Grzegorz Tobiszowski: nie ma podstaw do wprowadzenia klimatycznego stanu wyjątkowego

Europejscy Konserwatyści i Reformatorzy (EKR) nie widzą podstaw do tego, żeby na Starym Kontynencie ogłaszać kryzys klimatyczny. Mają za to swoje propozycje. Chcą na przykład, żeby dla mniejszych emisji CO2 Parlament Europejski opuścił swoją siedzibę w Strasburgu.

Grzegorz Tobiszowski, były wiceminister energii, obecnie europoseł, w rozmowie z Bizblog.pl przekonuje, że nie było absolutnie żadnych podstaw do przyjęcia przez Parlament Europejski rezolucji klimatycznej, w której mowa o stanie wyjątkowym. 

Mamy właściwe instrumenty unijne i globalne do przeciwdziałania zmianom klimatu i utraty bioróżnorodności – ogłoszenie stanu wyjątkowego byłoby właściwie równoznaczne z przyznaniem, że te instrumenty są nieużyteczne i trzeba zrobić wszystko inaczej

– uważa Grzegorz Tobiszowski i podkreśla, że takie stanowisko ma cała grupa EKR.

Jednocześnie eurodeputowany przywołuje słowa premiera Mateusza Morawieckiego, który za każdym razem akcentuje, że Polska nie ma ambicji, żeby zablokować nowe cele UE w obszarze polityki klimatycznej, ale wskazuje dzisiaj na jasne warunki, które powinny leżeć u podstaw nadchodzących wyzwań. Transformacja energetyczna powinna być przeprowadzona wedle akceptowalnej społecznej mapy drogowej dla klimatu. Inaczej podjęte działania mogą się nie udać.

Fundusz Sprawiedliwej Transformacji bez dodatkowego wsparcia

Jednym z takich dostępnych instrumentów w walce ze zmianami klimatu miałby być Fundusz Sprawiedliwej Transformacji Energetycznej. Eurodeputowani EKR, przy okazji głosowania nad rezolucją PE w sprawie COP25, zgłosili poprawkę o zabezpieczeniu odpowiednich środków na rzecz tego Funduszu. Ale odrzucono ją nieznaczną liczbą głosów (312-331). 

Naprawdę trudno to zrozumieć. Przecież potrzeby finansowe państw członkowskich i sektorów szczególnie dotkniętych kosztami transformacji energetycznej, zwłaszcza regionów górniczych i sektorów energochłonnych, będą ogromne. To bezwzględnie powinno mieć wpływ na przyszłe budżety UE

– uważa Grzegorz Tobiszowski.

Nie dla większej redukcji emisji CO2

Europosłowie z EKR mieli więcej powodów, żeby zagłosować przeciw rezolucji klimatycznej. Nie zgadzają się na zwiększenie celu redukcji emisji CO2 do 55 proc. w 2030 r. z obecnych 40 proc. Grzegorz Tobiszowski przekonuje, że to wyjątkowo szkodliwy zapis dla polskiej gospodarki.

Z jednej strony blokuje się przekazanie większych środków na transformacje energetyczną, a z drugiej się ją przyspiesza. Nie mogło być też naszej zgody na zapisy nakłaniające do ograniczenia finansowania inwestycji gazowych. Przecież gaz jest niezbędnym paliwem, jeżeli mamy zmniejszać użycie węgla w naszym miksie energetycznym.

Konserwatystom i Reformatorom od początku nie podoba się neutralność klimatyczna Europy, która ma nastąpić w 2050 r. Przypominają, że zgodnie z Porozumieniami Paryskimi Stary Kontynent powinien ją osiągnąć w drugiej połowie tego stulecia. 

EKR ma swoją rezolucję klimatyczną

Przyjęta przez Parlament Europejski rezolucja to inicjatywa grupy liberalno-centrowej Renew Europe (Odnówmy Europę), która zastąpiła Porozumienie Liberałów i Demokratów na rzecz Europy.

Na czele RE stoi rumuński polityk Dacian Cioloș, ale bodaj największe wpływy są po stronie ruchu „La République en marche”, który wchodzi w skład grupy Renew Europe. Na jego czele z kolei stoi francuski prezydent Emmanuel Macron. Mimo tak potężnego zaplecza politycznego w przygotowanym dokumencie, zdaniem przedstawicieli EKR, zabrakło konkretów.

Cieszymy się, że możemy konstruktywnie pracować nad osiągnięciem ambitnych celów w zakresie klimatu i energii, ale ponosimy odpowiedzialność wobec naszych gospodarek i tych społeczności w całej UE, które najbardziej odczują skutki dramatycznych zmian w przemyśle. Wzmacnianie retoryki nie odciąga nas od poważnych dyskusji, które muszą się teraz odbyć

– zwraca uwagę Alexander Vondra, koordynator EKR ds. spraw związanych ze środowiskiem.

Żeby nie być posądzonym o gołosłowność, Konserwatyści i Reformatorzy zaproponowali własny kształt klimatycznej rezolucji, w której zawarli konkretne propozycje. 

Parlament Europejski w jednej siedzibie

Parlament Europejski ma siedzibę w Strasburgu. Jednak dla nikogo nie jest tajemnicą, że większość prac legislacyjnych odbywa się w Brukseli. I to właśnie chcą zmienić eurodeputowani z grupy EKR, którzy wyliczyli, że 12 podróży do Strasburga każdego roku emituje od 11 do 19 tys. ton CO2 rocznie, czyli tyle, co 2-4 tys. samochodów. Konserwatyści i Reformatorzy wzywają do zmian i chcą, żeby Parlament Europejski wyprowadził się ze Strasburga.

Ogłaszając zagrożenie klimatyczne, ważne jest, aby posłowie do PE uporządkowali swoje podwórko i zakończyli comiesięczny cyrk objazdowy do Strasburga. Jeśli chcemy, aby wyborcy mieli do nas zaufanie w sprawie ambitnych planów klimatycznych, wówczas instytucje publiczne, takie jak Parlament Europejski, muszą być liderami i pokazać naszą rolę

– przekonuje Alexander Vondra.

Rezolucja przygotowana pod COP25

Nie jest tajemnicą, że przyjęta przez Parlament Europejski rezolucja miała przed Szczytem Klimatycznym ONZ w Madrycie pokazać jednoznaczne stanowisko UE w sprawie klimatu. Przy okazji prezydent Macron miał się nie powstrzymać, żeby wymierzyć kolejną szpilę prezydentowi USA, który zgodnie z obietnicą rozpoczął procedurę wychodzenia Stanów Zjednoczonych z Porozumień Paryskich. 

COP25 ma z pewnością ambitne plany. Wśród najważniejszych wymienia się wprowadzenie globalnego systemu handlu emisjami, czy ustanowienie celów redukcji CO2. Ale w Madrycie może być znacznie trudniej o kompromis niż w Strasburgu. Premier Mateusz Morawiecki po przybyciu do stolicy Hiszpanii na COP25 zaznaczał, że należy zwracać uwagę nie tylko na to, ile poszczególne państwa UE emitują dwutlenku węgla, ale również jaki poziom CO2 jest konsumowany na głowę mieszkańca. I dał przykład Holandii i Belgii, które zdaniem premiera:

Z jednej strony są w awangardzie zmian klimatycznych, z drugiej strony mają konsumpcję na głowę dużo wyższą niż Polska.

Najnowsze w Bizblog.pl