Trzy cechy, które otworzą ci drzwi do wymarzonej pracy

Jeżeli kliknęliście ten tekst, mając nadzieję, że za chwilę dostaniecie na tacy magiczny sposób, który otworzy wam drzwi każdej firmy, to już możecie zamknąć zakładkę i wrócić do scrollowania Facebooka. Bo obiecanych trzech cech tu nie znajdziecie. Ale to nieważne, bo i tak nie pomogłyby wam w znalezieniu żadnej pracy. Dlaczego? O tym poniżej.

Prawda jest taka, że, choćby nie wiem, jak bardzo przekonywały was o tym media i część rekruterów, proste sposoby na zdobycie pracy nie istnieją. Zasiadłem do pisania tego tekstu zainspirowany materiałem na CNBC. Poważne źródło, powołanie się na badania – co mogło pójść nie tak?

Bizblog.pl poleca:

Ale poszło. Na początku dowiedziałem się, że są cechy, które rekruterów od nas odstraszają. Strona z poradami zawodowymi TopInterview i platforma do szukania pracy Resume-Library ustaliły, że są to m.in. arogancja, nieuczciwość, nierzetelność i „zamknięta” głowa. Na drugim biegunie znalazły się pewność siebie, autentyczność, uczciwość, niezawodność i samodyscyplina.

Przeczytałem i wiem tyle, że… nic nie wiem

Taka pewność siebie od dłuższego czasu jest przecież słowem-wytrychem, który ma zastąpić braki w każdej dziedzinie życia. Nie układa ci się w związku? Bądź pewniejszy siebie. Nie możesz dostać pracy? Więcej wiary w swoje umiejętności!

Z drugiej strony zminusowana przez ekspertów została arogancja. A ta często mylona jest z pewnością siebie, dlatego aroganckie zachowanie wcale nie musi stanowić dla kandydata obciążenia. A, w niektórych wypadkach może być dokładnie na odwrót.

Jak to więc jest z tymi cechami charakteru? Na pewno odrywają przy rekrutacji większą rolę niż jeszcze kilka-kilkanaście lat temu.

Spadek wartości formalnego wykształcenia

Obecnie wykształcenie wyższe na rynku pracy według mnie zajmuje drugą pozycję. W tej chwili większość osób może pochwalić się tytułem magistra, co sprawia, że posiadanie dyplomu przestało nieść ze sobą dawny prestiż

– komentuje dla bizblog.pl Sandra Ledzion, specjalista ds. HR.

Jak wyjaśnia, jedynie w przypadku zawodów tzw. „technicznych” wykształcenie może mieć realny wpływ na rozpatrzenie kandydatury.

Jeśli mówimy o stanowiskach, w których ważniejsze są kompetencje miękkie, to niezależnie od szczebla w organizacji, cenniejsze będą cechy osobowości i motywacja, niż to jaką, lub czy w ogóle, uczelnię ukończył kandydat

– mówi.

Dodaje też, że braki merytoryczne, które mogą wynikać z braku kierunkowego wykształcenia, można uzupełnić w trakcie przeszkolenia oraz w pierwszych miesiącach pracy. Jeśli osoba jest wysoce zdeterminowana i chce się rozwijać, sama sięga po np. szkolenia czy kursy, które dadzą jej nowe kompetencje.

Cechy osobowości stają się dla pracodawców i zatrudnianych przez nich HR-owców coraz istotniejsze. Jak sobie z tym radzić? Zdaniem moich rozmówców, na pewno nie poprzez badanie, które cechy są na rynku pracy atrakcyjne, a które nie.

Na pewno są cechy uniwersalne jak uczciwość i lojalność

– zaczyna Aleksandra Wesołowska z portalu praca.pl.

Po chwili dodaje jednak, że ale tego rodzaju listy nie są pomocne przy szukaniu pracy. „Ich tworzenie może powodować, że ktoś będzie próbował się ich nauczyć. A rzeczywistość szybko to weryfikuje. Doświadczony rekruter ma swoje metody, by sprawdzić, czy mamy odpowiednią osobowość” – twierdzi.

Proponują zupełnie inne podejście

Dość trywialne w formie, ale wymagające dużo więcej wysiłku.

Cechy osobowości? Nie musimy się w tym temacie wysilać, najczęściej dostajemy je na tacy – opowiada Izabella Wojtaszek, autorka strony pracanawymiar.pl. – Nasz przyszły pracodawca z pewnością z ciekawością wysłucha natomiast opowieści o tych cechach, które podał w ogłoszeniu. Najczęściej pojawia się tam elastyczność albo odporność na stres. Dużo zależy od charakteru pracy – uzupełnia.

