Ciekawostki

Ile trzeba zapłacić za nowe Volvo V60? Skonfigurowaliśmy sensowną wersję

Ciekawostki 16.03.2018 21 interakcji
Piotr Barycki
Piotr Barycki 16.03.2018

Ile trzeba zapłacić za nowe Volvo V60? Skonfigurowaliśmy sensowną wersję

Piotr Barycki
Piotr Barycki16.03.2018
21 interakcji Dołącz do dyskusji

Piękne, praktyczne i na start tańsze od konkurencji – takie na pierwszy rzut oka jest nowe Volvo V60. Cena wyjściowa to jednak jedno, a to, ile faktycznie trzeba zapłacić za sensownie wyposażony samochód, to co innego. 

Zajrzeliśmy więc do konfiguratora Volvo i sprawdziliśmy, od jakiego poziomu cenowego warto rozważać zakup V60-tki.

Ile na start?

Teoretycznie 147 tys. zł. Tyle według cennika kosztuje najtańsze V60 z napędem na przód, dwulitrowym, 150-konnym dieslem pod maską i 6-biegową, manualną skrzynią biegów. Dopłata do wersji z automatem oznacza wydatek na poziomie 156 300 zł.

W aktualnym konfiguratorze ta wersja nie jest jednak dostępna. Dostępne są jedynie opcje Momentum i Inscription (odmiana za 147 tys. zł to po prostu „V60” i nie ma nawet tylnych czujników parkowania). Musimy więc założyć, że właśnie 159 tys. zł trzeba zapłacić za najtańsze, choć już i tak całkiem sensownie wyposażone V60. Choć dalej z manualną skrzynią biegów i dieslem 150 KM.

Przy najsłabszych dieslach umieszczono przy okazji adnotację, że wersja ta będzie produkowana dopiero od drugiego tygodnia listopada tego roku. Trochę więc przyjdzie nam poczekać.

Zakładamy przy tym, że Volvo V60 ma być praktycznym, wygodnym, rodzinnym autem, które ma się sprawdzić w każdych warunkach, ale niekoniecznie musi być wyczynowym samochodem sportowym. D3 spokojnie więc wystarczy, ale z automatem i napędem na obie osie.

Startujemy więc od 178 300 zł. 12 tys. dopłaty do mocniejszego D4 (190 KM, AWD) wykorzystamy na doposażenie samochodu.

Co w standardzie?

Standardowo zerknijmy na to, jak wygląda wersja pokazywana jako model wzorcowy:

volvo silniki

I jak wygląda nasze V60 Momentum bez żadnych dodatków:

Rzut oka jeszcze z boku:

A tutaj nasza baza:

I jeszcze tył:

I u nas:

A, jeszcze środek:

A tutaj nasz:

Niestety różnic jest sporo, a i kwota, którą trzeba zapłacić, żeby doprowadzić V60 do wyglądu prasowego, nie jest mała. Lakier? Metaliczny to wydatek co najmniej 3700 zł albo nawet 6700 zł, jeśli wybierzemy taki z palety Inscription. Idziemy więc po taniości i zmieniamy na bazowy czarny lakier.

Felgi? Tu robi się mały bałagan, bo ceny w konfiguratorze i broszurze są inne. Zakładamy więc, że wszystko ponad bazowe 17″ jest fanaberią i przechodzimy dalej.

I tu mała niespodzianka – na razie nie zmieniamy nic, jeśli chodzi o fotele i tapicerkę. Ignorujemy też kosztujące 3400 zł podwójne końcówki wydechów – zamiast tego za 970 zł zastępujemy aluminiowe wstawki w środku wstawkami z drewna, co niestety wymusza dopłatę 510 zł za dodatkowy pakiet oświetlenia. Ale widziałem V60 w takiej wersji na żywo i powiem jedno – warto.

Po części estetycznej nasze auto kosztuje 179 780 zł. Czas przejść do pakietów.

