Airbnb pali miliony dolarów. Chce olśnić inwestorów przed debiutem na giełdzie

AirBnb zapowiedziało debiut giełdowy na 2020 r. Startup od dawna solennie się do tej chwili przygotowuje. Być może szło mu tak dobrze, że miał szansę nawet zacząć zarabiać pieniądze. Na szczęście w ostatniej chwili ktoś przytomny zawołał: zaraz, a dlaczego by nie wpakować setek milionów w marketing? I wszystko wróciło na właściwe tory.

Mogło by się wydawać, że po IPO Ubera i Lyfta zapał startupów do ostentacyjnego wydawania pieniędzy nieco osłabnie. I jedna, i druga spółka straciły przecież na wejściu dużo na wartości i to pomimo szumnych zapowiedzi o tym, jaką rewolucjonizują rynek. Uber po przepaleniu 5 mld dol. w kwartał nieco się zresztą opamiętał i w ostatnich miesiącach skoncentrował się na masowych zwolnieniach w centrali. Głównie w działach… marketingu.

To ile zarabiacie w tym Airbnb?

Airbnb na razie się nie chwali wynikami finansowymi . Firma jest w prywatnych rękach i do czasu emisji nie ma takiego obowiązku. Lubi za to, jak to startup, podkreślać, że cały czas dynamicznie się rozwija. W drugim kwartale zanotowała miliard dolarów przychodu i działała już w 1000 miast na całym świecie. Jak przełożyło się to na zyski? To świetne pytanie, niestety pozostaje bez odpowiedzi.

Od czego są jednak wścibscy dziennikarze. The Information donosi, że Airbnb zwiększyło w pierwszym kwartale tego roku wydatki na marketing i sprzedaż o 58 proc. Na ten cel poszło 367 mln dol. Łączne wydatki miały pójść  w górę o 47 proc., podczas gdy przychody wzrosły zaledwie o 31 proc. Platforma odmówiła komentarza, informując tylko, że 2019 to „duży rok inwestycyjny”.

Ostatnia wycena Airbnb miała miejsce w 2017 r. Startup wyceniono wtedy na 31 mld dol. Im dłużej firma zwleka z wejściem na parkiet, tym atmosfera wokół niej będzie robić się gęstsza. Wall Street straciło ostatnio cierpliwość do innowacyjnych startupów i coraz częściej domaga się weryfikacji. Ofiarą tej polityki został były prezes WeWork Adam Neumann. CEO firmy ustąpił ze stanowiska po publikacji prospektu emisyjnego. Inwestorzy stwierdzili, że nie są pewni, czy WeWork jest w stanie kiedykolwiek wyjść ponad kreskę i czy przetrwa nadciągającą recesję. IPO startupu zostało odłożone w bliżej nieokreśloną przyszłość.

Wokół startupów gęstnieje atmosfera

Z problemami po debiucie zmagają się praktycznie wszyscy tech-giganci, którzy pojawili się w ostatnim czasie na parkiecie jak Slack, Pinterest czy Cloudfare. Rok 2019 miał być rokiem stojącym pod znakiem wielkich wejść na giełdę. I tak rzeczywiście jest. Zamiast zachwytu i bijących rekordy kapitalizacji mamy jednak głęboki niesmak i rosnący sceptycyzm.

W takiej atmosferze odwlekanie debiutu przez Airbnb nie wydaje się takim złym pomysłem. Ten dodatkowy czas trzeba jednak dobrze spożytkować. A szefowie platformy sprawiają wrażenie jakby poruszali się po omacku. Jeszcze niedawno Kathleen Smith, dyrektor generalny Renaissance Capital, tłumaczyła przecież Reuterowi, że Airbnb nie jest skazane na porażkę, jeżeli wykaże, że potrafi zarabiać pieniądze, nie wydając przy okazji fortuny na marketing. Póki co szefowie Airbnb postanowili działać dokładnie na odwrót.