Bitcoin fruwa, Musk się śmieje. Szef Tesli stąpa po kruchym lodzie

Co zrobiłby przeciętny prezes firmy oskarżony o spekulację? Zacząłby się pewnie jąkać, przepraszać i razem z armią pracowników PR wykuwałby w pocie czoła okrągłe formułki. Ale Elon to Elon. Miliarder odpowiedział na zarzuty o manipulowanie kursem bitcoina… rzucając na jego temat kolejną uwagę.

Fot: Steve Jurvetson/flickr.com (CC BY 2.0)

To, co widzieliśmy z bitcoinem, to manipulacja cenami przez jedną bardzo potężną i wpływową osobę

– napisała na Twitterze prezes Sygni Magda Wierzycka

Bizblog.pl poleca

Pochodząca z Polski businesswoman (do RPA wyjechała w wieku kilkunastu lat) zbudowała w Afryce finansowe imperium. Uważana jest za jedną z najbogatszych kobiet w kraju. Musk, który sam przecież z RPA pochodzi, świetnie ją zapewne kojarzy. Gdyby tak jednak nie było, słowa Wierzyckiej postanowił przytoczyć branżowy CoinTelegraph. Miliarder nie miał zamiaru się kajać.

Musk tańczy z bitcoinem

Elon Musk wielokrotnie dawał do zrozumienia, że przestrzeganie społeczno-biznesowych konwenansów nie jest jego najmocniejszą stroną. Przedsiębiorca lubi chlapnąć bez zastanowienia na temat swoich firm na Twitterze, nie raz wywołując w ten sposób euforię wśród inwestorów.

Ale czy można im się dziwić? Szef Tesli obiecywał przecież zdjęcie firmy z giełdy po 420 dol. za akcję (choć z dzisiejszej perspektywy taka wycena wydaje się śmiesznie niska), snuł też ambitne wizje dotyczące planów produkcji elektryków i paneli słonecznych.

Po czasie okazywało się, że Musk swoje tweety pisze zwykle pod wpływem chwilowego natchnienia. Sorry not sorry – wiecie, jaki jestem – mógłby odpisać swoim obserwującym. Sęk w tym, że część z nich stanowią osoby, których majątek ściśle związany jest ze wpisami przedsiębiorcy. I to nawet nie intencjonalnie, po prostu pechowo ulokowali oni pieniądze w piaskownicy, do której ze swoimi zabawkami przyszedł Elon.

Teraz takim placem zabaw stały się dla miliardera kryptowaluty. I chyba dochodzimy do momentu, w którym cierpliwość inwestorów się wyczerpuje. Bo akcje Tesli to akcje Tesli, wartość producenta bierze się w pakiecie z jej ekscentrycznym liderem, który nie widzi nic złego w spaleniu blanta na wizji. Ale gracze wierzący w bitcoina tej wyrozumiałości już nie mają. Zresztą nie tylko oni, bo skoro Musk może zabawić się z e-walutą i puścić fundusze szortujące CD Projekt w skarpetkach, to kto wie, w jaki punkt Elon uderzy następnym razem.

Atmosfera wokół Muska robi się więc coraz cięższa. Przypomnijmy, że szef Tesli zadeklarował, że będzie przyjmował płatności w bitcoinach, a potem jego firma zainwestowała nieco w tę kryptowalutę. Logicznym byłoby więc dalsze wychwalanie e-złota na formy publicznym. Ale to byłoby za proste. Elon stwierdził nagle, że – niespodzianka – kopanie bitcoina nie jest ekologiczne i on, jako twórca ekologicznych samochodów, nie chce kasy pochodzącej z brudnej energii.  

Groźby Anonymous

Bitcoiniarze dostawali w tym czasie palpitacji serca. Jeżeli ktoś zainwestował w najpopularniejszą kryptowalutę świata na początku roku i uparcie trzymał ją w portfelu, dorobił się pewnie kilku siwych włosów. Szczególnie w maju, gdy rząd Chin zakazał instytucjom finansowym korzystania z kryptowalut, co w połączeniu z popisami Muska ściągnęło bitcoina o prawie 40 proc. w dół:

Na głowę szefa Tesli posypały się gromy. Grupa Anonymous nagrała wideo, w którym określiła go mianem narcystycznego bogacza, który desperacko szuka uwagi. Aktywiści zagrozili też, że ujawnią źródło majątku miliardera i pokażą, jak traktuje on swoich podwładnych.

Musk w odpowiedzi… wrzucił kilka satyrycznych przeróbek filmiku. Na przykład kadr, w którym zamaskowany mężczyzna ujawnia prawdziwą tożsamość serialowej Hannah Montana:

I gdy wydawało się, że przedsiębiorca skutecznie podtopił bitcoina, Magda Wierzycka otwarcie skrytykowała jego poczynania. Co zrobił miliarder? Ano stwierdził, że Tesla wróci do płatności w bitcoinach. Żaden problem. Wystarczy tylko, że co najmniej 50 proc. energii zużywanej do kopania będzie pochodziła z OZE.

Kurs znów wystrzelił w górę. W poniedziałek wczesnym popołudniem bitcoin zyskiwał prawie 10 proc., a wycena coina wróciła w okolice 40 tys. dol. za sztukę.  

W przeciwieństwie do enigmatycznych pogróżek Anonymous, słowa Wierzyckiej mogą okazać się jednak bardziej brzemienne w skutkach. Polka twierdzi, że spekulacje Muska powinny zwrócić uwagę amerykańskiej Komisji Papierów Wartościowych i Giełd (SEC).

SEC traci cierpliwość

Tak, dokładniej tej organizacji, z którą miliarder od dawna ma na pieńku. To przez SEC Elon stracił fotel prezesa i dostał zakaz publikowania wrażliwych informacji dot. spółki bez wcześniejszego uzgodnienia. Niedawny okazało się tez, że amerykański regulator od tego czasu dwukrotnie upominał Teslę za brak kontroli nad Muskiem.

Założyciel SpaceX coraz mocniej naciąga strunę, sprawdzając, na ile może sobie pozwolić. Nie wygląda na to, by miał w tym jakiś konkretny cel. Ot, jednego dnia da prztyczka szorciarzom, innego dla żartów podbije wartość dogecoina, by następnego uświadomić posiadaczom bitcoina, jak krucha jest ich wirtualna fortuna.

Pytanie, co stanie się, gdy ta napięta struna w końcu pęknie. SEC już raz omal nie pozbawiła Muska kontroli nad Teslą. Tym razem konsekwencje będą z pewnością dużo dotkliwsze.