Premier Morawiecki chciał zaczarować złotego. Zobaczcie, co z tego wyszło

Złoty przeprowadził w poniedziałek szybki, ale krótki rajd. Czy tylko ja mam wrażenie, że doszło do zaskakującego zbiegu okoliczności: tuż po wypowiedzi premiera złoty nagle doznał nagłego przypływu energii i efektownie odrobił część strat? To już druga taka sytuacja. Podobna miała miejsce w przypadku październikowej podwyżki stóp procentowych przez RPP.

Po nagłym umocnieniu złotego we wtorek rano nie ma już właściwie śladu. Euro i dolar co prawda znalazły się na delikatnym minusie, ale nadal są bardzo drogie. Europejska waluta o godzinie ósmej kosztowała 4,70571, a amerykańska 4,18710 zł. Frank utrzymywał się rano na plusie i kosztował 4,49271 zł.

Na złotym od rana jest niespokojnie i zapewne tak samo będą wyglądały kolejne godziny, zwłaszcza że do walki o kurs złotego może aktywnie włączyć się Narodowy Bank Polski. Świadczyć o tym mogą wczorajsze deklaracje premiera Morawieckiego i ostatnie wypowiedzi prezesa Glapińskiego, o czym niżej.

Poniedziałkowy zryw złotego

Ciekawa sytuacja miała miejsce na walutach w poniedziałek po południu. Po pobiciu rekordów przez szybujące kursy franka, euro i dolara oraz dosłownie chwilę po wypowiedzi premiera Morawieckiego na temat naszej waluty, złoty zrobił nagle w tył zwrot i zaczął odrabiać straty.

Kurs złotego odzyskał wigor nagle. Euro w poniedziałek przed piętnastą kosztowało 4,69094, dolar 4,16135 zł, a frank szwajcarski 4,48600. Zmiana kierunku marszu nastąpiła nieoczekiwanie i dość gwałtownie, bo między godziną jedenastą a trzynastą CHF ustanowił nowy rekord, umacniając się do najwyższego poziomu w historii – 4,51396. Euro w tym czasie wystrzeliło do 4,72391 zł, najwięcej od przełomu lutego i marca 2009 r., a dolar do 4,18855 zł. Rano przed rozpoczęciem harców na foreksie waluty te kosztowały odpowiednio 4,47832, 4,69450 i 4,16008 zł.

Poniedziałkowy kurs EUR, USD i CHF. Źródło: Stooq.pl

W drugiej części dnia waluty szybko zgasiły złotego. Na zamknięciu frank szwajcarski kosztował 4,49122 zł, euro 4,70855, a dolar 4,18990 zł.

Złotemu nie przysłużył się premier Morawiecki, tylko NBP

Omawiając umocnienie polskiej waluty, niektóre media przypisywały zasługi premierowi Mateuszowi Morawieckiemu, który podczas poniedziałkowej konferencji powiedział:

Będziemy robili wszystko, aby złoty był silniejszy, chcemy stabilności kursu.

Bizblog.pl poleca

Informacja została szybko usunięta. I nic dziwnego, źródeł przypływu mocy złotego szukać bowiem należy zapewne na Świętokrzyskiej w Warszawie. Opisując rajd PLN-a Tomasz Gessner na Stooq.pl, zasugerował interwencję banku centralnego.

Zwrócił przy okazji uwagę na raport mBanku, którego analitycy spekulowali o możliwej interwencji, sugerując się ostatnią zmianą retoryki prof. Adama Glapińskiego.

Ostatnie zdanie sugeruje pewien zwrot w funkcji reakcji. Możemy się doczekać jego implementacji również w komunikacji RPP. Teoretycznie daje to też przepustkę do stosowania interwencji walutowych, jeśli kurs nie zmieni trajektorii – czytamy w analizie mBanku.

Tak się zastanawiam, czy to na pewno przypadek, że premier zabiera głos w sprawie kondycji naszej waluty, a chwilę potem dochodzi do efektownego, choć krótkotrwałego zrywu PLN. Zwłaszcza że to kolejna taka koincydencja.

Pierwszej byliśmy świadkami 6 października przed posiedzeniem RPP. Najpierw premier Mateusz Morawiecki na przedpołudniowej konferencji prasowej stwierdził, że reakcja NBP na wysoką inflację będzie należyta, a rząd będzie starał się ulżyć gospodarstwom domowym najbardziej dotkniętym przez wzrost cen energii. Potem gruchnęła wieść, że stopy NBP poszły w górę.

Przyczyny osłabienia złotego

W sumie bardzo ciekawe, jak będzie zachowywał się złoty w najbliższym czasie.

Rafał Hirsch wyliczył dzisiaj aż siedem przyczyn słabości złotego. Wyeliminowanie więc jednej czy dwóch wciąż nie rozwiązuje problemu, o czym można było się chwilę po nieoczekiwanym rajdzie naszej waluty, gdy nastąpił zwrot, a USD, CHF i EUR zaczęły znowu zaczęły zyskiwać na wartości do złotego.

Źródło: Stooq.pl

W ciągu ostatnich trzech miesięcy grając na umocnienie dolara można było zyskać prawie 7 proc., na franka szwajcarskiego – 5 proc., a na euro 2,5 proc.