Relacje

Widzieliśmy na żywo nowe Audi A6. Próbowaliśmy znaleźć wady. Było trudno

Relacje 10.03.2018 63 interakcje
Piotr Barycki
Piotr Barycki 10.03.2018

Widzieliśmy na żywo nowe Audi A6. Próbowaliśmy znaleźć wady. Było trudno

Piotr Barycki
Piotr Barycki10.03.2018
63 interakcje Dołącz do dyskusji

Kazali mi w każdym opisywanym samochodzie znaleźć jakieś wady. Gdy chodzi o nowe Audi A6, może być z tym problem. 

Nowe Audi A6 gra bowiem w tak wysokiej lidze, że na jakiekolwiek wpadki nie ma najmniejszego miejsca. Wystarczy jedna czy dwie, żeby klienci na co najmniej jedną generację zdecydowali się na przejście do konkurencji. A ta w ostatnich latach jest wyjątkowo mocna.

Wiele jednak wskazuje, że A6 najnowszej generacji będzie mogło rywalizować z każdym samochodem ze swojego segmentu jak równy z równym. Wygląd jest wprawdzie kwestią gustu, ale odświeżenie karoserii i upodobnienie A6 do najnowszych wersji A7 czy A8 zdecydowanie wyszło tutaj na dobre.

Nawet pomimo tego, że z profilu nowa generacja wygląda łudząco podobnie do swojego poprzednika. Który z kolei był podobny do poprzednika. I tak dalej.

Z zewnątrz nowe A6 jest więc jednocześnie zmienione, i dobrze znane. Ale to, co przypadło mi do gustu najbardziej, to wnętrze.

Audi zdecydowało się tutaj na rozwiązania znane m.in. z nowej A8. Przed kierowcą, usadowionym w ogromnym, wręcz przesadnie wygodnym fotelu, umieszczono więc trzy spore ekrany – z zegarami, tuż za kierownicą, ulokowany centralnie wyświetlacz multimedialny i panel sterowania klimatyzacją.

I tak, ktoś mógłby się spierać, że to zdecydowana przesada. Ale wszystkie te ekrany wkomponowano tak dobrze w minimalistyczny kokpit, że wsiadając do A6 ma się wrażenie, że wszystko jest dokładnie tak, jak być powinno i przede wszystkim tam, gdzie być powinno.

Przycisków w zasadzie tu nie uświadczymy. Są tylko te najbardziej oczywiste – np. na kierownicy, od regulacji foteli czy zestaw kilku podstawowych przy dźwigni zmiany biegów:

Nastawienie na obsługę dotykową rodzi standardowy problem – trzeba to będzie wycierać i czyścić. Ale dwie rzeczy w nowym A6 wypadają w kwestii wnętrza naprawdę dobrze.

Po pierwsze: jest fenomenalnie zaprojektowane.

Pierwsze miejsce w moim wnętrzniarskim sercu zajmuje bez dyskusji Volvo, ale tuż za nim muszę chyba wygospodarować miejsce dla Audi. Poczucie przestrzeni, ilość światła we wnętrzu, proste, ale bardzo stylowe detale – jest za co chwalić ten wystrój.

Nie jestem pewien, czy odnajdą się w nim osoby poszukujące wizualno-sportowych doznań, bo całość jest raczej stateczna, ale to, co zaprezentowano w Genewie, doskonale nadawało się na wnętrze luksusowej limuzyny. Na dodatek idę o zakład, że całość ani szybko się nie zestarzeje, ani szybko nie opatrzy.

Część zabiegów stylistycznych, takich jak np. półeczka nad schowkiem przed pasażerem nie ma większego sensu. Ale za to jak wygląda!

Po drugie: dobór materiałów jest rewelacyjny.

Sztuką jest nie tylko dobrać kolory drewna, skóry i plastiku, ale też połączyć to tak, żeby dobrze to ze sobą współgrało. I ponownie – wystawiony w Genewie model robił wszystko w sam raz.

Matowe drewno, aluminiowe wstawki, jasna skóra. Każde przejście, każdy detal – wszystko wygląda na doskonale przemyślane. Żeby nie było – nie jestem pewien, czy o poprzedniej generacji A6 napisałbym dokładnie to samo. Albo inaczej – wnętrze poprzedniego A6 nie przemawiało do mnie właściwie pod żadnych względem.

Tutaj dogadaliśmy się już po pierwszym kontakcie.

Można się przy tym spierać, że samochód to nie tylko ładne kolorki wnętrza, że w zasadzie to te kolorki skór i dopasowanie do nich drewnianych wstawek nie ma żadnego znaczenia, ale biorąc pod uwagę, że to właśnie to wnętrze będziemy obserwować przez przytłaczającą większość czasu posiadania i użytkowania samochodu… nagle staje się to istotne.

I wsiadając do nowego A6 – o którym bez wątpienia można pisać jeszcze więcej i dłużej (poczekajmy na egzemplarz testowy) – od razu poczułem to coś. To coś, co mogłoby mnie sprowokować do tego, żeby o dowolnej porze dnia zabrać kluczyki, wyjść z domu, wsiąść do takiego A6 i pojechać na przykład na drugi koniec Europy.

Niekoniecznie po dojechaniu na miejsce w ogóle wysiadając z samochodu.

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać

Autoblog na Instagramie

Autoblog na Instagramie