Felietony

9 lat później – jak Volvo wyszło na ograniczeniu się do czterech cylindrów?

Felietony 09.03.2020 140 interakcji
Piotr Barycki
Piotr Barycki 09.03.2020

9 lat później – jak Volvo wyszło na ograniczeniu się do czterech cylindrów?

Piotr Barycki
Piotr Barycki09.03.2020
140 interakcji Dołącz do dyskusji

9 – tyle lat minie w tym roku od momentu, kiedy Volvo ogłosiło, że nowa linia silników tej firmy składać się będzie wyłącznie z jednostek o maksymalnie 4 cylindrach. Czas sprawdzić, jak Szwedzi na tym wyszli.

Dla przypomnienia, dość szokujący komunikat prasowy został opublikowany dokładnie we wrześniu 2011 r. Volvo zapowiedziało wtedy, że nowa linia silników VEA składać się będzie wyłącznie z jednostek czterocylindrowych. Cel? Między innymi niższe spalanie, niższa emisja CO2, redukcja liczby niezbędnych do produkcji części, obniżenie masy jednostki napędowej.

Dlaczego ten komunikat był taki szokujący? Po pierwsze, Volvo słynęło ze stosowania jednostek 5-cylindrowych – zarówno niezawodnych silników benzynowych, jak i przeważnie bardzo udanych i bardzo popularnych jednostek wysokoprężnych. Po drugie, Volvo starało się wyraźnie wprowadzić swoje modele do segmentów okupowanych m.in. przez Mercedesa, Audi i BMW, a tam brak silników sześciocylindrowych czy ośmiocylindrowych nie uchodził. Zresztą Szwedzi przez jakiś czas mieli w ofercie dość specyficzne V8-ki i jednostki sześciocylindrowe.

Te jednak stopniowo miały znikać z oferty. Znikać miały też 6-tki, a nawet 5-tki. Niektórzy pukali się w czoło, inni kręcili z niedowierzaniem głową. Jeszcze inni pędzili do sekcji komentarzy pisać, jak przepięknie brzmi 5-cylindrowy diesel Volvo i jak to nagrywają sobie jego ścieżkę dźwiękową na kasety, a potem odtwarzają je jako melodię budzika i podczas porannej kąpieli.

Niektórzy nawet do dziś są przekonani, że Volvo popełniło wtedy wielki błąd.

Tak więc przyjrzyjmy się faktom i temu, jak Volvo wyszło na swojej transformacji, tym bardziej, że obecnie w ofercie nie ma już ani jednego modelu, który ma więcej niż 4 cylindry pod maską. Jeśli chcemy mieć inną liczbę cylindrów, to możemy wybrać tylko mniej.

Na początek ustalmy jedno – czy Volvo jest premium?

Jest. Trochę wprawdzie razi mnie brak prawdziwego pneumatycznego zawieszenia dla obu osi, ale poza tym nie widzę żadnego powodu, żeby Volvo nie było uznawane za pełnoprawne auto klasy/marki premium.

To teraz spójrzmy na globalną sprzedaż Volvo.

Popełniłem nawet prosty wykres, bazując na danych podawanych przez Volvo na swojej oficjalnej stronie. Oczywiście można go interpretować na wiele sposobów, ale jedno nie ulega dyskusji – sprzedaż samochodów Volvo leci w kosmos. I to właściwie bez żadnych postojów – te pewnie pojawią się w tym roku, bo Szwedzi już podali, że w związku z epidemią koronawirusa sprzedaż trochę przyhamowała.

Wróćmy jednak do dotychczasowych rezultatów. W 2009-2010 r. Volvo było sprzedażowo w dołku, z którego zaczęło wychodzić w dwóch następnych latach. Potem miał miejsce znów chwilowy spadek, a po nim – nieprzerwany wzrost, który dodatkowo dość regularnie przyspieszał.

Liczby? W 2010 r. Volvo sprzedało w ciagu roku 373 525 samochodów. W 2013 r. – 427 840 sztuk. W 2015 r. – przekroczono pół miliona (503 127). W 2018 r. było to już 642 253 aut, a w 2019 r. –  rekordowe 705 452.

I to w momencie, kiedy po słynnych D5, T6 czy V8 w ich pierwotnych wersjach nie został już nawet najmniejszy ślad. 4 cylindry i koniec – nie pasuje, to można iść do konkurencji. No chyba, że chce pan 3 cylindry, to zapraszamy po odbiór XC40, bo takie też mamy.

Ale konkurencja ma więcej cylindrów w swoich segmentach i dzięki temu sprzedaje się lepiej!

Bardzo dyskusyjne.