Wojtaszek dodaje, że sama zaczęłaby od dokładnego przeczytania wymagań.

Jeżeli mamy mowę o adaptacji do nowych warunków, to zaczynam się zastanawiać, czy rzeczywiście potrafię się dostosować. A potem szukam przykładów z przeszłości, w których to udowodniłam – mówi.

I wszystko szłoby zapewne jak po maśle, gdyby w pewnym momencie nie padało sakramentalne: „a co wymieniłby pan/pani jako swoją największą wadę?”

Podręczniki dla szukających pracy rzucają w tym momencie stosem banałów. Czytamy np., że powinniśmy wykazywać fałszywą skromność i przedstawiać dobre cechy jako nieznaczące braki. Ot, sugerować, że jesteśmy takimi perfekcjonistami, że nie potrafimy odpuścić żadnego niedokończonego projektu.

Tyle że w praktyce, na takie gadanie nikt nie da się nabrać.

To podkładanie sobie nogi – mówi bez ogródek Wojtaszek. – Możemy się wyuczyć, jakie cechy powinniśmy podawać, ale to nie będzie zgodne z nami. Jeżeli naprawdę jesteśmy perfekcjonistami, to warto o tym powiedzieć. Wtedy będziemy też w stanie przekonująco wytłumaczyć, jak to wpływa na naszą pracę i rekruter nie odniesie wrażenia, że ukrywamy przed nim inne, większe wady.

Jej zdaniem nie powinniśmy na pewno podkreślać braków, które mają związek z merytorycznym charakterem naszej pracy.

Jeżeli zajmujemy się np. szkoleniem ludzi, przyznanie się do tego, że występowanie przed publicznością nas stresuje/paraliżuje, nie jest najlepszym pomysłem. Chyba, że udało nam się to przezwyciężyć – wtedy możemy to przekuć w historię sukcesu.

Ekspertka zauważa jednocześnie, że z tym ostatnim trzeba być jednak bardzo ostrożnym.

Opowieści z gatunku od zera do milionera są uwielbiane w Stanach Zjednoczonych. Polacy mają do nich mocno ambiwalentne podejście – dorzuca.

Przykład? Załóżmy, że staramy się o angaż w roli trenera. Opowiadanie o paraliżującej tremie nie będzie z pewnością dobrym pomysłem. Bez problemu moglibyśmy się za to przyznać do tego, że zaczynamy się czerwienić/rumienić, kiedy wychodźmy na scenę. To właśnie drobna niedoskonałość, która nie rzutuje na pracę. Obrócona w żart może nawet zwiększyć sympatię do kandydata.

Badania udowodniły, że jeżeli pokazujemy drobne niedoskonałości, to stajemy się bardziej ludzcy i lubiani. Umiejętność opowiadania o nich, to część autoprezentacji i świadczy o tym, jak potrafimy dostosować komunikat do okoliczności. W zasadzie można powiedzieć, że świadczy to o naszej adaptacji do środowiska. A to przecież jedna z cech, którą większość pracodawców chętnie widzi u potencjalnych pracowników – zauważa Wojtaszek.

Nietzsche przepustką do kariery

Ostatecznie, to jakie cechy zostaną uznane za pozytywne, bywa też kwestią loterii.

Ja sam dostałem kiedyś angaż, bo przyznałem się do zainteresowania filozofią Fryderyka Nietzschego. Osoba, która mnie rekrutowała, uznała to za szalenie nieszablonowe. Ale przecież równie dobrze mógłbym zostać posądzony o bycie zagrzebanym w książkach nudziarzem.

Trudno powiedzieć, która osobowość jest dobra, a która jest zła. W praktyce, dopóki nie zacznie nas rekrutować sztuczna inteligencja, chemia między nami a rekruterem może nam pomóc. Nawet jeżeli będzie mieć drugorzędne znaczenie – podkreśla Wesołowska.

Na koniec warto też dodać, że dopasowanie do pracy powinno działać w obie strony.

Czasami jedna z cech naszej osobowości jest tak wyraźna, że mimo prób dostosowania się do nowych warunków i tak się ujawnia. Czasami warto zastanowić się, czy praca, do której aplikujemy do nas pasuje – puentuje Wojtaszek.