Mobbing w Amice. Proces karny dziennikarki to dla firmy strzał w stopę, a dla państwa – wstyd

Śledztwo w sprawie mobbingu i samobójstwa pracownicy Amiki zostało niedawno wznowione, bo prokuratura uznała, że w sprawie jest za dużo niejasności. Na razie kryminalistką została tylko lokalna dziennikarka, dzięki której cała sprawa w ogóle wyszła na jaw. By ją za to ukarać, firma sięgnęła po PRL-owski art. 212 KK. Ten przepis miał dawno zniknąć z Kodeksu Karnego, ale jakoś tak się dzieje, że kto dochodzi do władzy, daje mu lajka.

Jak poinformowała w czwartek poznańska „Gazeta Wyborcza”, Anna Wilk-Baran została prawomocnie skazana w procesie odwoławczym za zniesławienie Amiki. Dziennikarka samodzielnie wydająca lokalną gazetkę w świetle prawa jest pospolitym przestępcą.

Bizblog.pl poleca:

Firma wytoczyła jej proces, bo uznała, że po tym, co napisała w swojej gazecie, konsumenci będą szerokim łukiem omijać produkty z logo Amica. Obracająca miliardami spółka nie tylko założyła dziennikarce sprawę cywilną, w której chce ją zubożyć o 110 tys. zł, ale także sięgnęła po Kodeks karny.

Co takiego napisała Wilk-Baran w swojej „Gazecie Powiatowej”, że kuchenki i okapy Amiki miały zacząć zalegać w magazynach, a dystrybutorzy masowo anulować zamówienia w poznańskiej spółce?

O kilka słów za dużo

Jak pisze „GW”, poszło o te zdania: „No fakt, w otoczeniu Amiki bandziorów nie brak” oraz „Wroniecka spółka na tle powyższych wydarzeń i znajomości powinna się poważnie zastanowić, czy warto nadal nazywać się spółką akcyjną. Może przestępcza grupa zorganizowana będzie adekwatniejszą nazwą?”

Jeśli ktoś nie zna całego kontekstu, pewnie się oburzy – nazwanie firmy grupą przestępczą na pewno uzna za przekroczenie granic krytyki. Nawet jeśli ktoś doskonale wie, jakie jest drugie dno konfliktu giganta AGD z lokalną dziennikarką, prawie na pewno uzna, że co najmniej napisała o kilka słów za dużo.

Amica powinna wziąć te słowa na klatę i najwyżej wyrazić swoje oburzenie, że została tak krzywdząco nazwana. I koniec. Żadnych procesów i robienia z autorki tych słów kryminalistki. Tak nawet byłoby dla samej firmy lepiej, z punktu widzenia jej interesu. Komuś chyba jednak zależało na tym, by się na niej zemścić. Art 212 KK był zbyt wielką pokusą.

Nie zamierzam tu opisywać całej sprawy mobbingu i samobójstwa pracownicy Amiki, bo zrobiono to wielokrotnie w ogólnopolskich mediach. Napiszę tylko, że na czołowej polskiej firmie branży AGD ciąży zarzut, że pracująca w jej poznańskiej fabryce Ilona Pujanek popełniła samobójstwo, ponieważ była przez przełożonych poddana tak bezwzględnym szykanom i gnębieniu, że nie wytrzymała psychicznie.

Prokuratura wznawia śledztwo

Nie twierdzę, że firma jest winna – liczę na to, że prokuratura w końcu rzetelnie zbada całą sprawę. W pierwszym podejściu śledczy zaliczyli bowiem kompromitującą wpadkę – umorzyli śledztwo, ignorując zeznania świadków – głównie rodziny i oraz koleżanek i kolegów Pujanek z pracy, którym miała od wielu miesięcy zwierzać się z problemu nękania w pracy.

Choć polskie prawo przewiduje karanie za mobbing, w praktyce bardzo rzadko sięga się po te przepisy. Wystąpienie z takim oskarżeniem wymaga olbrzymiej odwagi i bogatego dossier z żelaznymi dowodami. Przeciwnik właściwie zawsze jest bez porównania silniejszy i ma wiele sposobów na to, by uciszyć oskarżyciela. Jednym z nich jest art. 212 KK, który przewiduje karanie za zniesławienie.

Jak pokazują statystyki policyjne, liczba oskarżonych (i skazanych) z art. 212 KK rośnie w ostatnich 20 latach wręcz lawinowo.

Źródło: policja

Możliwość ukarania dziennikarzy więzieniem za zniesławienie nie przysługuje tylko osobom, ale też instytucjom, a nawet zwykłym firmom. To już kompletna patologia.

W Stanach Zjednoczonych w prawie federalnym w ogóle nie ma przepisu o zniesławieniu, a jakieś częściowe, czy nawet szczątkowe przepisy tego typu ma tylko część stanów. Czy to znaczy, że w USA można napisać o każdej firmie cokolwiek, nie ma żadnych granic?

Wręcz przeciwnie. Publikując zmyślone informacje na temat jakiejś spółki giełdowej, można – podobnie jak w Polsce zresztą – narazić się na zarzut manipulacji kursem jej akcji, co jednak wcale nie jest tak łatwe do udowodnienia. Tak czy inaczej, to zupełnie innego rodzaju przepisy niż ten o zniesławieniu.

Użycie artykułu 212 Kodeksu karnego i całej potęgi finansowej wielkiej spółki do ukarania niewygodnej dla niej dziennikarki może na dłuższą metę okazać się dla niej fatalną decyzją.

Amica na własne życzenie sprawiła, że tragiczna śmierć jednej z jej pracownic od trzech lat nie znika z ogólnopolskich mediów, co samo w sobie w nieporównanie większym stopniu może szkodzić jej reputacji niż kilka niepotrzebnych słów wydrukowanych kiedyś w lokalnej gazetce.

Aktualizacja. Po napisaniu tego tekstu postanowiłem dodać jedną uwagę. Ten tekst nie ma być obroną Anny Wilk-Baran i jej twórczości w „Gazecie Powiatowej”, której poziom często nie zasługiwał na miano dziennikarstwa. Wilk-Baran na długo przed sprawą Amiki była oskarżana o rzucanie pomówień pod adresem różnych osób ze społeczności lokalnej – nie kwestionuję tego, że w wielu przypadkach mogła wyrządzić im krzywdę. Nie zmienia to jednak tego, że ściganie za słowa ani jej, ani nikogo innego z art. 212 Kodeksu Karnego nie powinno mieć miejsca.