Znacie już najśmieszniejszy żart w Chinach? Jest o tym, jak Polska żegna się z węglem

Najnowsze badania wskazują, że globalne pożegnanie węgla, to kosmiczna bujda . Chiny nie patrzą się na żadne globalne ocieplenie czy inne zawirowania klimatyczne, tylko systematycznie zwiększają liczbę swoich elektrowni węglowych. I kto im zabroni?

Amerykański think tank Global Energy Monitor (GEM) oraz Helsińskie Centrum Badań nad Energią i Czystym Powietrzem (CREA) pokazały światu ustalenia dotyczące zdolności produkcyjnych węglowych elektrowni. I wychodzi, że w Chinach one systematycznie rosną. Tylko w ubiegłym roku mowa jest o wzroście na poziomie 29,8 GW netto. W tym samym czasie reszta świata pomniejszyła węglowe zdolności energetyczne o 17,2 GW. W sumie w 2020 r. Państwo Środka uruchomiło 38,4 gigawatów nowych mocy wytwórczych w elektrowniach węglowych. To ponad trzy razy więcej niż reszta świata.

Chiny nie zamierzają zrezygnować z węgla

Lauri Myllyvirta, główny analityk CREA, przekonuje że „gwałtowna ekspansja energetyki węglowej jest napędzana bardziej przez zainteresowanie firm energetycznych i samorządów maksymalizacją wydatków inwestycyjnych, niż przez rzeczywiste zapotrzebowanie na nowe moce”.

Bizblog.pl poleca

Chińskie węglowe inwestycje mają się dobrze nie tylko w ostatnim czasie, ale od wielu lat. W 2020 r. zatwierdzono tam budowę kolejnych 36,9 GW mocy w elektrowniach węglowych – trzy razy więcej niż w 2019 r. Obecnie w trakcie budowy jest w sumie 247 GW mocy węglowej, czyli tyle ile wystarczy do zaopatrzenia całych Niemiec. 

Nie do końca wiadomo, jak te dane mają się do zeszłorocznych deklaracji Chin dotyczących kraju „neutralnego węglowo” do 2060 r. Już wcześniej eksperci wskazywali, że taka strategia tylko wtedy okaże się skuteczna, jeśli Chiny – odpowiedzialne za ponad 20 proc. globalnych emisji – zredukują emisję CO2 do 2050 r. o 75-85 proc. Tymczasem jeżeli węglowa ekspansja będzie zachowana na podobnym poziomie jak teraz, to w ciągu najbliższych trzech dekad emisję dwutlenku węgla uda się Chinom zredukować o nieco ponad 10 proc. Musi też zmniejszyć się, i to drastycznie, bo o ok. 80 proc., zapotrzebowanie na paliwa kopalne. Chodzi więc o postawienie chińskiej gospodarki na zupełnie nowych torach. Bo przecież to głównie przemysł ciężki (m.in. produkcja stali i cementu) odpowiada za ok. 17 proc. emisji CO2. 

Polska przy Chinach to węglowy liliput

Przy tej okazji ewidentnie widać, że Pekin idzie jednak w innym kierunku niż Bruksela, która od ogłoszenia neutralności klimatycznej do 2050 r. chce konsekwentnie realizować Zielony Ład. Pytaniem otwartym pozostaje, czy te inicjatywy przysłużą się rzeczywiście ziemskiemu klimatowi, skoro jedna z największych gospodarek świata najwyraźniej w nosie ma jego ochronę. 

Chiny obecnie są największym na świecie producentem, jak i konsumentem węgla, odpowiadając odpowiednio za 48 i 52 proc. globalnej sumy. Jeżeli chodzi o zasoby, to ze 142 mld ton mają 13 proc. udziałów w światowej puli węgla (pod tym względem podium należy do USA – 249 mld ton, Rosja – 162 mld ton i Australia – 149 mld ton). W tym zestawieniu Polska – przez wielu mianowana na europejskiego króla węgla – wygląda jak ubogi krewny. Według Państwowego Instytutu Geologicznego jeszcze w 2016 r. polskie udokumentowane zasoby węgla kamiennego wynosiły ok. 58,6 mld ton, a węgla brunatnego – ok. 23,5 mld ton.

Podobnie ma się sprawa mocy węglowych. Na koniec 2019 r. te z elektrowni pracujących na węglu brunatnym i kamiennym wyniosły łącznie ok. 32 GW. To mniej niż w Chinach uruchomiono w 2020 r. Polska za to przebija Chiny pod względem udziału węgla w miksie energetycznym, który jest obecnie na poziomie ok. 74 proc. W tym przypadku Państwo Środka stawia na stopniową redukcję. W latach 90. ubiegłego wieku węgiel stanowił 80 proc. chińskiego miksu energetycznego. Do 2010 r. to było już 70 proc. Obecnie to 60 proc.