Polacy szykujcie portfele, prąd z węgla będzie coraz droższy. Ratunkiem dopiero atom

Po pierwszych mocnych podwyżkach cen emisji ETS rząd dwoił się i troił, żeby Polacy nie musieli się bać podwyżek ceny prądu. Teraz gdy jest już dwa razy drożej, o jakichkolwiek rekompensatach nikt już nie mówi. Nad jakimś systemem wsparcia dla najuboższych prasuje resort klimatu i środowiska. Ale prawdziwą ulgę ma dopiero przynieść atom.

W 2018 r. cena emisji jednej tony CO2 kosztowała się w granicach 6-7 euro. Potem Bruksela zaczęła wyraźnie skręcać w zielone i odpowiednio zareagowała na to giełda ETS. Emisja dwutlenku węgla kosztowała wtedy nawet 20 euro i więcej. Dla gospodarek opartych przede wszystkim na węglu, tak jak w Polsce, oznaczało to wyższe koszty dla elektrowni i kopalni, a tym samym dla końcowych, indywidualnych odbiorców – też.

Bizblog.pl poleca

Ponieważ byliśmy w środku gorączki wyborczej, to rządzący zaczęli robić legislacyjne wygibasy, żeby tylko Polaków przed tymi niespodziewanymi podwyżkami uchronić. Teraz sytuacja jest zgoła odmienna. Po pierwsze na horyzoncie nie ma żadnych wyborów, które zepchnęłyby polityków w bardziej populistyczne tory. Po drugie już nikt z rządu nie udaje, że żadnych podwyżek nie będzie. Słyszymy za to coraz częściej, że od najbliższych wzrostów cen energii po prostu nie uciekniemy.

Ceny prądu? Emisja CO2 pobija kolejny rekord

Najpierw z usta byłego ministra energii Krzysztofa Tchórzewskiego mogliśmy się dowiedzieć, że podwyżki prądu wcale nie są takie dokuczliwe, jakby mogło się to powszechnie wydawać. A wszystko dlatego, że po prostu coraz lepiej zarabiamy.

Rekompensaty nie są potrzebne

– wyrokuje Tchórzewski.

Teraz na ten temat, w nieco łagodniejszym jednak tonie, wypowiedział się – w Programie 1 Polskiego Radia – Piotr Naimski, pełnomocnik rządu do spraw strategicznej infrastruktury energetycznej.

Ceny prądu niestety muszą rosnąć

– twierdzi.

Dlaczego? Przede wszystkim ze względu na handel emisjami ETS. Koszty wydzielania do ziemskiej atmosfery dwutlenku węgla są po prostu coraz wyższe. „Właśnie te uprawnienia do emisji w bardzo istotnym stopniu wpływają na ceny energii” – przekonuje Naimski. A obecnie jesteśmy świadkami rekordowego marszu w górę, jeżeli chodzi o ceny emisji CO2, która powoli zbliża się do poziomu 42 euro.

Tak drogo nie było jeszcze nigdy. Rok temu – przy takim załamaniu zapotrzebowania energetycznego przez pandemię koronawirusa – to było ledwie 17,56 euro. Dwa lata temu: 21,44 euro, a w 2018 r. raptem 13,26 euro.

Rząd ma walczyć z ubóstwem energetycznym

Piotr Naimski zapowiada, że w najbliższych latach ceny prądu w Polsce będą systematycznie rosły. Ale, jego zdaniem, nie jest wcale przesądzone, że będą to drastyczne podwyżki. „Dokładnie ciężko to przewidzieć. Trzeba pamiętać, że cena emisji podlega giełdowym spekulacjom.

Bywało już, że po silnym wzroście, następował spadek. To wynik fluktuacji na rynku” – uważa pełnomocnik rządu do spraw strategicznej infrastruktury energetycznej. Jednocześnie Naimski zasugerował, że przez najbliższe podwyżki cen prądu w Polce jeszcze więcej osób będzie skarżyło się na ubóstwo energetyczne. 

W Polsce ponad milion gospodarstw wydaje na energię cieplną i elektryczną więcej niż 10 proc. swojego dochodu miesięcznego. To stan ubóstwa energetycznego, zdefiniowany w UE

– tłumaczy Naimski.

W Ministerstwie Klimatu i Środowiska mają być prowadzone prace nad systemem wsparcia dla tych, których dotknęło ubóstwo energetyczne. Ze słów Piotra Naimskiego wynika, że nie będą to jednak rekompensaty. Szczegóły mamy poznać najpóźniej w czerwcu, kiedy resortowa propozycja ma być już gotowa.

Przełomem ma być polski atom

Naimski przekonuje, że to całe boksowanie się z cenami prądu skończy się dopiero po 2030 r. Wtedy bowiem ma nastąpić w polskiej energetyce przełom w postaci pierwszej polskiej elektrowni jądrowej. Na sile ma zyskać w tym czasie też OZE. 

Odchodzimy od węgla, ale chcemy to robić stopniowo. Równolegle musimy budować nowe, bezmisyjne elektrownie

– twierdzi Piotr Naimski.

Przekonuje też, że energia jądrowa jest przede wszystkim stabilna. Pracuje nawet wtedy, kiedy nie wieje i nie świeci Słońce. Zgodnie z wcześniejszymi doniesieniami budowa pierwszej polskiej elektrowni atomowej miałaby się rozpocząć w Polsce w 2026 r. i zakończyć w 2033 r. Z kolei do 2043 r. ma być już być gotowych łącznie 6 reaktorów.

„To pozwoli na uzyskanie od 20 do 25 proc. produkcji energii elektrycznej z atomu. Razem z elektrowniami gazowymi tym samym osiągniemy bezpieczeństwo energetyczne” – zapowiada Naimski.

Elektrownia jądrowa na Wybrzeżu Gdańskim

Coraz więcej za to wiadomo o tym, gdzie powstanie pierwsza elektrownia atomowa w Polsce. Wcześniej rozważane miały być cztery lokalizacje: Bełchatów, okolice Konina oraz Żarnowiec i Kopalino. Już wiadomo, że obecnie pod uwagę brane są tylko te dwie ostatnie. Jest więc pewne, że polski atom zawita na Wybrzeże Gdańskie. „Opracowywane są dla Kopalina i Żarnowca studia wykonalności. I potem już zdecydujemy o konkretnej lokalizacji” – zapowiada Piotr Naimski.