Złoty zachowuje się, jakby był ze złota. Nasza waluta wśród najsilniejszych na świecie

Złoty wśród najmocniejszych walut? Muszę to dokładnie policzyć, ale biorąc pod uwagę ostatni wielotygodniowy rajd, wszystko na to wskazuje. Jedno jest pewne, dzisiejsza czarna seria danych z całego świata mocno zatrzęsła rynkiem akcji w Europie, a indeksy GPW wiodły prym wśród najgorszych. Tymczasem złoty jak zaczarowany cały czas prze do przodu. Do dolara jest najmocniejszy od lat.

Na giełdzie w Warszawie pogrom, a im mniejsze spółki, tym gorszy wynik. WIG stracił 3,88 proc., WIG20 3,36, mWIG40 4,60, a sWIG80 5,40 proc. W Europie nie lepiej, bo DAX w Niemczech zjechał o 3,45 proc., francuski CAC40 o 2,5 proc., a FTSE250 w Londynie 1,5 proc.

Jeśli nałożyć na to, serię ogłoszonych niefortunnych danych z gospodarki, a także z frontu zmagań z pandemią, to robi się jeszcze ciekawiej.

Najpierw niemiecki urząd statystyczny podał, że PKB naszych zachodnich sąsiadów spadł drugim kwartale o 11,7 proc. rok do roku, a w ujęciu kwartalnym o 10,1 proc.

Niby tragedii nie było, bo ekonomiści obstawiali odpowiednio o -11,5 i -9 proc., ale jeśli spojrzeć na to, ile stracił DAX (-3,45 proc.), to niesmak najwyraźniej pozostał. Niższą stopę bezrobocia, czyli 6,4 proc. zamiast spodziewanych przez rynek 6,5 proc. uznać należy za bardzo marne pocieszenie.

Koronawirus kontratakuje

Niedługo po tym, jak Statistisches Bundesamt ujawnił skalę gospodarczego tąpnięcia u naszych sąsiadów, Ministerstwo Zdrowia obwieściło, że w ciągu doby przybyło w Polsce 615 chorych na COVID-19. Tak, padł rekord. Od wybuchu epidemii w naszym kraju w ciągu doby nie wykryto więcej zachorowań.

Bizblog.pl poleca

Premier co prawda wyklucza wprowadzenie kolejnego lockdownu, ale ekonomiści już nie są tacy pewni, że w przyszłości uda się uniknąć zamknięcia gospodarki. Ba, już od pewnego czasu ostrzegają, że jeśli rząd się spóźni z wprowadzeniem obostrzeń, to tylko pogorszy sytuację…

A ta i tak wygląda już fatalnie. Dosłownie dzień wcześniej padły rekordy zachorowań w Brazylii, Australii, a także – o zgrozo – na Ukrainie, której obywatele wydatnie pomagają nam od pewnego czasu w gonieniu Zachodu.

Amerykańska gospodarka krwawi

Jak szarżowanie w starciu z zarazą może się skończyć, mogliśmy się przekonać w czwartek po południu po opublikowaniu serii danych z USA. Rynek czekał na odczyt produktu krajowego brutto. No i się doczekał.

Amerykański PKB spadł o 32,9 proc., co oznacza, że chiński wirus sponiewierał amerykańską gospodarkę najbardziej, tu można zaryzykować stwierdzenie, że w historii, bo produkt krajowy brutto wyliczany jest w USA od 1947 r. Część mediów przekonuje jednak, że najwięcej od wielkiego kryzysu. Dla mnie może być, że od odkrycia Ameryki. Dość powiedzieć, że gorszych w opasłych tomiszczach Departamentu Handlu nie znajdziecie.

I jak zauważył dzisiaj Randy Frederick, wiceprezes Charles Schwab Corporation:

Kiedy dojdziesz do tak dużych liczb, różnica o dwa punkty procentowe to naprawdę niewiele. Fakt, że było lepiej, niż się spodziewano, jest może dobrą rzeczą, ale niewiele lepszą i nadal jest to okropna liczba.

Tu krótka, ale istotna dygresja – za oceanem inaczej wyliczają sobie wzrost gospodarczy niż w Europie. U nas porównuje się odczyt do podobnego okresu, czyli kwartału, rok wcześniej. Amerykanie annualizują dane, czyli pokazują, co by było, gdyby gospodarka rozwijała się w tym samym tempie przez cały rok.

No i z czwartkowych danych wynika, że gdyby nic się nie zmieniło w kolejnych miesiącach, to Stany Zjednoczone stałyby się biedniejsze o jedną trzecią niż rok wcześniej. Nie jest to nie wiadomo jak wielkie zaskoczenie, bo ekonomiści spodziewali się jeszcze większego załamania, zapowiadając spadek PKB o 34,1 proc.

Ponad 30 mln na bezrobociu

Minimalnie lepsze od prognoz wieści z rynku pracy, podobnie jak w Niemczech, nie poprawiają w żaden sposób wrażenia. Liczba nowych wniosków o zasiłki dla bezrobotnych wyniosła 1,434 mln, a rynek obstawiał 1,450 mln.

Tylko co z tego, skoro kolejny tydzień z rzędu liczba Amerykanów bez pracy wzrosła, a winien temu jest koronawirus i lawinowo rosnąca liczba zakażeń. W tej chwili za oceanem na zasiłku jest 30,5 mln osób. Na dodatek styl, w jakim zwaliła się na kolana gospodarka, i rozwijająca w zastraszającym tempie epidemia nie wróżą Amerykanom niczego dobrego.

Swoje dołożył prezydent Donald Trump, który w czwartek wypalił, że należy przesunąć datę wyborów. Jego zdaniem powszechne głosowanie korespondencyjne, na które nalegają Demokraci, uczyniłoby listopadowe wybory najbardziej niedokładnymi i nieuczciwymi w historii oraz wielkim wstydem dla USA.

U nas niedawno toczyła się podobna dyskusja, ale ugrupowanie stojące murem za amerykańskim prezydentem było zupełnie innego zdania niż ich wielki sojusznik.

Wyprzedaż akcji, run na złoto

Czwartek wstrząsnął giełdami. W Europie parkiety zalała czerwona fala, a polskie indeksy znalazły się wśród tych, które krwawiły najbardziej. Po dzisiejszej czarnej serii w ogóle mnie nie dziwi, że górę na rynkach wzięły emocje, a obracający miliardami dolarów zaczęli wycofywać się z ryzykownych inwestycji w akcje.

Skoro mowa o dolarze… W czwartek nie było widać na nim wielkiego ruchu, który zwykle towarzyszy uciekaniu z giełd. Ba, do polskiego złotego zielony osłabił się do najniższego poziomu od dwóch lat.

USDPLN Źródło: Stooq.pl

Stracił też do euro, franka, a nawet jena, w stosunku do którego niemal cały czwartek pozostawał mocniejszy.

A tak euro umacniało się w czwartek do dolara. Źródło: Stooq.pl

Złoty, na złość NBP, który boi się, że za mocna waluta może stać się kulą u nogi dla polskiej gospodarki, rośnie cały cały czas w siłę.

Ciekawi mnie bardzo, jak będą wyglądać kolejne dni. Jeśli obecny trend się utrzyma i dolar dalej będzie tak, bidulek, słabował, to niewykluczone, że staniemy się świadkami, jak złoto przebija cenę 2000 dol. za uncję. W końcu gdzieś te miliardy dolarów wycofanych z akcji trzeba będzie ulokować. Może też część trafi do złotego. Oby tylko czwartkowy rekord zachorowań na koronawirusa był tylko jednorazową akcją, bo może być tak samo słabo jak w USA.