Kpią z nas w Europie i wytykają palcami. A chodzi o… skarbówkę i rzekomo nasz wielki sukces

System podatkowy w Polsce to stajnia Augiasza skrzyżowana z labiryntem Minotaura. Natłok formalności sprawia, że w przeciwieństwie do innych krajów podatnicy nad Wisłą spędzają nad formalnościami coraz więcej czasu. Na dodatek naprawdę można uznać, że z nas się śmieją. Zestawiając osiągnięcia naszej skarbówki w zakresie uszczelniania VAT-u z hiszpańskimi, pokazują palcem na nas i ostrzegają: nigdy tak nie róbcie.

Polscy przedsiębiorcy nigdy nie mieli poczucia, że system podatkowy im sprzyja, ale ostatnio zrobiło się pod tym względem jakby gorzej. Pokazuje to ostatni ranking organizacji Tax Foundation, która oceniła, że pod względem konkurencyjności, polski system podatkowy uplasował się na przedostatnim miejscu wśród krajów OECD. W porównaniu z ubiegłym rokiem podatki w Polsce zostały ocenione jeszcze gorzej, spadliśmy o trzy miejsca i wyprzedzamy teraz tylko Francuzów.

Bizblog.pl poleca:

Wymiękają nawet najtwardsi

Co poszło nie tak? Rząd obniżył przecież stawkę PIT z 18 do 17 proc., wprowadził IP Box, dzięki któremu firmy za zyski z innowacyjnych rozwiązań płacą 5 proc. podatek, a najmniej zarabiających firmom obniża ZUS. Wydawało by się: żyć, nie umierać.

Do idylli nam jednak daleko. I to nie dlatego, że daniny są zbyt wysokie. Problem leży w tym, szczególnie jeśli chodzi o przedsiębiorców, że system podatkowy zrobił się tak zagmatwany, że wysiadają przy nim nawet najwięksi weterani.

Z jednej strony mamy nadmierne obowiązki formalne, które muszą spełnić przedsiębiorcy, z drugiej jest też problem stabilności wykładni prawa i przejrzystości obowiązujących przepisów. To wydaje się najpilniejszą rzeczą, którą należy rozwiązać. Przedsiębiorcy nie zawsze mają pewność, w jaki sposób powinni prowadzić swój biznes – opowiada bizblog.pl Łukasz Kozłowski z Federacji Przedsiębiorców Polskich.

Ekspert dodaje, że tak dzieje się np. z VAT-em, gdzie nie ma pewności, jaka stawka podatkowa zostanie zastosowana do określonych rodzajów usług.

A to ważne dla finalnego kosztu tych usług. Powstaje pytanie: czy stosować najbardziej restrykcyjną interpretację, nie narażać się fiskusowi i stworzyć mniej konkurencyjną ofertę na rynku czy podejść do przepisów liberalnie, ryzykując spór z urzędem skarbowym? – pyta retorycznie.

A że fiskus potrafi szybko zmienić zdanie nie trzeba nikogo przekonywać. Kozłowski wśród przykładów umów dotyczących utrzymania dróg publicznych. W kontraktach z GDDKiA część usług obłożonych była 8-proc. stawką, część – 23-proc. Po pewnym czasie fiskus zaczął kwestionować niższą stawkę i zaczął żądać od przedsiębiorców dopłat. W efekcie część firm zaczęła dokładać do interesu.

Podobnie wyglądała sprawa z umacnianiem brzegów morskich. Izba Skarbowa, a w ślad za nią sąd administracyjny w Szczecinie twierdzili, że ta usługa poprawia wprawdzie walory turystyczne, ale nie ma związku z ochroną środowiska i nie można do niej zastosować zerowej stawki VAT.

Innego zdania był Naczelny Sąd Administracyjny, który uznał, że przedsiębiorca miał prawo zastosować zerową stawkę.

Jeszcze większe kuriozum powstało w branży melioracyjnej, gdzie toczył się spór ze skarbówką o to, czy konserwacja cieków naturalnych oraz kanałów stanowiących urządzenia melioracji wodnych powinna być obłożona 8- czy 23-proc. podatkiem. Sprawa została nagłośniona w 2018 r. „Dziennik Gazeta Prawna” pisał, że do tej pory każde miasto interpretuje przepisy po swojemu, choć urząd skarbowy jasno się już w tej sprawie określił.

Świetnym przykładem opresyjności polskiego systemu podatkowego jest raportowanie schematów podatkowych – wskazuje Aleksander Łaszek, główny ekonomista FOR.

