Miliony dla ofiar kataklizmu przeleżały na rządowych kontach kilka miesięcy. Unia może nam je zabrać

Po nawałnicy z 2017 r. do polskich samorządów miał popłynąć strumień unijnych pieniędzy. I rzeczywiście, środki z UE trafiły do Polski na rządowe konta. Przeleżały tam dokładnie 8 miesięcy. Jeżeli nie uda się ich teraz szybko wydać, trzeba je będzie zwrócić.

W połowie sierpnia 2017 nad kilkoma polskimi województwami przeszły niszczycielskie burze. Wiatr osiągający prędkość nawet do 150 km/h uszkodził 12 tys. budynków mieszkalnych, tysiące kilometrów dróg, mosty, szkoły i stacje uzdatniania wody.

Rząd natychmiast zwrócił się o pomoc do Unii. Już na początku nie obyło się zresztą bez problemów, bo polscy politycy oszacowali łączne straty na 2,1 mld zł. Samorządowcy wpadli we wściekłość, twierdząc, że ma się to nijak do ich wyliczeń. I, że 2,66 mld zł to straty, które poniosło wyłącznie samo Pomorze.

Unia i tak nie miała oczywiście zamiaru wypłacać wszystkiego, bo w przepisach stoi, że może się dorzucić maksymalnie 2,5 proc. od wnioskowanej kwoty. Stanęło na 12,2 mln euro. Do podziału między Wielkopolskę, Kujawsko-Pomorskie i Pomorze.

Pieniądze trafiły na rządowe konta i…zapadła cisza.

Trwało to wszystko długie 8 miesięcy. Dopiero teraz środki mają trafić na konta samorządów – donosi RMF FM. Dlaczego trwało to tak długo? MSWiA tłumaczy, że trzeba było opracować zasady rozdzielania funduszy. Jak widać, nie był to priorytet.

Pal sześć gdyby chodziło tylko o rozwlekłość całego postępowania. Sęk w tym, że UE daje na rozliczenie środków 18 miesięcy. Policzmy więc – 8 już minęło, zostało 10. Dużo czy mało? Biorąc pod uwagę, że urzędy marszałkowskie i gminy będą teraz musiały ogłosić przetarg, rozstrzygnąć go, potem walczyć z całą serią odwołań i odwołań od odwołań (oby nie), a następnie podpisać umowę ze zwycięzca, to wydaje się, że to naprawdę niewiele czasu.