Pracownicy McDonalda chcieli zmusić klienta do użycia kasy samoobsługowej. Sieć przeprasza

Kasy samoobsługowe są coraz bardziej powszechnym zjawiskiem w polskim handlu. To jednak nie znaczy, że klient ma obowiązek z nich skorzystać. Przekonali się o tym pracownicy czeladzkiej restauracji McDonald’s, którzy teraz mocno biją się w pierś.

Kasy samoobsługowe stały się rozwiązaniem tak standardowym, że niedługo napotkamy je w Biedronce. Są sposobem m.in. na zakaz handlu w niedzielę, a że przy okazji wpływają na poziom zatrudnienia w sklepach? Pal licho! Grunt, że klientowi wygodnie.

Tylko że do tej wygody nie można nikogo przymuszać. Kto chce, staje przy stoisku samoobsługowym i sam zajmuje się skanowaniem swoich towarów. A kto woli idzie do kasy tradycyjnej, obsługiwanej przez człowieka. Nie ma jeszcze w naszym kraju przepisów zmieniających ten zwyczaj. Nikt też nie pracuje nad regulacjami, wedle których kupujący musiałby korzystać z samoobsługowych punktów.

W McDonald’s w Czeladzi widocznie o tym nie wiedzieli

Przekonanie o konieczności korzystania z takich automatycznych kas musiało być powszechne wśród pracowników restauracji McDonald’s w czeladzkim Centrum Handlowym M1. Więc jak klient chciał tam zapłacić za kanapkę nie maszynie, a drugiemu człowiekowi — spotkała go odmowa.

To historia Jakuba Nowaka z Siemianowic Śl., który w czeladzkiej restauracji chciał coś przegryźć na szybko. Z takich czy innych powodów nie miał przy sobie ani karty płatniczej, ani smartfonu. Więc zamówienie chciał złożyć tradycyjnie.

Poprosiłem jednego z pracowników, czy może przyjąć zamówienie. Usłyszałem, że mam skorzystać z elektronicznego kiosku do złożenia zamówienia i zapłaty. Poinformowałem pracownika, że niestety nie mogę z nich skorzystać i proszę o obsługę tradycyjną – wyjaśniłem pokrótce, z czego to wynika. Usłyszałem, że mają duży ruch i w dalszym ciągu mam skorzystać z kiosku, po czym powtórzyłem, że niestety nie mogę. Tym razem usłyszałem, że mam poczekać — relacjonuje w rozmowie z Bizblog.pl Jakub Nowak. 

Czekał tak kilkanaście minut, w międzyczasie prosząc kolejnych pracowników o obsługę. Bez efektu. Nie podziałała też prośba o rozmowę z kierownikiem restauracji. Pracownicy McDonald’s w Czeladzi postanowili, że siemianowiczaninowi nic do jedzenia nie sprzedadzą i postawili na swoim.

McDonald’s bije się w pierś i zaprasza na posiłek

Jak człowiek głodny, to zły. Jakub Nowak nie wiele więc się zastanawiając, napisał do polskiej centrali McDonald’s.

Chciałbym poznać Państwa stanowisko w stosunku do zaistniałej sytuacji? Dlaczego inni klienci byli obsługiwani a ja pomijany przez obsługę? Duży ruch, na który powoływali się pracownicy, nie może być przyczyną odmowy sprzedaży, ponieważ innym klientom na bieżąco sprzedawano posiłki — pisze Jakub Nowak w swoim mailu do McDonald’s.

Minęło kilka dni i z restauracyjnej sieci nadeszła odpowiedź. W niej McDonald’s zapewnia o priorytetowym podejściu do szybkiej, fachowej i uprzejmej obsługi. Opisana zaś sytuacja narusza panujące w McDonald’s standardy.

W imieniu firmy McDonald’s oraz właściciela restauracji McDonald’s w Czeladzi przepraszamy za zaistniałą sytuację oraz nieprofesjonalną postawę pracowników. Mamy jednak nadzieję, że kolejna wizyta w restauracji McDonald’s okaże się dla Pana satysfakcjonująca pod każdym względem. Zależy nam, by pozostał Pan naszym gościem i zachował dobrą opinię o naszej marce, dlatego też w ramach przeprosin oraz symbolicznej rekompensaty chcielibyśmy zaproponować wysłanie Panu zaproszeń do restauracji McDonald’s, z których będzie Pan mógł skorzystać w dowolnej restauracji naszej sieci na terenie Polski w wybranym przez Pana terminie — informuje McDonald’s Jakuba Nowaka.