Koniec importu rosyjskiego węgla. Politycy wymierzają śmiertelne uderzenie w PGE, Taurona i Energę?


Polska Grupa Górnicza (PGG), krajowy potentat w wydobyciu węgla, ma rosnący problem z utrzymaniem płynności finansowej. Powodem jest brak reform w ostatnich latach. Jednak politycy już śpieszą na ratunek i szykują transfuzję, która postawi firmę na nogi. Przy okazji może umrzeć dawca krwi – krajowa energetyka. Kuracja nie gwarantuje również wyzdrowienia pacjenta.

Mogę to zagwarantować. Spółki Skarbu Państwa nie będą więcej importować węgla

– oświadczył Jacek Sasin, wicepremier i minister aktywów narodowych, w wywiadzie dla RMF FM.

Polityk dodał również, że napływ surowca zza granicy był spowodowany trudną sytuacją polskiego górnictwa, które nie było w stanie pokryć zapotrzebowania krajowego.

Z powyższą wypowiedzią mam jako komentator spory problem, ponieważ jest ona nieścisła na bardzo wielu płaszczyznach. Przede wszystkim sugeruje, że trudna sytuacja krajowych kopalń już za nami i dlatego energetyka nie będzie musiała kupować zagranicznego węgla. To teza kontrowersyjna, ponieważ właśnie rosnące problemy PGG, największej krajowej spółki wydobywającej węgiel, zmusiły wicepremiera Sasina do reakcji słownej.

Decyzje polityczne nie rozwiążą problemów górnictwa

Wypowiedź udzielona radiu RMF FM to zarys strategii, która ma rozwiązać ryzyko utraty płynności finansowej przez firmy sektora górniczego. O skali problemu najlepiej świadczy niedawny raport NIK, według którego reforma całej branży realizowana od 2015 r. zakończyła się kompletnym fiaskiem. Wydobycie krajowe węgla jest obciążone nieefektywnością na niemal każdym etapie prowadzonej działalności – od pensji oderwanych od wyników kopalń po spadające wydobycie i inwestycje.

Bizblog.pl poleca

Wicepremier Sasin postępuje wedle dobrze znanego wzorca realizowanego przez rządy SLD, PO-PSL i w końcu PiS. Stara się rozwiązać problem w sposób polityczny, nie uwzględniając długofalowych komplikacji. Strukturalne patologie pozostają niezmienne, a górnictwo funkcjonuje od kryzysu do kryzysu. Bo czym innym jest wymuszanie na energetyce kontrolowanej przez skarb państwa skupowania surowca krajowego, który jest dużo droższy od zagranicznego odpowiednika (nie mówiąc już o jego niższej kaloryczności)?

Takie działanie przy braku instynktu zachowawczego prezesów PGE, Tauronu, Enei czy Energi (a o to niestety nietrudno) skończy się katastrofą. Sektor energetyczny całkiem niedawno wyzbył się gotówki, ratując firmy górnicze.

Efekt? Rosnące problemy związane z koniecznością sfinansowania modernizacji, którą wymusza zaostrzająca się polityka klimatyczna. PGE, krajowy czempion, największy podmiot wśród spółek produkujących prąd, w ciągu roku stracił 9 mld zł kapitalizacji. Gigant jest wyceniany najniżej w historii i jest to efekt nie tylko spóźnionego zwrotu w kierunku zielonej energii, ale również inwestycji ratunkowych lokowanych w branży górniczej.

PGE pod politycznym przymusem zainwestowało w PGG, którego wartość została zgodnie z niedawnym raportem NIK zawyżona o 40 proc. W efekcie energetyczny czempion w perspektywie średnioterminowej będzie zapewne zmuszony dokonać odpisów.

Czy prezesi spółek takich jak PGE się ugną?

Gwarancje wicepremiera Sasina, który nakazuje spółkom giełdowym, które kontroluje skarb państwa (podkreślam – giełdowym!) zrezygnować z kupna tańszego węgla zagranicznego to polityczny rozkaz niezgodny z praktyką rynkową. Z perspektywy ekonomicznej to narażanie tych podmiotów na straty finansowe przez ich własne zarządy, co może w przyszłości skończyć się stosownymi sprawami w sądach. Z perspektywy politycznej to niezbędna do uspokojenia sytuacji w PGG przed wyborami prezydenckimi kroplówka. Zostanie ona dostarczona bocznymi drzwiami w taki sposób, by Komisja Europejska nie nazwała jej niedozwoloną pomocą publiczną.

Czasy odpowiedzialnych menadżerów z prawdziwego zdarzenia, którzy byli gotowi za swoje racje zapłacić głową, jak Krzysztof Kilian, minęły bezpowrotnie. Dlatego słowa Sasina znajdą potwierdzenie w rzeczywistości bez cienia protestu (być może dlatego wstrzymano konkurs na nowego prezesa PGE, dając nadzieję obecnemu szefowi Henrykowi Baranowskiemu na utrzymanie stanowiska w zamian za posłuszeństwo?).

To bardzo smutne, ponieważ po chwilowej poprawie górniczy pacjent znów zapadnie na swoją przypadłość i za jakiś czas znów będzie miał problemy z utrzymaniem rentowności. Pieniądze, jakie wpompowano w jego zdrowie, pójdą na marne, a w dodatku pogorszą stan zdrowia jego rodziny (czyli spółek energetycznych, którym węgiel również ciąży).

Zapłaci za to cała polska gospodarka, którą czekają wyzwania transformacyjne w ramach Unii Europejskiej. Każdy kolejny rok konserwowania „węglowego układu” będzie nas kosztować mnóstwo pieniędzy i utratę konkurencyjności krajowych firm.

Piotr Maciążek: publicysta specjalizujący się w tematyce sektora energetycznego. W 2018 r. nominowany do najważniejszych nagród dziennikarskich (Grand Press, Mediatory) za stworzenie fikcyjnego eksperta Piotra Niewiechowicza, który pozyskał wrażliwe informacje o projekcie Baltic Pipe z otoczenia ministra Piotra Naimskiego. Autor książki „Stawka większa niż gaz” (Arbitror 2018 r.), współautor książki Młoda myśl wschodnia (Kolegium Europy Wschodniej 2014 r.). Obecnie pracuje nad kolejnym tytułem – tym razem dotyczącym polskich służb specjalnych.