Nikt w Europie nie lubi e-dymka tak, jak Polacy

E-papieros ma się w naszym kraju coraz lepiej. W Polsce lawinowo przybywa nowych użytkowników.

Wydawać by się mogło, że papieros w coraz mniejszym stopniu jest częścią naszej rzeczywistości. Najpierw w akompaniamencie głośnego lamentu wyrzuciliśmy kopciucha z knajp i restauracji. Potem przyszedł czas na zakaz np. na przystankach autobusowych. 

Chyba przez to ulegliśmy ułudzie, że Polak po papierosa sięga rzadziej. Szacuje się, że obecnie u nas mamy ok. 8 – 9 mln palaczy. I chociaż to jednak mniej, niż jeszcze kilka lat temu, to niestety maleje odsetek tych, którzy chcą podjąć walkę z nałogiem, a do tego wychodzą z niej z tarczą. Nie zmienia tego faktu, że co roku 22 tys. Polaków słyszy diagnozę dotyczącą raka płuc.

E-papieros lubi Polskę. Z wzajemnością.

Od kilku lat sytuacja na rynku papierosów zmienia się dynamicznie, a to głównie za sprawą e-papierosa. Rynek elektronicznych papierosów w 2018 r. wyceniany był na ponad 11 mld dolarów. W ciągu pięciu następnych lat ma urosnąć o prawie kolejne 7 mld dolarów.

Tymczasem podczas konferencji pt. „Papierosy i nowe produkty tytoniowe: co trzeba wiedzieć” usłyszeliśmy, że jeżeli chodzi o nowych użytkowników e-papierosów, to Polska jest europejskim liderem. Według danych e-Smoking Institute w naszym kraju już w 2016 r. było 1,7 mln użytkowników e-papierosów. Prześcigaliśmy pod tym względem Brytyjczyków – 1,4 mln użytkowników, Francuzów (1,2 mln) i Niemców (0,7 mln).

Rośnie liczba hybrydowych palaczy.

Jeżeli zaś chodzi o sprzedaż e-papierosów, to tutaj ustępujemy Włochom i Wielkiej Brytanii. Przy okazji specjaliści zwracają uwagę, że coraz więcej jest tzw. palaczy hybrydowych, czyli takich, którzy sięgną po e-papierosa, ale tradycyjnym dymkiem też nie pogardzą. 

To nieprawda, że po e-papierosy sięgają przede wszystkim osoby dorosłe uzależnione od papierosów tradycyjnych, które chcą pozbyć się nałogu. Ta grupa jest w zdecydowanej mniejszości. Połowa użytkowników e-papierosów to tzw. palacze hybrydowi, czyli ci, którzy jednocześnie palą tradycyjne papierosy, a ich liczba szybko rośnie – przekonuje dr Krzysztof Przewoźniak z European Network for Smoking and Tobacco Prevention i wicedyrektor Ośrodka Współpracy ze Światową Organizacją Zdrowia.

Jest jeszcze IQOS, czyli podgrzewacz tytoniu.

E-papieros to nie jedyny nowy gracz na rynku, który po dziesięcioleciach spokoju doczekał się własnej rewolucji. W 2017 r. na polskie salony wkroczyła inna propozycja: IQOS, czyli podgrzewacz tytoniu, którego amerykańska Agencja Żywności i Leków (FDA) uznała za lepszą alternatywę od papierosa dla ochrony życia publicznego.

Mamy 5 różnych raportów rządowych, włączając w to FDA, która pobrała próbki i testowała je na własną rękę w amerykańskich laboratoriach. Ich wyniki nie były oczywiście w 100 proc. zgodne z naszymi, chociażby przez inną metodologię. Ale były bardzo zbieżne – przekonuje Gizelle Baker z działu badawczego Philip Morris.

Badania American Cancer Society wskazują, że wprowadzenie podgrzewacza IQOS z kolei na rynek japoński spowodowało spadek sprzedaży tradycyjnych papierosów: z 82 na 71 proc. na jednego mieszkańca.

IQOS i e-papieros w ocenie polskich palaczy
IQOS i e-papieros mogą posłużyć do rzucenia nałogu.

Z IQOS szybciej rzucisz palenie?

Jak wynika z raportu Centrum Badania Opinii Społecznej („Konsumpcja nikotyny”, Warszawa 2018 r.) dotyczącego konsumpcji nikotyny podgrzewacz tytoniu IQOS, to coraz częściej sposób na zmianę przyzwyczajeń palacza lub na rzucenie nałogu w ogóle.

Blisko połowa (49,2 proc.) z tych, którzy palą teraz lub palili kiedyś tradycyjne papierosy oraz tych używających podgrzewaczy do tytoniu deklaruje, że po IQOS sięgnęli w celu przestania palenia.

Co ciekawe: dla ankietowanych system podgrzewający tytoń sprawdza się jako alternatywa dla tradycyjnych papierosów bardziej niż papieros elektroniczny. Prawie połowie z nich (49,7 proc.) udało się dzięki IQOS rzucić całkowicie palenie. Do palenia zwykłych papierosów zaś wrócił mniej niż co czwarty (22,6 proc.).

San Francisco żegna e-papierosa.

Tak naprawdę dzisiaj trudno kreślić przyszłość, jaka jest przed e-papierosem. Z jednej strony rośnie liczba amatorów elektronicznego dymka, ale z drugiej nie brakuje innych inicjatyw. Takich chociażby, jak ta w San Francisco, gdzie tamtejsze władze samorządowe zdecydowały się na wycofanie e-papierosa ze sprzedaży. To o tyle ciekawe, że nigdzie indzie, ale w San Francisco swoją siedzibę ma firma Juul, która odpowiada za produkcję połowy e-papierosów w USA.

Prawo ma wejść w życie za 7 miesięcy. Wtedy wszystkie sklepy będą musiały wycofać e-papierosa ze sprzedaży. Jednocześnie nie będzie kłopotu, żeby w San Francisco kupić zwykłego papierosa, czy nawet marihuanę. Zakaz też nie będzie dotyczyć podgrzewaczy IQOS.

Krytycy nowych regulacji dla e-papierosa twierdzą, że wielu elektronicznych palaczy wróci przez to do tradycyjnego nałogu i dodatkowo poszerzy się też szara strefa. Popierający poczynania władz San Francisco z kolei zwracają uwagę na rosnącą liczbę nastolatków korzystających z e-papierosa. W ubiegłym roku miało ich być 4,9 mln osób.