Co dalej z CD Projektem po klęsce Cyberpunka? Inwestorzy: miotamy się ze skrajności w skrajność

„Jednego dnia ludzie były gotowi zapisać się do kościoła wyznawców CD Projektu, następnego z widłami i pochodniami poszli na ich siedzibę” – opowiada Bizblog.pl Michał Masłowski. Wiceprezesa zarządu Stowarzyszenia Inwestorów Indywidualnych pytamy, czy pozwy i szorciarze zaszkodzą spółce. Zastanawiamy się też nad przyszłością polskiego jednorożca i całej branży gamingowej.

Adam Sieńko, Bizblog.pl: Jest pan w stanie wytłumaczyć co dzieje się z akcjami CD Projektu w ostatnim miesiącu? Inwestorzy mogli dostać palpitacji serca, widząc skoki kursu. Część krzyczy kupować, bo taniej nie będzie, reszta patrzy na nich z politowaniem.

Michał Masłowski, SII: Żeby zaprognozować, co stanie się w przyszłości, należałoby udać się do wróżki. Natomiast sama reakcja kursu jest oczywista. Stwierdzenie, że Cyberpunk był najbardziej oczekiwaną grą wszech czasów, jest z grubsza prawdziwe. Nie ma w tym cienia przesady. Wokół gry CD Projektu nakręcił się niesamowity hype. Oni są mistrzami świata marketingu. Najlepszy zespół promocji niewydanych gier.

Bizblog.pl poleca

W związku z tym oczekiwania graczy były ogromne. Siłą rzeczy wycena w ostatnich miesiącach, tuż przed premierą, była w tym samym miejscu, gdzie te oczekiwania – na kosmicznym poziomie. Wobec czego każde potknięcie, sprzedaż gry poniżej oczekiwań analityków, musiało spowodować pęknięcie bańki. A przecież sprzedaż, choć trochę niższa od oczekiwań tych analityków, jest wciąż wysoka.

Inna sprawa, że jakość gry na konsole starszej generacji jest mocno rozczarowująca. Zarząd CD Projektu musiał wiedzieć, że tak będzie.

Notowania CD Projekt przed i po premierze Cyberpunka/źr: Investing.com

Co powinien zrobić?

Właśnie nie wiem, nie wydać tej gry na te stare konsole? Z drugiej strony niezagospodarowanie takiego rynku to strata potencjalnych przychodów. Nie pamiętam, by taka duża gra została po kilku dniach wycofana ze sklepu PlayStation. To była sensacja. Balonik nadmuchano, a został wypuszczony niedorobiony produkt. I stąd mamy spadek o ponad 40 proc.

Mówi pan o baloniku. Na oczekiwaniach CD Projekt jechał od momentu wyhamowania sprzedaży Wiedźmina 3. Wpisano zyski, których nie było.

Wycena giełdowa to suma emocji i oczekiwań tysięcy inwestorów. Dzisiaj łatwo mówić o bańce. Pierwsze trailery Cyberpunka ukazały się w 2013 r. W momencie premiery Wiedźmina 3 kurs CD Projekt był w granicach 30-40 zł. Cały dalszy wzrost to efekt oczekiwań związanych z nową grą.

Prace nad Cyberpunkiem chyba nieco przerosły CD Projekt. Crunch trwał podobno dwa lata.

Trzeba pamiętać, że crunch jest w tej branży czymś naturalnym. Inna sprawa, że inwestorzy żądają zysków. Nacisk z ich strony jest czasami nie mniejszy, niż nacisk ze strony graczy.

Trudno im się dziwić. Prezes Adam Kiciński już w styczniu mówił, że gra jest prawie gotowa.

I widzimy tego efekty. CD Projekt mocno rozbudził nadzieję. W życiu nie widziałem, żeby studio deweloperskie z uwielbianego stało się takim obiektem do ataku. Miotamy się ze skrajności w skrajność. Jednego dnia ludzie były gotowi zapisać się do kościoła wyznawców CD Projektu, następnego dnia pójść z widłami i pochodniami na siedzibę spółki. Niestety tak działają media społecznościowe.

Może po prostu skala wyzwania ich przerosła.

Nie brakuje i takich głosów. Tego oczywiście nie wiemy. Ja myślę, że powinniśmy dać im szansę. Mówi się, że CD Projekt to ostatnia nadzieja tzw. graczy hardkorowych. Wypuszcza produkcje z bardzo rozbudowaną rozgrywką, pozbawione mikropłatności. Stawiają graczy na pierwszy miejscu. Z tym są kojarzeni.

