Do Polski wchodzi konkurent FlixBusa. Sprawi, że znów będziemy jeździć za złotówkę?

Czy jeżdżenie za złotówkę po Europie jest jeszcze możliwe? Niebawem się o tym przekonamy. Po wakacjach do Polski wejdzie BlaBlaBus – konkurent FlixBusa. A to oznacza wojnę cenową, która zapewne ucieszy pasażerów.

Ofert podróży za złotówkę próżno dzisiaj szukać. Linie lotnicze, głównie Ryanair, wycofały się z takich promocji już lata temu.

Czytaj też:

Stosunkowo niedawno miał je u siebie Polski Bus. Potem, jak dobrze pamiętamy, operator przemalował się na zielono w ramach integracji swojego systemu z europejskim potentatem rynku przewozów autobusowych – FlixBusem. Bilety po 99 groszy chwilowo wróciły, ale mogliśmy się spodziewać, że ten stan nie potrwa zbyt długo.

Testowanie wytrzymałości pasażerów

FlixBus dochrapał się pozycji monopolisty i zaczął testować wytrzymałość pasażerów. Ceny niezauważalnie rosły, z promocyjnych 99 groszy zrobiło się z czasem 4,99 zł. A i ta pula jest przecież zatrważająco mała. Wszystko toczyło się zgodnie z oczekiwaniami.

Po zdobyciu rozpoznawalności i ugruntowaniu swojej pozycji FlixBus zaczął sprzedawać bilety po kilkadziesiąt zamiast po kilka złotych (czyli po ich rynkowej wartości), a rozpieszczeni klienci pieklili się na forach internetowych. Ale i tak kupowali, bo w porównaniu z przejazdem samochodem albo PKP, stawki oferowane przez platformę wciąż wyglądają całkiem atrakcyjnie.

Przed zielonym operatorem stoi jednak kolejne wyzwanie. Rzeczpospolita dowiedziała się, że na przełomie września i października nad Wisłę zawita nowy operator – BlaBlaBus.

Nazwa nie wprowadza w błąd. Przewożenie ludzi autokarami to efekt rozszerzania działalności przez BlaBlaCar – usługi, która pozwala kierowcom łączyć się z pasażerami na długich trasach.

Polska będzie piątym rynkiem, na którym Francuzi przetestują swoją nową koncepcję. Start nastąpił (a jakżeby inaczej) na rynku macierzystym, później BlaBlaBus pojawił się też na rynkach Beneluksu, w Niemczech i we Włoszech.

Operator chce działać na tej samej zasadzie co FlixBus. Nie posiada własnej floty pojazdów. Dogaduje się za to z miejscowymi przewoźnikami, daje im rozpoznawalny szyld i umożliwia korzystanie z platformy do sprzedaży biletów. Co ciekawe, w Polsce, według informacji Rz, jednym z zainteresowanych współpracą podmiotów jest PKS Polonus, który należy do Skarbu Państwa.

Wojna cenowa

Rzut oka na oferty BlaBlaBusa za granicą pozwalają zaryzykować stwierdzenie, że czeka nas prawdziwa wojna cenowa. W Niemczech platforma wystartowała 24 czerwca i już na początek rzuciła pulę biletów po 99 centów na przejazdy wewnątrzkrajowe. Za taką sumę możemy pokonać np. ośmiogodzinną trasę z Berlina do Frankfurtu.

Bardzo tanio sprzedawane są też bilety we Włoszech. Na głównej stronie wiszą aktualnie oferty wyjazdów do Marsylii, Lyonu i Paryża. Wszystkie zaczynają się od 2,99 euro.

Na polskojęzycznej stronie na razie aż takich rewelacji nie ma. Witryna nie uwzględnia na razie polskich miast. Kusi za to paroma perełkami za granicą, jak trasa Bruksela-Paryż za niecałe 6 zł. Na ewentualną ekscytację albo rozczarowanie bedziemy jednak musieli zaczekać nieco bliżej daty startu usługi nad Wisłą.

Stoicki spokój

W wypowiedziach dla mediów przedstawiciele FlixBusa zachowują stoicki spokój. W rozmowie z Tagesspiegel stwierdzili, że są „przyzwyczajeni do ostrej konkurencji”, a w Polsce zapowiadaj nawet, że ich celem jest zwiększenie oferty o 50 proc. i dwukrotny wzrost liczby partnerów.

Prawda jest zresztą taka, że niemieckiego potentata rynku przewozowego trudno będzie zatrzymać. Właściciel FlixBusa — spółka FlixMobility — działa z dużym rozmachem. W pierwszym kwartale ubiegłego roku na tory wyjechał Flixtrain. Ceny połączeń zaczynają się od niespełna 10 euro. Siatka połączeń nie jest na razie przesadnie rozbudowana, ale nie o to chodzi.

W zamyśle pociągi i autobusy mają się bowiem uzupełniać, tak by poszczególne biznesy spółki nie zaczęły się kanibalizować (w pewnej mierze i tak do tego jednak dojdzie, już zapowiedziało wejście w buty BlaBlaCar i uruchomienie usługi carpoolingu).

W Polsce FlixMobility nie informowało o podobnych planach, a trochę szkoda. Chętnie przyjrzałbym się, jak spółka wypadłaby w bezpośredniej rywalizacji z naszym narodowym przewoźnikiem.