Stajemy się specjalistami w biciu rekordów klimatycznych. Na własną zgubę

Raport Amerykańskiego Towarzystwa Meteorologicznego i rządu USA nie pozostawia złudzeń: poziom gazów cieplarnianych przebił sufit i jest najwyższy od 60 lat prowadzenia takich pomiarów. Ale ludziom widać to za mało, bo inne rekordy klimatyczne też biją z łatwością.

Przedstawiony raport liczy 325 stron. Nad zebranymi w nim danymi pracowało 470 naukowców z 60 krajów. Niestety jest to lektura przygnębiająca, jednoznacznie wskazująca, że człowiek postanowił iść klimatyczną drogą w dół i trzeba przyznać, że robi to doskonale. 

Główną przyczyną zmian klimatycznych mają być gazy cieplarniane (dwutlenek węgla, metan, para wodna), które robią z naszej planety coś na wzór szklarni. Promienie słoneczne jak najbardziej do niej wpadają, ale już nie są tak ochoczo puszczane w drogę powrotną. W efekcie w środku rośnie temperatura.

Tymczasem, jak wskazuje raport amerykańskich meteorologów, poziom gazów cieplarnianych osiągnął właśnie rekordową wartość od 60 lat, czyli odkąd prowadzi się takie pomiary. 

Poziom gazów cieplarnianych: coraz więcej dwutlenku węgla.

W całym 2018 r. globalna średnia dla dwutlenku węgla wyniosła 407,4 ppm. Warto przypomnieć, że kwietniu czy maju ub.r. było to nawet 410–411 ppm. Naukowcy zaś twierdzą, że przez większość ostatnich 800 tys. lat wartości dla poziomu CO2 wahały się między 170 a 280 ppm. 

Taki poziom gazów cieplarnianych z kolei spowodował, jak czytamy w raporcie, że 2018 r. był jednym z najcieplejszych w historii. Temperatury w poprzednich 12 miesiącach były od 0,3 st. C do 0,4 st. C wyższe od średniej w latach 1981–2010. A jest pod tym względem tylko gorzej. Przecież tegoroczny lipiec pobił wszystkie rekordy.

Lipiec jest ogólnie najgorętszym miesiącem roku na świecie, ale z naszych danych wynika, że był najgorętszym miesiącem, jaki kiedykolwiek odnotowano – mówi Jean-Noel Thepaut, szef C3S, która monituje zmiany klimatyczne w ramach programu Copernicus Komisji Europejskiej i Europejskiej Agencji Kosmicznej.

Niestety to nie jedyne rekordy klimatyczne.

Raport wskazuje, że podobnie jak poziom gazów cieplarnianych, rekordy też bije poziom mórz i oceanów, których temperatura niewiele ustępuje tym najwyższym w historii. To m.in. z tego powodu, że lodowce Arktyki i Antarktyki traciły masę już 30. rok z rzędu. 

A przecież tylko w lipcu tego roku Grenlandia straciła 197 mld ton lodu. Tylko jednego dnia 11 mld ton lodowca spłynęło do oceanu. To tyle wody, ile zmieści się w 4,4 mln basenach olimpijskich. 

Obszar pokrywy lodowej Grenlandii, który wykazuje oznaki topnienia, rośnie codziennie i w tym roku w środę osiągnął rekordowy poziom 56,5 procent – wskazuje Ruth Mottram, klimatolog z Duńskiego Instytutu Meteorologicznego. 

Aura zaczęła wszędzie płatać figla.

Niepokojące dane napływają z wszystkich zakątków. Np. Meksyk ogłosił już trzeci najcieplejszy rok w 48-letniej historii. Alaska przeżywa z kolei drugie najcieplejsze 12 miesięcy w swoim 94-letnim dorobku. Dla Europy był to drugi najgorętszy rok od co najmniej 1950 r. A dla Australii trzeci pod względem temperatur, licząc od 1910 r., co wiąże się z gwałtownymi pożarami i dotkliwymi suszami. 

Rzecz jasna takie klimatyczne figle sporo kosztują. W USA na usuwanie skutków 14 najbardziej ekstremalnych zjawisk pogodowych w 2018 r. wydano ponad 1 mld dolarów. Od początku prowadzenia tego typu wyliczeń w 1980 r. to czwarty najwyższy wynik.