Coraz mniej chętnych na węgiel. Cena czarnego złota szoruje po dnie

Dobre, lipcowe czasy dla węgla to już przeszłość. Żadnych złudzeń co do tego, że był to raczej czasowy trend, który już nie ma racji bytu. Dane Agencji Rozwoju Przemysłu wskazują, że w sierpniu cena węgla systematycznie leciała w dół. A mniejszy popyt oznacza, że zapasów „czarnego złota” przybywa.

Wyjaśnieniem węglowego odbicia od dna w jakimś stopniu jest fakt, że w pierwszym miesiącu letnich wakacji Europę zalewały kolejne fale upałów. Tym samym zwiększało się zapotrzebowanie energetyczne — chociażby na potrzeby klimatyzatorów. 

Bizblog.pl poleca:

W sierpniu już tak jednak nie było. „Czarne złoto” wróciło w przedwakacyjne rejony, kiedy jego cena systematycznie spadała. Tak, według analizy ARP, było we wszystkich światowych terminalach węglowych. 

Gazowa konkurencja

Nie tylko lżejszy od lipcowych upałów sierpień miał wpływ na tę sytuację. Wedle ekspertów ARP spore znaczenie dla rynku miała silna konkurencja ze strony gazu. A tego Unia Europejska zużywa z roku na rok coraz więcej. Mimo że ponad połowa tego surowca pochodzi z importu: z Rosji, Norwegii, czy z Algierii. 

Jednak całkowita produkcja energii z węgla we Francji, Niemczech oraz Wielkiej Brytanii wzrosła w lipcu o 800 GWh, osiągając poziom 4 TWh w ujęciu miesiąc/miesiąca. Niestety, nie przełożyło się to w żadnej mierze na wyniki rynkowe, bo w sierpniu za tonę węgla trzeba było płacić już poniżej 60 dolarów za tonę. 

Osłabienie cen w Europie zmusiło kolumbijskiego producenta Prodeco do zmniejszenia prognozy swojej produkcji na 2019 rok do 11,5 mln ton wobec wcześniejszych założeń tj. 17,5 mln ton — wskazuje APR.

Rosną zapasy

Mniejsze zainteresowanie węglem w naturalny sposób przekłada się na zwiększające się zapasy tego surowca. Jak czytamy w raporcie ARP:

Na początku miesiąca zapasy surowca w portach ARA osiągnęły poziom 6,96 mln ton i były o 51 proc. wyższe aniżeli średnia z ostatnich czterech lat, co perspektywicznie zmniejszy zdolność wchłonięcia surowca pochodzącego z importu.

Trudno dzisiaj wyrokować, jak i czy w ogóle wpłynie to na poziom polskiego importu węgla. Na razie w porównaniu do rekordowego zeszłego roku (13,5 mln ton węgla sprowadzonego z Rosji) w pierwszym kwartale 2019 r. sprowadziliśmy z tego samego kierunku ok. 4,8 mln ton tego surowca. Z kolei portal polskirynekwegla.pl informuje, że stan zapasów węgla w Polsce na koniec lipca 2019 r. wyniósł 4,5 mln ton. W tym samym miesiącu krajowi producenci węgla wykazali się sprzedażą na poziomie 4.7 mln ton. 

Swoje dokłada suchy Ren

Nie bez znaczenia dla rynkowej sytuacji węgla jest również stan wód na jednej z gospodarczych tętnic Starego Kontynentu – Renie. W sierpniu głębokość rzeki w pobliżu Frankfurtu spadł do ok. 150 cm. To połowę mniej niż jeszcze miesiąc temu.

Według ekspertów ARP mało prawdopodobna jednak jest powtórka zeszłorocznego scenariusza, kiedy poziom wód na Renie wynosił zaledwie 71 cm. Ale i tak sytuacja nie należy do najlepszych. Przy wysokości stanu wód na poziomie 180 cm możliwy jest transport węgla na poziomie 70 proc. zdolności z portów ARA na południe Niemiec. 

Mniejszy popyt w Chinach, czyli cena węgla jeszcze spadnie

Analitycy przekonują, że węgiel za chwilę może być w jeszcze większych tarapatach. A to za sprawą trwającego osłabienia popytu na ten surowiec ze strony Chin. Obserwatorzy spodziewają się spadku nawet poniżej 50 dolarów za tonę.

Uzasadnieniem jest wzrastająca liczba nabywców, którzy potwierdzają, iż nie planują zakupów australijskiego surowca w tym roku ze względu na wysoki stan zwałów w portach i niepewność co do kontyngentów importowych — czytamy w raporcie ARP.