Oj, będzie kosztowało.

Szwedzi, wzorem niemieckich konkurentów, dodatkowe opcje sprzedają zarówno w pakietach, jak i osobno. Te drugie trudno zliczyć, natomiast tych pierwszych jest aż 14. Istnieje spore ryzyko, że przesadzimy, więc trzeba uważać.

A skoro o przesadzaniu mowa, pierwszą opcją, która zaznaczyłbym bez wahania, jest pakiet Luxury Seats. Jest fatalnie drogi (16 700 zł – prawie 10 proc. wartości auta), ale wynika to po części z konieczności dodania tapicerki skórzanej Nappa. Portfel zaboli, ale nasze plecy w dłuższych podróżach zdecydowanie nam podziękują. Przy dodajemy jeszcze najmniejszy pakiet Winter (podgrzewanie foteli i spryskiwaczy) i niestety zbliżamy się do granicy 200 tys. zł.

Pozostałe pakiety kuszą, ale wydaliśmy 16 tys. zł na fotele, więc musimy być ostrożni. Jako że auto ma nam służyć przez cały rok i o każdej porze dnia i nocy, zaznaczamy jeszcze pakiet Light, z pełnymi, adaptacyjnymi światłami LED.

Koło reszty przechodzimy – choć niechętnie – obojętnie. I tak jesteśmy już na poziomie wydatków w wysokości 202 900 zł.

Czas na opcje.

Ta lista jest w przypadku nowego V60 bardzo długa i bardzo ciekawa, ale niestety – skoro to konfiguracja rozsądna – będzie trzeba ominąć sporo interesujących pozycji. Zaznaczmy więc tylko to, co w aucie tej klasy jest obowiązkiem. Na szczęście nie będzie tego dużo.

Pierwszym sporym wydatkiem będzie Keyless Entry (2690 zł). Drugim i trzecim, choć to już kwestia dyskusyjna, duży wyświetlacz zamiast klasycznych zegarów (2020 zł) i Android Auto oraz Apple CarPlay (1640 zł). Na zimowe dni zamawiamy jeszcze podgrzewaną przednią szybę (980 zł) i cofamy się do Wykończenia wnętrza, żeby zamówić podgrzewaną kierownicę (1050 zł).

Żeby auto wyglądało ładniej, zamawiamy jeszcze zdjęcie oznaczeń z tylnej klapy – na szczęście to opcja za 0 zł (choć nie u wszystkich producentów).

Na koniec, w ostatnim odruchu, rzucamy się jeszcze na system audio od Harman/Kardon, licząc na to, że te 3740 zł odwdzięczy się nam w przyszłości odpowiednim dźwiękiem. Niestety na Bowers & Wilkins za prawie 15 tys. zł trochę szkoda nam pieniędzy.

Ile wyszło?

211 210 zł. Standardowo trochę oszczędziliśmy na wyglądzie zewnętrznym (niech już każdy policzy, ile tysięcy trzeba na to wydać), ale w zamian za to mamy naprawdę przyjemne wnętrze i całkiem bogate wyposażenie.

Adaptacyjne światła LED, automatyczna skrzynia biegów, podgrzewane co-się-da, fotele z najwyższej półki z regulacją w każdej możliwej płaszczyźnie, CarPlay, Android Auto, lepszy system audio, duże wyświetlacze, skóra z wysokiej półki, bezkluczykowy dostęp i kilka innych dodatków – tak zdecydowanie powinno wyglądać auto tej klasy.

Oczywiście dałoby się przygotować konfigurację tańszą o ok. 20 tys. zł. Wystarczyłoby zrezygnować z super-wygodnych siedzeń i lepszego zestawu audio. Możemy też jeździć na zwykłych światłach i otwierać drzwi z pilota. Ba, możemy po prostu zamówić bazową wersję w manualu i na szmatach.

Tylko po co wtedy decydować się na samochód premium?

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać