński.

I wskazał, że ani NBP ani KSF nie są instytucjami właściwymi do tego, by wpływać na decyzje sądów. 

Pomysł bankowców jest skandaliczny i rozsierdził samego prof. Glapińskiego, który do tej pory zajmował raczej ostrożne stanowisko w sprawie problemu frankowego. Jego cierpliwość najwyraźniej się skończyła, bo wytknął bankom również to, że odczytuje ich list jako próbę przerzucenia odpowiedzialności za ten cały ambaras na instytucje publiczne. Słuszna uwaga, zresztą przez ostatnie lata z niezłym powodzeniem bankom udawało się przerzucać ten ciężar na polityków. Bankowców często nazywa się tłustymi kotami, ale jak widać to też szczwane lisy.

Jednak najważniejsze jest to, że prof. Glapiński powiedział wprost, że pełna odpowiedzialność za to, iż umowy kredytowe zawierały klauzule abuzywne i są przez to teraz kwestionowane przez sądy, to wina wyłącznie na zarządów banków.

List, w którym padły te wszystkie mocne słowa nie był publiczny, był skierowany do banków, ale wyciekł do mediów. „Wyciekł”, to znaczy, że ktoś w NBP postanowił go udostępnić „Pulsowi Biznesu”, a więc chciał, żeby ostre potraktowanie bankowców stało się publiczne. To policzek dla środowiska bankowego.

Do studentów prawa też już napisaliście list?

Najbardziej bawi, że szef NBP naprawdę stracił cierpliwość i w dość jednak oficjalnym piśmie pozwolił sobie na nie lada uszczypliwości.

Zauważam, że w piśmie krytycznie odnoszą się państwo do znacznej części środowiska sędziowskiego. Proszę o informację, czy podobne w treści pismo wystosowali państwo do stowarzyszeń sędziowskich, aby uzmysłowić im wagę problemu

– napisał Adam Glapiński.

I dodaje:

Wydaje się, że w dłuższej perspektywie należałoby też zaapelować do wydziałów prawa uniwersytetów, gdyż one kształcą przyszłych sędziów.

Choć nie należę do fanów prof. Glapińskiego m.in. za styl, w jakim komunikuje się rynkiem jako przewodniczący Rady Polityki Pieniężnej, to teraz chyba zostanę jego fanką za styl, w jakim komunikuje się z bankowcami.