Nikt też nie robi takich zasięgów w internecie. Szef Brand24 Michał Sadowski podał, że premiera Cyberpunka mogła równać się pod tym względem z wejściem do kin Gwiezdnych Wojen.

To było nieprawdopodobne, ale jeszcze bardziej zaskoczyło mnie to, że gra weszła pod strzechy jeszcze przed premierą. Szał na Star Wars przyszedł po debiucie filmu, który został światowym fenomenem. A Cyberpunk? Kubki, puzzle, żele pod prysznic sprzedawały się, zanim ktokolwiek ujrzał finalną wersję gry.

Notowania CD Projekt w ciągu ostatnich 5 lat/źr: Investing.com

Może dlatego optymiści mówią, że ten falstart jest nieistotny. Cyberpunk zostanie naprawiony, gra sprzeda się w milionach a CD Projekt będzie zarabiał na nim latami dzięki możliwość rozwijania swojego autorskiego świata.

Żeby tak się stało, w świat musi pójść fama: CD Projekt „dowiózł”. A o to wcale nie musi być trudno. Jednego dnia gracze ich uwielbiają, następnego na nich plują. Co stoi na przeszkodzie, by trzeciego dnia znów ich kochali? Gracze szybko zapominają. W historii branży było już kilka takich niegrywalnych gier na starcie, które ostatecznie osiągnęły komercyjny sukces.

Widać zresztą, że CD Projekt jest znakomicie przygotowany do zarabiania na Cyberpunku. Jeśli szybko poprawi błędy, to ma potencjał, by wyjść poza ekran komputera. Nie może być tak, że gracz kończy rozgrywkę i to jest koniec. On musi mieć możliwość, by pójść do sklepu, zapłacić za gadżety.

Co teraz może zrobić CD Projekt? Rafał Hirsch pisał u nas, że strategia polegająca na jednym przeboju jest nie do utrzymania, spółka straciła zaufanie graczy i inwestorów.

Mamy już dwa przeboje, bo udało się w końcu wyjść poza świat Wiedźmina. Do Cyberpunka można teraz robić dodatki, wersję online i przy okazji rozwijać pierwszy hit, czyli właśnie Wiedźmina. Polska spółka wreszcie staje na dwóch nogach. To dobrze, duże studia mają bogate portfolia, zawierające wiele tytułów. Stawianie wszystko na jednego konia jest skuteczne, gdy wszystko ci się udaje. Zgadzam się z Rafałem Hirschem, że jeden megahit raz na 5 lat to ryzykowna koncepcja.

Ale wróćmy do tego, co tu i teraz. Zarząd musi tłumaczyć się z porażki Cyberpunka., a spółka została zaatakowana pozwem przez amerykańską kancelarię. Kolejne wiszą w powietrzu. Sytuacja jest poważna?

Amerykanie lubią się sądzić o różne rzeczy. Pamiętajmy, że to u nich toczyła się rozprawa o zbyt gorącą kawę w McDonaldsie.

To tylko bicie piany?

Sytuacja nie jest taka oczywista. Jasne, gra jest niedopracowana, zarząd CD Projekt ukrył tę informację. Z drugiej strony co miał zakomunikować? Nie kupujcie Cyberpunka, bo jest niedopracowany? Działałby wtedy na szkodę własnej spółki. Sytuacja w tym przypadku nie jest czarno-biała.

Jeżeli okaże się, że gry nie uda się poprawić, to pozwy miałyby pewne szanse. Wszystko okaże się w ciągu 2-3 miesięcy.

Na fiasko liczą pewnie „szortujący”, którzy grają na spadki CD Projektu. Amerykańskie fundusze widzą coś, co część inwestorów przegapiła?

CD Projekt to najbardziej rozpoznawalna spółka z polskiego rynku z dużymi obrotami. Na czym mają grać Amerykanie, jeśli nie na nich? Z punktu widzenia zachodnich funduszy w Polsce jest naprawdę mało firm notowanych na giełdzie, które można rozgrywać. Do tego doszła słynna rekomendacja Bank of America z ceną docelową 100 zł za akcję. Wycena giełdowa waha się obecnie w przedziale 250-300 zł. Jest więc potencjał do spadków.

Szortujący patrzą też na pozwy, obstawili scenariusz, w którym CD Projekt nie da rady szybko załatać gry. Będą teraz cytowali Kicińskiego, który zapewniał, że rok temu gra była grywalna i łapali go za słówka.

Spółkę czekają trudne chwile?