Łaszek tłumaczy, że zostało ono wprowadzone pod pretekstem dostosowywania się do regulacji unijnych. Problem w tym, że Unia mówiła o raportowaniu schematów transgranicznych i przypadków próby optymalizacji podatkowej, a nasz ustawodawca chce, żebyśmy raportowali wszystko. Nawet jeżeli skorzystamy z ulgi podatkowej zgodnie z intencjami twórców, to i tak musimy to raportować.

Efekt jest taki, że ministerstwo samo zapchało się ilością danych. Jednocześnie kary za brak raportowania są horrendalne. Dla osób fizycznych to maksymalnie ponad 5 mln euro. Druga pod tym względem Wielka Brytania nakłada już kary w wysokości jednego miliona euro – opowiada ekonomista FOR.

Polskie podatki coraz bardziej zagmatwane

To wybrane przykłady tylko z ostatnich dwóch lat. Można było by je jednak mnożyć. Do tego, że jest źle wszyscy się już jednak przyzwyczailiśmy. W rankingach PwC Polska od lat zajmuje bardzo niskie miejsca, co oznacza, że system w naszym kraju przysparza firmom ogromnych problemów.. W zestawieniu z 2018 znaleźliśmy się na 51. lokacie. PwC wskazało, że przedsiębiorca nad wypełnieniem formularzy musi siedzieć 258 godzin rocznie.  

Zaczęło się jednak dziać coś złego. W najnowszym raporcie należymy do niechlubnej mniejszości państw, w których czas poświęcany na wywiązywanie się z obowiązków wobec fiskusa rośnie zamiast maleć. Teraz to już 334 godziny, przy ogólnoświatowej średniej na poziomie 237 godzin.  

Czasochłonność to głównie wina źle skonstruowanych przepisów VAT-owskich. VAT mamy teraz najbardziej skomplikowany w całej Unii Europejskiej – zauważa Łaszek.

Jak do tego doszło? Tu PwC częstuje nas pysznym porównaniem. Naszym zmianom w systemie VAT została tam poświęcona oddzielna tabelka, która porównuje uszczelnianie tego podatku w Hiszpanii i nad Wisłą.

Oba kraje postawiły w ostatnim czasie na zacieśnienie kontroli nad ściągalnością VAT. Efekt? W Hiszpanii czas, jaki przedsiębiorca poświęca na formalności, spadł z 30,5 do 4,5 godziny rocznie. W Polsce wzrósł z 76 do 172 godzin. Stało się tak ponieważ fiskus na Półwyspie Iberyjskim doszedł do wniosku, że lepiej wprowadzić bardziej kosztowny, ale prostszy dla podatnika system, który jest zintegrowany z systemami księgowymi przedsiębiorstw.

W Polsce wprowadzenie Jednolitego Pliku Kontrolnego spowodowało, że przedsiębiorcy zamiast co kwartał rozliczają się co miesiąc, a za ewentualnego błędy w rozliczeniach czekają ich niemałe kary – nawet do 500 zł za jedną pomyłkę.

Należy z jednej strony upraszczać przepisy i ujednoznaczniać je w taki sposób, by było jak najmniej pola do nieporozumień, które mogą mieć później poważne skutki. Praktyka interpretacyjna tez powinna być bardziej stabilna. Przedsiębiorcy nie mogą funkcjonować w ciągłym strachu o zmianę interpretacji – podkreśla Kozłowski.

Rząd zaostrza kurs wobec przedsiębiorców

Zamiast upragnionej poprawy przedsiębiorcy dostają jednak głównie pogróżki. Jarosław Kaczyński opowiada o tym, ile nieużywanych miliardów leży na ich kontach, dając do zrozumienia, że wie, co z nimi zrobić. W tym czasie premier Morawiecki zapowiada, że po wyborach dowiemy się, jak i gdzie zostanie zniesiony limit 30-krotności składek ZUS.

Do tego dochodzi jeszcze wracający jak bumerang test przedsiębiorcy. Rząd niby zaprzeczył, że ma zamiar go wprowadzać, po cichu mówi się jednak, że po wyborach temat weryfikacji przedsiębiorców może wrócić. Przedsiębiorcy znów trzymani są w niepewności. A to prędzej czy później odbije się głośną czkawką nam wszystkim

Zwróciłbym uwagę na to, że coraz trudniej będzie nam utrzymać obecne tempo wzrostu gospodarczego. Póki byliśmy biedniejszym krajem pewne czynniki rekompensowały nam wady systemu podatkowego. Teraz te wady stają się coraz bardziej dotkliwe dla naszej gospodarki – puentuje Aleksander Łaszek.