Liczyliście, że mieszkania w końcu zaczną tanieć z powodu pandemii? Zonk! Ceny biją kolejne rekordy

Ceny mieszkań od kilku lat biją rekordy z miesiąca na miesiąc. Okazuje się, że pandemia koronawirusa i przykręcenie kurka z kredytami przez banki wcale nie zatrzymały tego rajdu, nie mówiąc już o jakimkolwiek załamaniu cen. Z danych NBP wynika, że w III kwartale w 11 z 17 miast ceny nowych mieszkań były najwyższe w historii. Ale jest też dobra wiadomość – mieszkania na rynku wtórnym już odrobinę tanieją.

W III kwartale po raz pierwszy w historii średnia cena nowego mieszkania przekroczyła 10 tys. zł. za m kw. To jedno z 11 miast, w których według danych NBP ceny transakcyjne nowych mieszkań pobiły rekord. Pozostałe miasta to: Bydgoszcz, Gdańsk, Kielce, Kraków, Lublin, Łódź, Olsztyn, Rzeszów, Szczecin i Zielona Góra.

Bizblog.pl poleca

Średnio ceny nowych mieszkań w III kwartale wzrosły o 6 proc. rok do roku, ale w niektórych miastach nadal widać istne szaleństwo. W Krakowie za metr kwadratowy w III kwartale trzeba było zapłacić aż o 13,5 proc. więcej niż rok wcześniej, w Warszawie o 10,8 proc. więcej.

Ceny mocno skoczyły też w Zielonej Górze (+12,6 proc. r/r) i Kielcach (+9,7 proc. r/r). Jedynym miastem w zestawieniu NBP, gdzie ceny lekko spadły była Gdynia. 

Statystyczne złudzenie

Na pocieszenie można dodać, że do pewnego stopnia stoi za tym statystyka, bo ostatnio spadło zainteresowanie tańszymi mieszkaniami, Polacy chętniej kupowali te droższe, a NBP bada ceny transakcyjne.

To nie dlatego, że jak wspomniał niedawno wiceminister finansów Piotr Patkowski, mamy w kieszeniach więcej pieniędzy, bo nie mamy ich gdzie wydawać podczas pełzającego lockdownu, ale dlatego, że osoby mniej zamożne po prostu wstrzymały się z takimi wydatkami z obawy, co dalej. Albo po prostu nie miały wystarczającej zdolności kredytowej lub minimalnego wkładu własnego, który większość banków podniosła.

Stare, jare, ale czasem ciut tańsze

W III kwartale nieco schłodził się wtórny rynek mieszkań. Ceny spadły w 9 z 17 badanych miast w porównaniu do II kwartału.

Jednak gdy spojrzeć rok do roku, nadal widać szaleństwo. W Łodzi ceny skoczyły o 19,2 proc. r/r, w Szczecinie o 14,3 proc., a w Rzeszowie o 14,2 proc.

Podwyżki zwalniają

Mimo pandemii popyt na mieszkania nadal jest wysoki – zaznaczają eksperci. Jednak tempo, wzrostu cen spowalnia. Zdaniem Bartosza Turka, głównego analityka HRE Investments tempo wzrostu cen jest 2-3-krotnie niższe niż przed pandemią.

Dlaczego jednak nie mamy do czynienia ze spadkiem cen, skoro zewsząd media straszą, że czeka nas największy kryzys od lat 30. ubiegłego wieku? 

Po pierwsze dlatego, że na lokatach bankowych od miesięcy się traci z powodu rekordowo niskich stóp procentowych, dlatego Polacy oszczędności lokują w nieruchomości. Według Bartosza Turka w dużych miastach na wynajmie mieszkania można zarobić 4 proc. wartości mieszkania rocznie.

Po drugie, ceny mieszkań wcale nie są nadmuchane. Dowód?

„Wzrosty cen, które obserwowaliśmy w ostatnich latach, nie miały oparcia w kredytowym boomie, ale dochodach Polaków, które przez ostatnie 6 lat wzrosły niemal tak mocno, jak ceny mieszkań” – podkreśla Turek.

Tymczasem w wielu innych europejskich krajach ceny mieszkań w trakcie trwającej hossy rosły 2-, 3-, a nawet 4-krotnie szybciej niż dochody obywateli.

Nie liczcie więc na przecenę, podczas której można będzie łapać okazje. Przynajmniej w Polsce.