Morawiecki realizuje tajny plan ws. frankowiczów. Banki czeka srogi zawód i najczarniejszy ze scenariuszy

Bankowcy nie rwą się wcale do ugód z frankowiczami, które proponuje KNF i mają własny plan, który podsunął Związek Banków Polskich: przewalutowanie kredytów po średnim kursie NBP. Dziś część frankowiczów nie chce słyszeć nawet o przewalutowaniu kredytów po kursie z dnia zaciągnięcia, choć jeszcze kilka lat temu był to ich wymarzony scenariusz. Zakamuflowana propozycja, ZBP pokazuje, że bankowcy z frankowiczami nie dogadają się chyba nigdy.

Związek Banków Polskich pokazał właśnie wyliczenia, ile kosztować może rozwiązanie problemu kredytów walutowych. Niby nic w tym dziwnego. Na początku marca swoją wersję zaprezentowała Komisja Nadzoru Finansowego, o czym pisałam niedawno.

Wyliczenia KNF ewidentnie odnoszą się do scenariuszy, w których koszty poniosą banki w zależności od tego, jak na każde z pytań postawionych przez Pierwszą Prezes Sądu Najwyższego odpowie jego Izba Cywilna. Z kalkulacji KNF wynika, że koszty dla sektora bankowego mogą wynieść od 34,5 mld zł do 234 mld zł. 

Najtaniej bankom wyszłoby dogadać się z frankowiczami i przewalutować kredyty tak, jak proponuje KNF. Najgorszy dla banków scenariusz to unieważnienie kredytów i sądowy nakaz zwrócenia zapłaconych dotąd rat kredytobiorcom, ci zaś nie musieliby wcale zwracać pożyczonego na mieszkanie kapitału.

Bizblog.pl poleca

Kwoty wyliczone ZBP są właściwie bardzo podobne do tych, jakie pokazał KNF. Ale w komunikacie Związku Banków Polskich kryje się ukryty przekaz.

Banki liczą na przewalutowanie po średnim kursie NBP?

Związek oprócz pokazania finansowych skutków decyzji Izby Cywilnej Sądu Najwyższego przedstawia jeszcze jedną liczbę: koszt, jaki poniosłyby banki, gdyby przewalutowały wszystkie frankowe kredyty po średnim kursie NBP.

Mówiąc inaczej, to koszt scenariusza, w którym banki przerzucają na klientów całe ryzyko kursowe, nie ponosząc konsekwencji wadliwości prawnej zawieranych umów, a jedynie rezygnują ze spreadów. Koszt takiego scenariusza to zaledwie 6 mld zł. Tyle co nic w porównaniu do wszystkich poprzednich wariantów.

Rzecz w tym, że takiego scenariusza nie ma na stole. Nie ma go od dawna. Po co więc ZBP to policzyło? Właśnie po to, żeby scenariusz ten na nowo wprowadzić do debaty publicznej.

Czy bankowcy naprawdę liczą, że taki scenariusz jest realny? Dziś część frankowiczów krzyczy, że ugody proponowane przez KNF, a więc przeliczające ich kredyty po kursie franka szwajcarskiego z dnia zaciągnięcia to skandal. Że już za późno. Że trzeba było wyjść z taką propozycją kilka lat temu. Dziś już nie mają zamiaru wyjść w kierunku banków ani o krok, tylko chcą walczyć o całą stawkę w sądzie. Propozycja oddania im wyłącznie spreadów wywołałaby u nich co najwyżej parsknięcie śmiechem.

Wygląda na to, jakby bankowcom wcale nie zależało na rozwiązaniu tego problemu.

Tajny plan premiera Morawieckiego?

Ba, wygląda na to, jakby nikomu nie zależało na rozwiązaniu problemów frankowiczów, na co wrócił uwagę w swoim komentarzu na łamach „Dziennika Gazety Prawnej” Łukasz Wilkowicz. Ani NBP, ani premierowi, ani ministrowi finansów. A to trochę dziwne, bo najbardziej drastyczny scenariusz, który może nastąpić po orzeczeniu Sądu Najwyższego 25 marca mógłby w teorii zachwiać całym rynkiem bankowym i stabilnością naszej gospodarki.

Dlaczego więc organy państwowe milczą?

A co, jeśli załatwienie sprawy frankowej byłoby finalnym etapem repolonizacji sektora bankowego?

– pyta Łukasz Wilkowicz? 

Kosztowne dla banków rozwiązanie problemu z kredytami walutowym nie dla każdego banku byłoby jednakowo bolesne. Dwa największe banki w Polsce – PKO BP i Pekao, które skontroluje Skarb Państwa, z pewnością przełknęłyby nawet duże obciążenie z tego tytułu bez większego uszczerbku. Są jednak banki należące do zagranicznych właścicieli, które mogłyby tego procesu nie przetrwać. A to doskonała okazja do przejęcia.

Na marginesie, jednym z zagrożonym banków byłby z pewnością ten należący do Leszka Czarneckiego, który ma obecnie grubo na pieńku z władzą. Ta teoria ma sens.

Tak czy inaczej, zapewne w kuluarach prac nad ugodami z frankowiczami dzieje się więcej niż moglibyśmy sobie wyobrazić.