Gwałtowny wzrost mandatów za prędkość. Zaczynam podejrzewać, że to tylko skok na naszą kasę

Za każdym razem, gdy politycy mówią o konieczności stawiania fotoradarów i podnoszenia mandatów, Polacy dzielą się na dwa fronty. Część kierowców mówi, że chodzi wyłącznie o wpływy do budżetu, reszta chwali, że zwiększy to nasze bezpieczeństwo. Ja byłem w tej drugiej grupie. Do teraz.

Zanim jeszcze poznaliśmy stawki nowych mandatów za przekroczenie prędkości, pisałem, że to bardzo dobra decyzja. Podtrzymuję. Prędkość zabija, bo zwiększa ryzyko popełnienia błędu na drodze. W dodatku takiego, który w zasadzie z automatu oznacza śmierć co najmniej jednego z uczestników wypadku.

Mandaty do 5 tys. zł

Podtrzymuję też to, że nowe stawki kar za zbyt ciężką nogę są całkowicie adekwatne do wzrostu zarobków. Przypomnijmy, że za przekroczenie prędkości o więcej niż 30 km/h wysokość mandatu zaczynać się będzie od 1,5 tys. zł. Za recydywę – nawet do 5 tys. zł. Wyprzedzanie w niedozwolonym miejscu? Tysiaczek. Wymuszanie pierwszeństwa? Półtora tysiąca. To tylko część kwot, jakie mają znaleźć się w znowelizowanym Prawie o ruchu drogowym.

Nieźle – pomyślałem, widząc ten cennik. Wreszcie kary za łamanie przepisów zaczną naprawdę zniechęcać do wciskania gazu w podłogę. W przeciwieństwie do kilkuset złotowych mandatów, które obowiązują obecnie. Nie przekonywały mnie jęki o prześladowaniu mniej zamożnych kierowców. Mandat to nie kara za posiadanie samochodu.

Śmiałem się też pod nosem, słysząc o znakach, które nie są dostosowane do warunków na drodze. Litości. Według policyjnych statystyk co trzeci wypadek na drodze jest efektem zbyt dużej prędkości. Jeżeli na 1 proc. odcinkach dróg w Polsce będę musiał przystopować, dostosowując się do absurdalnych przepisów, jakoś to przeżyję.

Bizblog.pl poleca

I już nieśmiało szykowałem się nawet do wystawienia polskiemu rządowi małej laurki za tworzenie warunków, w których jazda po kraju nie będzie walką o życie. Takich, w których kierowca, który ośmiela się wjechać na lewy pas ekspresówki, nie dostaje z automatu długimi światłami, a jazda drogą krajową nie oznacza nerwowego wypatrywania szaleńców prących na czołówkę.

Tak miałem właśnie napisać. Ale nie napiszę.

NIK miażdży rządową politykę

Im bliżej głosowania nad nowelizacją, tym bardziej widać, że polski parlament zamierza na tym poprzestać. Mandaty podniesione, problem z głowy. Aktywiści przestaną nam suszyć głowy, do budżetu wpadnie trochę pieniążków. W sumie tak jakby wszyscy wygrali. Tyle że nie.

Najlepiej uświadamia to nowy raport Najwyższej Izby Kontroli.

Od 2017 r. rośnie udział kierowców znajdujących się w stanie nietrzeźwości lub pod wpływem alkoholu podczas drogowych kontroli trzeźwości

– pisze NIK.

Dokument jest w zasadzie jedną wielką chłostą za działania państwa w zakresie bezpieczeństwa ruchu drogowego. NIK podkreśla, że w 2020 r. kierowcy pod wpływem doprowadzili do 8 proc. wypadków. Że mając promil we krwi, 7-krotnie zwiększamy ryzyko trafienia pieszego albo innego kierującego.

Tymczasem, podkreśla Izba, rząd nie zdiagnozował przyczyn tego stanu rzeczy i nie podjął środków zaradczych. Narodowy Program Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego zakończył się porażką. Ba, raport wylicza, że w ciągu 4 lat za prowadzenie w stanie nietrzeźwości skazano prawie 26 tys. osób, które… były wcześniej prawomocnie skazane za to samo. Jak rząd chce na to odpowiedzieć? Nie wiemy.

Nie wiemy też, dlaczego jazda po pijaku nie została wliczona do katalogu wykroczeń, w przypadku których recydywa grozi podwojeniem mandatu. Przekroczysz przepisy, jadąc o kilkanaście kilometrów za dużo? Nawet nieprawidłowe parkowanie może cię teraz słono kosztować. Dasz się złapać dwukrotnie na jeździe pod wpływem (do 0,5 promila) – analogicznej kary już nie dostaniesz. A nie trzeba chyba tłumaczyć niebezpieczeństwa, jakie kierowca ściągą na pozostałych uczestników ruchu w obu tych przypadkach.

Inspektorzy dodają, że duża część policjantów nie jest wystarczająco przeszkolona w zakresie dokonywania oceny, „czy kierujący znajduje się pod wpływem innych substancji działających podobnie do alkoholu”.

Po głowie dostaje też starostom za ociąganie się z decyzjami o zatrzymaniu prawa jazdy, czy kierowaniu kierowców na badania lekarskie i psychologiczne. NIK zwróciła również uwagę na spadek zatrudnienia policjantów w Wydziałach Ruchu Drogowego.

Stawiamy fotoradary

Brakuje nam więc środków i ludzi do odpowiedniej egzekucji przepisów, co rząd stara łatać się fotoradarami. Nawiasem mówiąc, stan posiadania tych ostatnich jest obecnie żałosny. W przeliczeniu na 1 tys. km kw. mamy… 1,6 urządzenia i zajmujemy pod tym względem 22 miejsce w Europie

Do końca lutego 2022 r. arsenał GITD ma się powiększyć niemal dwukrotnie. To dobrze. Ale tylko utwierdza mnie to w przekonaniu, że wszystko w głowie rządzących sprowadza się do pieniędzy. NIK nakreślił problemy, pokazał, jakie mają one przełożenie na ochronę naszego zdrowia i życia. I obawiam się, że teraz zapadnie cisza. Ustawa przejdzie, można się rozejść. Szkoda, bo to naprawdę duża szansa na sprawienie, by polskie drogi stały się dużo bezpieczniejsze.