Relacje

Widzieliśmy Volvo V60 na żywo. Jest tak dobre, jak obiecywały zdjęcia

Relacje 06.03.2018 24 interakcje
Piotr Barycki
Piotr Barycki 06.03.2018

Widzieliśmy Volvo V60 na żywo. Jest tak dobre, jak obiecywały zdjęcia

Piotr Barycki
Piotr Barycki06.03.2018
24 interakcje Dołącz do dyskusji

Są samochody, które na materiałach producentów prezentują się świetnie, żeby na żywo rozczarować. Nowe V60 zdecydowanie nie zalicza się do tej kategorii.

Druga generacja Volvo V60 oficjalnie zadebiutowała już kilka dni temu, ale dopiero dziś, podczas genewskich targów, zaliczyło swoją faktyczną, globalną premierę.

I może jestem zbytnim entuzjastą kombi, ale zdecydowanie warto było czekać.

Nowa 60-tka wygląda bowiem na żywo równie dobrze, co na zdjęciach, które wcześniej dostarczył producent. Mocny front z charakterystycznymi reflektorami, długa maska, koła przesunięte jak najbliżej krawędzi, nieprzesadne, ale wystarczające przetłoczenia i elegancko ścięty tył, zakończony równie rozpoznawalnymi co przednie światłami.

V60 jest też wyraźnie krótsze od V90 (4761 mm vs 4939 mm), co jednak nie wpłynęło negatywnie na jego sylwetkę. Ta jest dużo bardziej zwarta, dynamiczna i jednocześnie nie gubi eleganckiego charakteru większych modeli Szwedów.

60-tka w wersji sedan pewnie też będzie atrakcyjnym samochodem, ale wątpię, czy spodoba mi się tak bardzo, jak V-ka.

Jedyne, co mogę zarzucić projektowi nadwozia po pierwszym kontakcie (i w sumie drażniło nieco podczas pierwotnej prezentacji), to sposób poprowadzenia dolnej linii szyb w tylnej części pojazdu. To oczywiście nawiązanie do poprzedniego V60, ale… tam pasowało to bardziej.

Albo po prostu zbyt mocno oczekiwałem po prostu skurczonego V90, gdzie ta linia przebiega poziomo. Cóż, przynajmniej można Szwedów pochwalić za to, że nie klepią wszystkich swoich modeli na jedno kopyto.

Volvo V60 od V90 odróżnić jest bardzo łatwo.

We wnętrzu też zauważymy kilka znaczących różnic. Po pierwsze bagażnik jest zauważalnie mniejszy:

Na szczęście wciąż nie można napisać, że jest mały. Do tego dochodzi jeszcze całkowity brak progu załadunkowego, foremne kształty i kilka praktycznych rozwiązań:

Oczywiście przestrzeń bagażową można powiększyć, składając tylne fotele (60:40):

Możliwe też, że o zwiększenie przestrzeni będą prosić pasażerowie siedzący z tyłu. Jeśli kierowca mocno odsunie się do tyłu, dla wysokich osób miejsca na kolana zostanie na styk. Cóż, to nie seria 90.

Na szczęście odpowiednio wysoko poprowadzona linia dachu gwarantuje nam, że nad głową zostanie odpowiednia ilość miejsca. 

Niemal jak w serii 90 możemy się natomiast poczuć, patrząc na pozostałe części kabiny i opcje dodatkowe. Potrzebujesz chociażby ultrawygodnych foteli z masażem, ale nie chcesz kupować 5-metrowego V90? V60 wystarczy.

Do tego wciąż mamy tutaj ten sam, uwielbiany przeze mnie skandynawski minimalizm i klimat (choć z detalami na modłę XC60).

Szczególnie, gdy zdecydujemy się na jasną tapicerkę i drewniane wstawki uzupełniające projekt kabiny pasażerskiej.

I muszę to napisać po raz kolejny – w tej konfiguracji, niezależnie od tego, czy mówimy o serii 40, 60 czy 90, to najbardziej przyjazne użytkownikowi wnętrza, jakie znajdziemy we współczesnych samochodach.

Bez luksusu na siłę, bez przepychu, bez usuwania zbyt dużej liczby elementów czy bez dodawania zbyt wielu zbędnych gadżetów i dekoracji.

Ot, w sam raz.

I właśnie takie wydaje się być V60 na pierwszy rzut oka. Ani zbyt wielkie, ani zbyt małe. Ani zbyt rzucające się w oczy, ani zbyt skromne.

A do tego jest jednym z tańszych samochodów w swoim segmencie, jednocześnie będąc w tym segmencie zdecydowanie najładniejsze. Oczywiście nie jest tanie – bazowa wersja Momentum z najsłabszym silnikiem D3 i manualną skrzynią biegów kosztuje 159 tys. zł. Ten sam silnik z wyposażeniem Inscription będzie nas kosztował już 178 tys. zł.

To jednak tylko początek. Lista silników, tak jak i wyposażenia dodatkowego, jest bardzo długa. Oprócz podstawowego, 150-konnego diesla do wyboru mamy jeszcze jednostkę D4 o mocy 190 KM, benzynowe T5 (250 KM) i T6 (310 KM), a także hybrydowe T8 (407 KM), oferowane wyłącznie w wersji Inscription i startujące z pułapu 247 300 zł.

Silnik D3 i D4 oferowany jest opcjonalnie z automatyczną, 8-biegową skrzynią biegów oraz napędem na obie osie. T5 z napędem na przód sprzedawany jest wyłącznie ze skrzynią automatyczną, natomiast T8 – wyłącznie w opcji z napędem na obie osie i skrzynią automatyczną.

Pozostaje mi tylko czekać na jazdy próbne i ustawić się w kolejce – prawdopodobnie w redakcji lista osób, które koniecznie chcą się przejechać nowym V60 będzie naprawdę spora…

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać