Kalifornia wyda miliardy, by bezdomni mogli mieszkać w hotelach

Stan słynący z największej liczby bezdomnych w USA, kontynuuje walkę o przeniesienie ludzi z ulic pod dachy. W ramach nowego projektu na zakwaterowanie ich w hotelach popłyną grube miliardy dolarów.

To pozorny paradoks, ale w słynącej z Doliny Krzemowej i z bajońskich zarobków Kalifornii jest aż 113 tys. osób bez dachu nad głową. To ponad połowa bezdomnych z całych Stanów Zjednoczonych. Winę za tę sytuację ponoszą m.in. rosnące w astronomicznym tempie ceny domów i wynajmu mieszkań.

W epicentrum tego kryzysu, San Francisco, ciągu ostatniej dekady średnia wartość domu wzrosła do 700 tys. dolarów. To pieniądze, na które nie może sobie pozwolić nawet duża część pracujących.

Covid-19 rozpętał piekło

Problem przez długi czas był dla Kalifornijczyków głównie wizerunkowym balastem. Sytuacja zmieniła się, gdy pojawił się koronawirus. Dziesiątki tysięcy osób stało się potencjalnym przenosicielem wirusa. Władze stanowe musiały w końcu wziąć byka za rogi i zmierzyć się z kryzysem bezdomności. Tym bardziej, że już według wczesnych prognoz, Covid-19 mógł zabić około 25 tys. bezdomnych.

Rozwiązaniem okazało się przerabianie hoteli i hosteli na lokale do odbywania kwarantanny i izolacji. Program rozpoczął się w marcu 2020 r. W szczytowym momencie w apartamentach wylądowało aż 35 tys. osób.

Bizblog.pl poleca

Nowe warunki musiałby być dla bezdomnych Kalifornijczyków szokiem. Jedną z takich historii opisuje „New York Times”. 64-letni Gregory Sanchez został przewieziony furgonetką wprost z ulicy do Hotelu Diva w San Francisco. Zamiast stelażu i kawałka materiału, z którego był zrobiony jego namiot, mężczyzna zobaczył marmurową recepcję. W miejsce ściany budynku, o który ów namiot opierał, pojawiło się rzeźbione stalowe wezgłowie.

Czy to jest prawdziwe? Czy to może być prawdziwe?

– mówił w rozmowie z „NYT”

Sęk w tym, że spora część pieniędzy, która szła na lokowanie Kalifornijczyków w hotelach pochodziła z budżetu federalnego. A, że środki pod koniec ubiegłego roku zaczęły się kończyć, władze okręgowe coraz sceptyczniej podchodziły do hotelowych wygód.

Kalifornia kupuje hotele

Trzy posiłki dziennie, pralnia, lekarze na usługach i ochroniarze? To lekka przesada – przyznała Abigail Stewart-Kahn, tymczasowa dyrektor San Francisco ds. bezdomności i mieszkalnictwa. W rozmowie z radiem KQED zauważyła, że pokoje kosztują miasto około 260 dolarów za noc. To prawie 200 dol. więcej niż kosztowałoby zakwaterowanie bezdomnych w zwykłych mieszkaniach.

Na myśl o tym, że bezdomni mieliby z powrotem wrócić na ulice, władze stanu dostają jednak apopleksji. Po pierwsze pandemia się jeszcze nie skończyła. Po drugie – do starej rzeczywistości nikt nie chciałby już wracać. Pierwsze dane napływające do centrali pokazywały zresztą, że praktycznie wszyscy lokatorzy hoteli po opuszczeniu apartamentów lądują na bruku lub trafiają do noclegowni.

Powrót do bezdomności byłby wielką straconą szansą i, szczerze mówiąc, tragedią

– apelowała Dr Margot Kushel z Uniwersytetu Kalifornijskiego.

Program Roomkey zastępuje więc inny o nazwie Homekey. Zamiast doraźnego upychania bezdomnych w hotelach burmistrz Kalifornii chce kupić część obiektów noclegowych i zakwaterować w nich mieszkańców na stałe. Taki los spotkał już wspomniany Hotel Diva. Oto co możemy dzisiaj znaleźć na jego stronie:

źr: hoteldiva.com

Z wartego 100 mld dol. planu gospodarczego, który ma pozwolić Kalifornii stanąć na nogi, 12 mld dol. pójdzie na walkę z bezdomnością. Na kontynuację Romkey stan przeznaczy 7 mld dol. Kolejne 1,5 mld dol. 1,75 miliarda dolarów trafi na budowę tanich domów, Na zakup i odnowienie 6055 hoteli i moteli przeznaczono 835 milionów dolarów.

A co z niepokornymi burmistrzami? Cóż, ci dostają po głowie. W Los Angeles sędzia okręgowy David Carter pogroził palcem Ericowi Garcettiemu i nakazał mu znalezienie schronienia dla 4,5 tys. osób. Koronawirus okazał się dla bezdomnych Amerykanów błogosławieństwem.