Jeżeli ktoś jest amerykańskim inwestorem, nie znaczy wcale, że jest nieomylny. Przypomnijmy, jak skończyli inwestorzy, którzy grali krótko na Tesli. I gdzie kurs Tesli jest dzisiaj…

Rozstrzał prognoz wśród analityków jest dzisiaj kosmiczny. Część lokuje cenę docelową gdzieś między 350 a 400 zł, mBank uznał niedawno, że papier CDR jest wart 232 zł. Skąd tak duże rozbieżności?

Witamy w świecie pisania rekomendacji i wróżenia z fusów (śmiech). Inaczej analizuje się spółki produkcyjne np. produkującej krzesła, a inaczej branżę gamingową. W przypadku tej pierwszej mamy stały, możliwy do przewidzenia wzrost kosztów pracy, materiałów. Prognozy przychodów są w miarę proste.

W przypadku gamingu to dużo bardziej skomplikowane. Jedynym pewnikiem jest to, że studio wyda kiedyś jakąś grę. Jaka ona będzie, ile sztuk się sprzeda, co to w ogóle będzie za gra? To już czyste spekulacje. Prognozowanie robi się absurdalnie trudne. Każdy robi więc własne założenia, zakłada inną sprzedaż. I później mamy taki rozstrzał w wycenach.

W dodatku w przypadku takiej spółki jak CD Projekt nie znamy dokładnych planów na przyszłość. Czy Wiedźmin 4 powstanie? Przecież to czysta zgadywanka, pisanie palcem po wodzie.

Mimo to pojawiają się też głosy, że akcja CD Projektu może być niedługo warta 500 zł. Może po prostu gaming stał się kurą znoszącą złote jaja? Hasłem, po którego usłyszeniu, gotówka ląduje na stole.

W Polsce rzeczywiście tak się stało, a pozytywnym „winowajcą” jest sukces CD Projektu. Jego światowy sukces spowodował, że na warszawskiej giełdzie notowanych jest powyżej 50 spółek gamingowych. Budżety największych gier przekraczają wiele topowych produkcji z Hollywood. Granie w gry przestało być kojarzone z głupawym hobby nastolatków. To wielki przemysł, ogromny biznes i potężne pieniądze.

Inwestorzy też to dostrzegli i wyceny spółek giełdowych sięgają astronomicznych poziomów. Przykładowo, wycena CD Projektu była przez długi czas wyższa niż KGHM-u, dalej jest wyższa niż Orlenu. Do debiutu Allegro twórca gier o Wiedźminie był największą polską spółką giełdową.

Producent „gierek” staje się w ten sposób większy od rafinerii czy banków. Sukces pozostałych deweloperów jest w dużej mierze oparty na tym, że inwestorzy liczą na powtórkę. Na kolejną spektakularną przemianę z małej firmy na globalnego producenta.

Notowania CD Projekt od 2011 r./źr: Investing.com

To spełnienie oczekiwań, że uda załapać się na nowego Facebooka albo Google’a?

Myślenie inwestorów jest takie, że skoro CD Projekt mógł być wart 40 mld zł, to czemu nie zaryzykować i nie kupić małej spółki z New Connect w oczekiwaniu na to samo?

Takie myślenie staje się chyba powszechne. W gry inwestuje Robert Lewandowski, stworzenie własnej firmy gamingowej zapowiedział Friz. Nie obawia się pan nakręcania bańki?

Ona już się nakręca. W Klanie jedna bohaterka opowiadała, że branża gamingowa to żyła złota. Spółki gamingowe, które nie zrobiły jeszcze żadnej gry, miały wyceny na poziomie 0,5 mld zł. Na forach dla inwestorów śmiano się, że przed włożeniem pieniędzy powinno się sprawdzić, czy dana spółka w ogóle robi jakieś gry.

Ale inwestorzy patrzą na CD Projekt i widzą obrazy działające na wyobraźnie. Gdy CD Projekt pokazywał pierwszego Wiedźmina na targach CES, gra była prezentowana na wielkim starym pececie gdzieś w kącie sali. Lata później za twarz Cyberpunka robi Keanu Reeves. Trwa poszukiwanie następnego jednorożca, choć po potknięciu CD Projektu zapędy inwestujących zostaną zapewne nieco schłodzone. Osiąganie wysokich wycen nie będzie już takie proste.

Mówi pan, że hasło gaming nie dołączy do „słów kluczy” rozpruwających kieszenie inwestorów jak cloud computing, machine learning albo blockchain?

Trudno powiedzieć. Branża gamingowa już dzisiaj jest prawdopodobnie większa niż przemysł filmowy. Ale czy to jej sufit, czy też może dopiero startujemy i jej wartość zwiększy się jeszcze 10-krotnie? Tak jak mówiłem na początku – z tego typu prognozami trzeba byłoby udać się do wróżki.