Denerwują cię gadatliwi kierowcy? W Uberze będziesz mógł ich wyłączyć!

Taka funkcja przydałaby się nie tylko w Uberze, ale i w zwykłych taksówkach. W aplikacji od czwartku pojawi się możliwość poproszenia kierowcy o zachowanie względnej ciszy podczas jazdy.

Niezależnie od stopnia ekstrawersji, każdy z nas ma takie chwile, w których chciałby trochę pomilczeć. A już z pewnością ostatnią rzeczą, o jakiej się wówczas marzy jest pogawędka o pogodzie/spalaniu/korkach z kompletnie obcą osobą.

O Uberze można z pewnością powiedzieć wiele złych rzeczy. Startup unika odpowiedzialności za przewozy, część kierowców jeździ na czarno, a jego ceny są dumpingowe.

Ale jedno trzeba mu oddać – rewolucjonizuje przejazdy po mieście także w pozytywny sposób.

Zaczynając od tak dużej zmiany, jak zamawianie kierowców przez aplikację z pominięciem centrali telefonicznej, a kończąc na takich drobiazgach, jak opcja poproszenia o ciszę w samochodzie.

Ta pojawi się niestety na razie tylko w USA i wyłącznie dla osób wybierających Uber Black i Black SUV – donosi TechCrunch.

Od 16 maja pasażerowie korzystający z usług premium dostaną w aplikacji możliwość zaznaczenia opcji „quiet preferred”, „happy to chat” albo „no preference” (odpowiednio: preferuję ciszę, chętnie porozmawiam i wszystko mi jedno).

Z początku miałem nadzieję, że to forma testów i że nowy tryb ma szansę przenieść się także na zwykłe przejazdy. Niestety to raczej mało prawdopodobne. W rozmowie z TechCrunch product manager Ubera powiedział, że firma chce w ten sposób zwiększyć różnicę między zwykłym Uberem a przejazdami premium i zachęcić klientów do korzystania z tych drugich. Ma to sens szczególnie w obliczu kiepskich wyników finansowych firmy, przez które kurs akcji od debiutu na giełdzie ciągle pikuje w dół.

Czy tak się stanie? W Polsce wydawałoby mi się to niemożliwe – Ubera wybiera się przecież po to, by zaoszczędzić. Ale może w USA, które są dla Ubera głównym rynkiem, filozofia korzystania z aplikacji jest inna?

Inna sprawa, że kierowca nie ma obowiązku dostosowania się do naszych próśb.

W myśl modelu biznesowego Ubera nie jest przecież jego pracownikiem tylko „niezależnym wykonawcą”. Platforma przekaże mu więc nasze oczekiwania względem przejazdu, a on zrobi z tym co zechce. Pamiętając jednocześnie, że powinien dbać o średnią ocenę, a ta po kilku gadatliwych przejażdżkach może przecież polecieć w dół.