Spójrzmy na sprzedaż XC90 w Europie. Od 2016 r. sprzedaż jest mniej lub bardziej stała – z wyjątkiem 2016 r., kiedy do klientów trafiło ok 35 500 egzemplarzy, rok w rok z salonów wyjeżdża ok. 30 000 nowych XC90.

W segmencie dużych SUV-ów daje to największemu SUV-owi Volvo pozycję numer 2 (!) na liście najpopularniejszych aut na Starym Kontynencie. Wyprzedza je tylko – i to dość znacznie (prawie 45 000 egzemplarzy) X5. W pokonanym polu XC90 zostawia Range Rovera Sport, Touarega, Mercedesa GLE, Porsche Cayenne, Audi Q8 i Q7, dużego Range Rovera, Land Rovera Discovery, Jeepa Grand Cherokee. Wyższość XC90 muszą uznać teoretycznie tańsze modele, takie jak Sorento, Santa Fe czy Edge.

Czy XC90 sprzedawałoby się jeszcze lepiej, gdyby miało pod maską większy i mocniejszy silnik? Możliwe. Czy opłacałoby się to Volvo? Nie wiem.

Ale pewnie Amerykanie się poznali! Oni nie lubią silników z kosiarek!

Otóż niekoniecznie.

Tak, Volvo XC90 w tamtejszym rankingu popularności nie wylądowało już aż tak wysoko, bo zajęło dopiero 24 miejsce. Aczkolwiek 24 miejsce w Stanach Zjednoczonych wciąż oznacza prawie 36 000 sprzedanych egzemplarzy i jest wynikiem o kilka tysięcy sztuk lepszym od zeszłorocznego.

Mało tego – rynek amerykański jest dość specyficzny i czołówkę, szczególnie tego segmentu, obstawiają albo auta lokalne, albo azjatyckie. Jeśli wyciąć z listy wszystko, co nie jest europejskie, to przed XC90 zostaje tylko Volkswagen Atlas (który jednak trochę jest amerykański), BMW X5 i Mercedes GLE. Koniec. XC90 wyprzedza (o włos, ale jednak) Audi Q7, Q8, Cayenne, BMW X6, a nawet Teslę Model X.

A w Polsce? Przecież Polacy nie wiedzą co dobre i kupują tylko niemieckie!

Po części prawda – kupują głównie niemieckie, jeśli chodzi o nowe i premium. Pierwsze trzy miejsca za styczeń i luty tego roku, według raportu Samar, zajmują kolejno Mercedes, BMW i Audi. Dopiero czwarte jest Volvo, a piąty jest Lexus.

Przy czym warto przyjrzeć się tym wartościom, bo nie do końca jest tak, jak widziałem w jednym z komentarzy, że jest Mercedes, BMW i Audi, potem nic, potem Volvo i Lexus.

Po pierwsze – trzecie na liście audi sprzedało 2717 egzemplarzy w ciągu pierwszych dwóch miesięcy tego roku. Volvo natomiast sprzedało 2064 auta, podczas gdy Lexus… 852. Oczywiście trudno na podstawie dwumiesięcznych wyników ustalać hierarchię na rynku na stałe, ale jednak między Volvo a Audi jest mniej więcej taka różnica jak między Mercedesem a BMW. Między Volvo a Lexusem jest – w analizowanym okresie – mała przepaść.

Ale w Polsce sprzedają się głównie mniejsze SUV-y, które nie potrzebują więcej niż 4 cylindrów!

Trochę tak. Pierwsze miejsce nie tylko po stronie Volvo, ale i w całej kategorii premium w Polsce, zajmuje XC60. Na czwartym plasuje się XC40, które można dostać nawet w wersji 3-cylindrowej, która podobno całkiem przyjemnie jeździ.

Czyli cały ruch robią te dwa modele. Średni i mały.

Można odnieść takie wrażenie i spotkałem się nawet z takim komentarzem. Przy czym nie jest to do końca prawda. XC60 sprzedało się w liczbie 782 egzemplarzy. XC40 – 569. W sumie: 1351 sztuk z 2064, czyli zostaje jeszcze 713 innych.

Czyli nie – ludzie nie kupują od Volvo wyłącznie XC60 i XC40. 713 aut wyjeżdżających z salonów szwedzkiej marki nie było małym ani średnim SUV-em.

Ale wciąż – w Volvo sprzedają się głównie małe i średnie SUV-y?

Nie. Wystarczy spojrzeć na europejskie dane sprzedażowe. W zeszłym roku na 7. miejscu uplasowały się modele V60 i S60, ze sprzedażą na poziomie ok. 64 500 egzemplarzy. Zabrakło zaledwie kilku tysięcy, żeby dogonić… Skodę Superb.

Nie jest to wynik klasy C (ponad 143 000 egzemplarzy) czy BMW serii 3 (124 500 egzemplarzy), a i do A4 daleko (103 000 sztuk), ale to wciąż dobry wynik, o którym taka Giulia czy Jaguar XE mogą tylko pomarzyć. Można tutaj wprawdzie upatrywać różnicy w wysokości sprzedaży w braku mocniejszych jednostek, ale ten segment zdecydowanie stoi 2-litrowymi dieslami. Najwyraźniej przebicie się do topowej trójki jest albo bardzo, bardzo trudne, albo wręcz niemożliwe. Inna sprawa, że V60 nigdy w historii nie sprzedawało się lepiej – nawet wtedy, kiedy pod maską mogło mieć więcej cylindrów.

A S90 i V90?

I to jest dość zaskakujące, bo teoretycznie to kolejny segment, w którym 4 cylindry jak najbardziej wystarczają i z salonów większość dużych limuzyn i kombi wyjeżdża z 4-cylindrowym dieslem pod maską.

Z jednej strony Volvo poszło całkiem nieźle – 4. miejsce, ponad 40 000 sprzedanych egzemplarzy (czyli więcej niż XC90), druzgocące zwycięstwo w pojedynku z XF (niecałe 6000) czy Lexusem ES (mniej niż 4000). Z drugiej natomiast, od trzeciego na liście Audi A6 Volvo jest dwukrotnie słabsze. Lider, Mercedes klasy E, zamiata natomiast całą konkurencją, sprzedając się w liczbie prawie 110 000 egzemplarzy. W sumie nie dziwie się – jest po prostu najlepszy w tym segmencie.

Inna sprawa, że prawie cały ten segment traci. Wyniki klasy E spadły o 9 proc., BMW serii 5 o 18 proc., a Volvo S90 i V90 – o niepokojące 28 proc. Uchowało się jedynie A6, które niedawno debiutowało w nowej odsłonie.

W przypadku V90 i S90 nie powtarza się jednak sytuacja z V60, gdzie nowsza generacja sprzedaje się najlepiej w historii. W szczytowym momencie V70 sprzedawało się w liczbie prawie 90 000 egzemplarzy (1998 r.), natomiast teraz wynik ten jest o ponad połowę niższy – i to biorąc pod uwagę zestawienie samego V70 z sumaryczną sprzedażą V90 i S90.

To jeszcze niech będą dane o XC60 i XC40.

Żeby był pełny obraz. I tak XC40 sprzedało się w zeszłym roku w Europie w liczbie ok. 82 500 egzemplarzy, co pozwoliło zająć 14 miejsce w segmencie kompaktowych crossoverów. Przy czym odległe miejsce wynika z wymieszania aut droższych i tańszych. Jeśli zostawić tylko te premium, to XC40 musi ustąpić wyłącznie BMW X1 i Audi Q3. GLA pod koniec rynkowej kariery trochę osłabł (-3 proc.), chociaż pewnie i bez tej pomocy Volvo udałoby się go pokonać.

W segmencie wyżej XC60 zajmuje natomiast 5. miejsce. Z segmentu premium wygrywają z nim tylko Mercedes GLC i BMW X3. W pokonanym polu Szwedzi zostawiają m.in. Audi Q5 czy całkiem popularną Alfę Romeo Stelvio (ok, Alf sprzedało się 27 000, XC60 – 81 000).

Trochę gorzej z kolei tym dwóm modelom idzie za oceanem. XC60 jest 28. na liście (30 600 sprzedanych egzemplarzy, za GLC, X3 i Q5), natomiast XC40 – 11 (17 700 egzemplarzy, za X1, ale przed Q3 czy X2).

Czy więc cztery cylindry zaszkodziły Volvo?

Póki co – absolutnie nic na to nie wskazuje. Tym bardziej, że przez długi czas lokomotywą pociągową nowej linii modelowej było wielkie XC90 z względnie małym silnikiem. Które zresztą dobrze sprzedaje się cały czas, a do tego, po ostatnim liftingu – jest już sprzedawane niemal wyłącznie w wersjach mniej lub bardziej zelektryfikowanych.

Czy z V8 albo inną szóstką nowe modele Volvo sprzedawałyby się lepiej? Możliwe, choć trudno jest określić, czy ludzie faktycznie chętnie sięgali by po aż tak drogie modele tej marki.

Można oczywiście twierdzić, że wzrost sprzedaży w ostatnich latach wynika właśnie z wymiany nieco już archaicznych modeli na nowsze, ale… przecież te nowe modele mają wyłącznie czterocylindrowe silniki.

I gdyby tego jeszcze było mało, podczas gdy Mercedes, BMW i Audi mają swoje głośne, mocne i spalinowe AMG, M i RS, Volvo postawiło na hybrydowego i elektrycznego Polestara. Doceniam takie pójście pod prąd.

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać