Netflix ma już 12 mld dolarów długu. Na konfę jego szefa wszyscy czekali z zapartym tchem

Po ostatnim, fatalnym dla Netfliksa kwartale, wszyscy z niecierpliwością wypatrywali danych za kolejne 3 miesiące. Serwis pozytywnie zaskoczył inwestorów, a jego szef Reed Hastings z przekonaniem opowiadał, że Disney, Apple czy HBO nie stanowią dla niego żadnej konkurencji.

Ostatnie miesiące wystawiły cierpliwość udziałowców Netfliksa na dużą próbę. Platforma po raz pierwszy od bardzo dawna straciła subskrybentów w USA. Z serwisem pożegnało się tam ok. 126 tys. klientów. Środowiska pro-life wiązały to z bojkotem konsumenckim, który zaczął się od szantażu wobec Georgii. Po wprowadzeniu w tym stanie nowego, restrykcyjnego prawa antyaborcyjnego Netflix zagroził, że przestanie produkować tam swoje filmy i seriale.

Bizblog.pl poleca:

Inwestorzy zareagowali nerwowo, choć w tym samym czasie na całym świecie platforma wzbogaciła się o 2,8 mln użytkowników. Mimo tego kurs spółki zanurkował. W ostatnich miesiącach spółka straciła na wartości ponad 20 proc. Szefowie platformy przekonywali, że to tylko jednorazowa wpadka. I właśnie dlatego napięcie przed ostatnią konferencją sięgało zenitu.

Netlix triumfuje

Środowa prezentacja wyników kwartalnych stanowiła dla Netfliksa okazję do naprężenia muskułów przed inwestorami. Wyniki okazały się częściowo lepsze od prognozowanych. Zysk na akcję wyniósł 1,47 dol. (zakładano 1,04). Przychody sięgnęły 5,24 mld dol. Zdecydowanie niższa od oczekiwań okazała się za to liczba nowych abonentów w USA.

Zamiast 820 tys. serwis zyskał tylko 517 tys. subskrybentów (na całym świecie 6,8 zamiast oczekiwanych 7 mln). Spółka podała też, że jest na dobrej drodze do osiągnięcia rocznych marż operacyjnych (zysków przed sfinansowanie długu i opłaceniem podatków) na poziomie 13 proc.

W trakcie prezentacji Reed Hastings tłumaczył też, że nowe serwisy streamingowe takie jak Disney+, Apple TV+ nie stanowią dla niego zagrożenia. Za swoją konkurencję Netflix uważa bowiem tradycyjną telewizję.

Wszyscy jesteśmy stosunkowo mali w porównaniu z telewizją linearną. Tak naprawdę nie konkurujemy ze sobą, ale z transmisjami telewizyjnymi

— powiedział Hastings.

I to inwestorom wystarczyło. Kurs akcji poszedł w górę o 10 proc.

Od straty do straty

Optymizm inwestorów to rzecz dla Netflixa absolutnie bezcenna. Serwis, jak na dobrą startupową tradycją przystało, jest prawdziwym odkurzaczem do pieniędzy. Nie jest to rzecz jasna problemem, dopóki znajdują się chętni do jego finansowania.

Netflix z tego zainteresowania czerpie pełnymi garściami. Co pół roku dobiera sobie nowe środki – z roku na rok coraz więcej. W 2017 było to 1,4 i 1,6 mld dol., w 2018 1,9 i 2 mld, a w tym platforma wzięła sobie w ramach pierwszej transzy już 2,2 mld. Na podsumowanie musimy poczekać do ostatniego kwartału 2019 roku.

Trudno się jednak spodziewać, by nagle ten trend się odwrócił. Wręcz przeciwnie. Wyścig o palmę pierwszeństwa na rynku VOD dopiero się rozkręca. Szefom Netfliksa nie pozostaje więc nic innego jak robić dobrą minę do złej gry, prosić inwestorów o więcej cierpliwości i…. pieniędzy.

Problem w tym, że spółka tonie już w długach — ma do oddania łącznie 12 mld dol. A to powoli zaczyna niepokoić udziałowców. Bo jak konkurować z Disneyem albo HBO, jeżeli nie można sobie pozwolić na obniżanie cen subskrypcji?