Polska Tesla powstanie w Sanoku. I już teraz ma wiele wspólnego z tą Elona Muska

Polska Grupa Zbrojeniowa i należący do niej Autosan podpisali porozumienie z największymi spółkami energetycznymi w Polsce. Umowa państwowych przedsiębiorstw zakłada, że producent w ciągu najbliższych lat dostarczy sygnatariuszom umowy setki pojazdów elektrycznych.

Historia potrafi pisać bardzo nieprawdopodobne scenariusze. Jeszcze trzy lata temu po wejściu do Autosanu Polskiej Grupy Zbrojeniowej, spółka miała zająć się produkcją patriotów. A dokładniej współprodukcji, bo ówczesny szef MON Antoni Macierewicz był przekonany, że uda mu się włączyć firmę z Sanoka do programu i zachęcić Amerykanów do brania od niej komponentów zestawu antyrakietowego. Dlaczego? Ano dlatego, że fabryka miała doświadczenie w budowie stalowych szkieletów konstrukcji.

Bizblog.pl poleca:

Dwa lata później w sprawie fabryki Autosanu głos zabrał sam prezes Jarosław Kaczyński. Tu koncepcja nieco się już zmieniła, bo szef PiS zapowiedział przejęcie spółki przez Polską Grupę Energetyczną. Problem w tym, że PGE nic o tym nie wiedziała. Do transakcji do tej pory nie doszło.

Od rakiet do autobusów

W rozmowie z „Rzeczpospolitą” prezes PGZ tłumaczył, że Autosan wygenerował przez ostatnie lata gigantyczną stratę i ma problemy z płynnością finansową. Przyznał też, że idea reaktywacji bankrutującego zakładu była o tyle szlachetna, co nieprzemyślana. PGZ wpakowała już w Autosan grubo ponad 100 mln zł.

Błąd polegał na tym, że przejęliśmy od syndyka firmę, której obecny profil produkcyjny w mojej ocenie odległy jest od naszego podstawowego biznesu – wyjaśniał.

Ale w tej chwili PGZ nie ma już wyjścia – musi brnąć dalej. Grupa podpisała właśnie porozumienie z Polską Grupą Energetyczną (sic!), Tauronem i Eneą. Cel?

Ustalenie zasad współpracy w zakresie elektryfikacji floty pojazdów wykorzystywanych przez spółki energetyczne lub też przedsiębiorstwa z ich grup kapitałowych w działalności operacyjnej przy wytwarzaniu i dystrybucji energii elektrycznej – czytamy w komunikacie PGZ

Autosan dostanie za zadanie wyprodukowanie ok. 1500 pojazdów elektrycznych, które mają zastąpić dotychczasowe floty pojazdów specjalnych wykorzystywanych przez operatorów sieci dystrybucyjnych, pogotowie energetyczne czy służby monterskie. Rocznie producent ma dostarczyć do każdej ze spółek, które podpisały porozumienie, około 100 elektryków.

Polska Tesla z Sanoka

W tych okolicznościach przyrody nazywanie Autosanu polską Teslą nie może nie pobrzmiewać lekkim szyderstwem. Ale nie do końca tak jest. Obie spółki zajmują się przecież produkcją pojazdów elektrycznych i obie od lat jadą na deficycie.

I Tesla, i Autosan narzekają też na brak mocy przerobowych. Różni je tylko skala. Polski producent narzekał na zbyt krótkie terminy realizacji w ubiegłym roku. To dlatego firma z Sanoka miała odpuścić kilka przetargów organizowanych przez wojsko.

Okazało się, że Autosan nie jest w stanie przeskoczyć liczby 170 sztuk wyprodukowanych w ciągu roku (prezes firmy liczy, że rentowność uda się podnieść powyżej 500). Podobne problemy mieli też rzeszowianie, którzy wręcz błagali Autosan o podpisanie umowy na dostawę autobusów do swojego miasta. Bezskutecznie.

Na domiar złego Autosan jest dzisiaj ścigany przez prokuraturę, która podejrzewa, że spółka PGZ mogła sprzedać polskim miastom 150 pojazdów poniżej kosztów produkcji. Z punktu widzenia podatnika wychodzi na jedno. Najpierw dotujemy niewydolną firmę, żeby potem prezydent albo burmistrz przyoszczędzili na zakupach. Gorzej to wygląda, gdy spojrzymy na ten proceder oczami konkurencji, która przegrywała z Autosanem przetargi.

W tych warunkach porozumienie podpisane przez energetycznych gigantów wygląda jak rzucenie koła ratunkowego. Autosan jest jak bokser, który po jednym potężnym nokdaunie, wstał z pomocą trenera, ale cały czas chwieje się na nogach i błędnym wzrokiem szuka liny, na której mógłby się podeprzeć. Pytanie tylko, czy to właściwy moment, by wymagać od niego kreatywnego myślenia i innowacyjności.