Koronawirus  / Artykuł

Nowy rekord Polski: 615 nowych zakażeń koronawirusem. Rząd rozważa przywrócenie obostrzeń

Ministerstwo Zdrowia opublikowało właśnie czwartkowy raport dotyczący nowych przypadków zakażeń koronawirusem. To 615 nowych zakażonych, co niestety jest naszym nowym, niechlubnym rekordem.

Dane z podziałem na województwa:

To nowy rekord zakażeń koronawirusem.

Poprzedni rekordowy przyrost miał miejsce 8 czerwca. Wtedy Ministerstwo Zdrowia poinformowało o 599 zakażeniach w ciągu jednego dnia.

Łącząc to z dzisiejszymi danymi można zaryzykować stwierdzenie, że koniec ścisłego lockdownu w połączeniu z sezonem wakacyjnym, w którym wielu Polaków postanowiło nie rezygnować ze swoich zaplanowanych urlopów, zapoczątkował tendencję wzrostową.

Rząd nie wyklucza powrotu obostrzeń.

- Niech ten wynik będzie dla nas sygnałem, co może się stać, jeśli nadal nie będziemy nosić maseczek. (…) Zapewne będzie możliwe cofnięcie się o krok, jeśli chodzi o ograniczenia. Być może zostaną, podobnie jak w innych państwach, podniesione mandaty za brak maseczek. Będziemy zastanawiać się, czy nie wprowadzić bardziej ścisłej kontroli, czy osoba pytana przez policję nie będzie musiała mieć potwierdzenia, że nie musi nosić maseczki. Powstrzymajmy się też przed wyjazdami do kurortów, gdzie jest dużo ludzi. - mówi Wojciech Andrusiewicz, rzecznik Ministerstwa Zdrowia.

To jednak nie koniec złych wiadomości. Rzecznik rządu Piotr Müller w swoim komentarzu dla Polsat News przypomniał również o prognozowanej przez Ministerstwo Zdrowia drugiej fali zakażeń, która rzekomo ma nadejść wraz z jesienią. Eksperci z WHO, co prawda coraz głośniej mówią o tym, że ten scenariusz prawdopodobnie się nie spełni.

Ich zdaniem bowiem pierwsza fala do tego czasu nie zniknie. Teoria o nadejściu drugiej fali zakażeń opierała się zresztą na założeniu, że koronawirus, jak większość wirusów, jest sezonowy i jego potencjał w czasie cieplejszej części roku jest mniejszy. Dane z całego świata obalają to twierdzenie i pokazują, że WHO prawdopodobnie ma rację.

Niepokojącym i niezadanym jeszcze pytaniem pozostaje: po co w takim razie był nam potrzebny lockdown?

Czy dzięki temu, że zamknęliśmy się w domach udało nam się wypłaszczyć krzywą zakażeń na tyle, że aktualnie jest ona mało imponująca Niespecjalnie, bo właśnie pobiliśmy rekord. Czy izolacja miała korzystny wpływ na naszą gospodarkę? Nie. Czy wprowadzenie lockdownu było konieczne ze względu na niewydolną służbę zdrowia, która nie radziła sobie w początkowej fazie pandemii doprowadzając do przepełnienia polskich szpitali i braku wolnych respiratorów? Też nie.

Po opublikowaniu dzisiejszych, rekordowych statystyk nasza władza wspomina tylko o tym, że rozważa powrót obostrzeń. Wnioskuję więc, że polskie szpitale nadal radzą sobie z sytuacją i na razie nie potrzebują chwili wytchnienia.

Trudno było spodziewać się innego rezultatu zakończenia rygorystycznego lockdownu w sytuacji, gdy nie powstała szczepionka. Jedynym zasadnym uzasadnieniem wprowadzenia ogólnokrajowej domowej kwarantanny byłoby przepełnienie naszych szpitali.

Można więc przyjąć, że lockdown - nie tylko u nas - został wprowadzony z dużym marginesem bezpieczeństwa tylko po to, żeby do takiej sytuacji nie dopuścić.

W tym podejściu brakuje jednak konsekwencji. No bo skoro obawy o wydolność szpitali były zasadne na początku pandemii, to teraz, chyba też powinniśmy obawiać się takiego scenariusza i wrócić do rygorystycznych zasad społecznego dystansowania się? A jeśli nie, to po co przestrzegaliśmy ich kilka miesięcy temu?

Nie przegap nowych tekstów. Obserwuj Spider's Web w Google News.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst