Greenpeace to zielone psy Putina? O działalności ekologów w Polsce i Rosji

Po zablokowaniu przez Greenpeace instalacji portowych w Gdańsku na organizację spadła fala krytyki. Wielu komentatorów, szczególnie prawicowych, odnosząc się do tego wydarzenia wprost sugerowało, że organizacja torpeduje polskie inwestycje, ale nie prowadzi działań w Rosji, a w ogóle to „idzie z Putinem ręka w rękę”. Czy kontrowersje związane z Greenpeace znajdują odzwierciedlenie w rzeczywistości?

Fot. Zajęcie „Arctic Sunrise” przez Federalną Służbę Bezpieczeństwa (Denis Sinyakov/Greenpeace)

W minionym tygodniu jednym z najbardziej nośnych i najszerzej komentowanych wydarzeń był protest aktywistów Greenpeace, którzy zablokowali urządzenia przeładunkowe w gdańskim porcie. Idea była prosta: nagłośnić problem coraz większego importu węgla do Polski. Wykonanie nieco gorsze: ekolodzy uniemożliwili wyładunek surowca, który nie jest wykorzystywany do produkcji energii w naszych elektrowniach. Tymczasem – jeśli dobrze rozumiem intencje aktywistów – chciano zwrócić uwagę na kwestię wpływu spalania paliw kopalnych na zmiany klimatu.

Nie chciałbym się w dzisiejszym felietonie skupiać na potknięciach Greenpeace, ale z powodu swojego przekornego charakteru zaprotestować przeciwko coraz prymitywniejszej jakości debaty publicznej w Polsce. Gdański protest posłuży mi dzisiaj jedynie jako punkt wyjściowy do sprowokowania Państwa do bardziej krytycznego myślenia o ekologach, ale i wielu innych sprawach.

A „Arctic Sunrise” to co? Pies?

Już w pierwszych minutach po opublikowaniu informacji o gdańskim proteście niektórzy liderzy opinii, zaczęli sugerować w mediach społecznościowych, że Greenpeace to w zasadzie działacze na usługach Rosji.

„Czemu nie zablokują statków układających Nord Stream 2” – to hasło powtarzali jak mantrę.

Rolą dziennikarzy, a już szczególnie specjalistycznych, jest objaśnianie skomplikowanego świata czytelnikom. Aby wypełnić to zadanie, należy dbać o warsztat, sprawdzać źródła, zdobywać wiedzę, a dopiero później wydawać sądy i opinie. Nie należę do jakiś szczególnych fanów Greenpeace, ale apeluję – informujmy o działaniach tej organizacji rzetelnie.

Wystarczy sięgnąć pamięcią wstecz albo jeśli ktoś zapomniał, sprawdzić w internecie, by przywołać tragiczną historię „Arctic Sunrise„.

Złożona z aktywistów Greenpeace załoga tej jednostki chciała w 2013 r. dostać się na platformę wiertniczą Prirazłomnaja na Morzu Barentsa. Chodziło o zwrócenie światu uwagi na problem nadmiernej eksploatacji Arktyki, której towarzyszą katastrofy ekologiczne na ogromną skalę. Rosja zatrzymała załogę Arctic Sunrise, przy okazji łamiąc prawo morskie, za co ukarał ją późniejszy arbitraż.

26 aktywistów oskarżono o terroryzm, następnie piractwo i dopiero w późniejszym okresie zmieniono kwalifikację zarzutów na chuligaństwo. Załogę Arctic Sunrise przetrzymywano przez wiele miesięcy i zgotowano im prawdziwe piekło.

Bizblog.pl poleca tego autora:

Na morzu i w sądzie

Tyle podpowiedziała mi moja pamięć, gdy przeczytałem o zarzutach polskich komentatorów oskarżających Greenpeace o sprzyjanie Putinowi. No to teraz przeanalizujmy ten zarzut w oparciu o podstawowy aparat dziennikarski. Wpisuję w Google nazwę organizacji i frazę Nord Stream 2. Zaczynam sprawdzać, czy rzeczywiście ekolodzy nic sobie nie robili z nowego nadbałtyckiego gazociągu Gazpromu.

Szybko okazuje się, że aktywiści rosyjskiego oddziału Greenpeace aktywnie protestowali przeciwko budowie Nord Stream 2 przez Rezerwat Kurgalski. Wielu z nich robiło to w warunkach państwa, które sięga po przemoc wobec swoich przeciwników. Tych działaczy sądzono, wielu z nich groziły wysokie wyroki z więzieniem włącznie, część z nich uciekła z Rosji z obawy o swoje życie.

Rosyjski Greenpeace walczył z Nord Stream 2 także na gruncie prawnym w sądzie w Petersburgu. Również niemiecki oddział organizacji podjął działania o takim charakterze, a dodatkowo apelował o wstrzymanie działań Gazpromu na Bałtyku w Bundestagu. Ponadto Greenpeace wdrożył monitoring satelitarny obszarów, na których powstaje Nord Stream 2, i analizuje, czy wykonawca odpowiednio chroni środowisko naturalne podczas realizacji inwestycji.

Najgłośniejsze akcje Greenpeace w Rosji

No dobrze, idźmy dalej. Być może Arctic Sunrise czy kwestia Nord Stream 2 to tylko wypadki przy pracy, a najbardziej znana na świecie organizacja ekologiczna faktycznie chodzi na pasku Putina, jak chcieliby tego prawicowi dziennikarze? Zgodnie z warsztatem zawodowym poszerzam moje poszukiwania i analizują możliwie szeroko działania Greenpeace w Rosji, wpisując nazwę organizacji wraz z frazą Россия w popularnej rosyjskiej wyszukiwarce Yandex. Co znajduję? Wiele ciekawych rzeczy.

Greenpeace dokumentował m.in. zdjęcia olbrzymich pożarów na Syberii i nagłaśniał ten temat w mediach międzynarodowych, co było bardzo niekorzystne dla władz w Moskwie i zmusiło je do działania. Organizacja aktywnie krytykowała władze Rosji po incydencie w okolicach Nienoksy obok Murmańska, gdzie doszło do tajemniczego wzrostu promieniowania. Greenpeace przeprowadził protest w stoczni w Petersburgu przeciwko uruchomieniu pierwszego pływającego reaktora jądrowego – Akademika Łomonosowa. Wcześniej aktywnie zwalczał ten projekt.

Kto chodzi na czyim pasku

To jedynie informacje z kilku ostatnich miesięcy, ale już one pokazują, że krytyka Greenpeace w polskich mediach, głównie prawicowych dziennikarzy, jest chybiona i odbywa się z pogwałceniem podstawowych standardów dziennikarskich.

Niestety znana organizacja ekologiczna nie jest wyjątkiem. Polskie dziennikarstwo jest dziś głęboko niedofinansowane, ale co gorsze nierzetelne i bardzo często zamiast informować – dezinformuje. Przykra konstatacja, ale mam nadzieję, że ten felieton będzie choć małą cegiełką, która zmieni tę smutną rzeczywistość.

Piotr Maciążek: publicysta specjalizujący się w tematyce sektora energetycznego. W 2018 r. nominowany do najważniejszych nagród dziennikarskich (Grand Press, Mediatory) za stworzenie fikcyjnego eksperta Piotra Niewiechowicza, który pozyskał wrażliwe informacje o projekcie Baltic Pipe z otoczenia ministra Piotra Naimskiego. Autor książki „Stawka większa niż gaz” (Arbitror 2018 r.), współautor książki Młoda myśl wschodnia (Kolegium Europy Wschodniej 2014 r.). Obecnie pracuje nad kolejnym tytułem – tym razem dotyczącym polskich służb specjalnych.