Newsy / TechMoto

Volvo rzuca wyzwanie… liniom lotniczym. Oto Volvo 360c, w którym można żyć, pracować i podróżować

Newsy / TechMoto 05.09.2018 13 interakcji
Piotr Barycki
Piotr Barycki 05.09.2018

Volvo rzuca wyzwanie… liniom lotniczym. Oto Volvo 360c, w którym można żyć, pracować i podróżować

Piotr Barycki
Piotr Barycki05.09.2018
13 interakcji Dołącz do dyskusji

Co tam inni producenci samochodów – Volvo swoim nowym modelem studyjnym rzuca wyzwanie… liniom lotniczym. Oto Volvo 360c.

Po co latać, skoro można być dowiezionym na miejsce? Takie właśnie pytanie stawiają Szwedzi, prezentując swoją wizję motoryzacyjnej przyszłości – model 360c, który ma być nie tyle miejscem do jeżdżenia, co… miejscem do życia.

Jeżdżenia, nie prowadzenia.

Volvo 360c – napędzane oczywiście silnikiem elektrycznym – nie ma kierownicy. Nie ma też pedałów. Nie przewiduje w żadnym wypadku manualnego trybu jazdy. Jest – tylko i aż – salonem, biurem albo sypialnią na kołach.

Sypialnią, w której możemy zasnąć w miejscu A, a obudzić się w miejscu B oddalonym o kilkaset kilometrów. Salonem, w którym możemy spotkać się ze znajomymi, a w trakcie spotkania przemieścić do kolejnego punktu naszej podróży. Albo biurem, którym możemy dojechać bezpośrednio do klienta, zajmując się przy okazji po drodze własnymi sprawami. Ba, to może być nawet nasze główne biuro i jednocześnie środek transportu, zapewniane przez pracodawcę. Tak przynajmniej widzi to Volvo.

Niewiele ma to wspólnego z motoryzacją, jaką znamy dzisiaj i z tym, jak dzisiejszą motoryzację pojmujemy.

Ale o co chodzi z tymi samolotami?

Niestety ta część prezentacji Volvo 360c przemówi głównie do klienta amerykańskiego. To tam rocznie rejsy krajowe realizuje ponad 740 mln osób. To tam, ze względu na ogromne odległości, samolot okazuje się często oczywistym i domyślnym środkiem transportu.

Tam też – w jeszcze większym stopniu niż u nas – oszczędność czasu wynikająca z podróży samolotem zanika w momencie zderzenia się z rzeczywistością. Do lotniska trzeba dojechać, odstać swoje w korkach, pojawić się na miejscu wcześniej, przetrwać odprawy i kontrole bezpieczeństwa, dopiero po dłuższym czasie trafiając na pokład. Każdy, kto podróżował samolotem nawet po Polsce, też doskonale wie, o co chodzi.

I Volvo chce w przyszłości trochę ten rynek pogryźć. Samochody, które powstałyby kiedyś na bazie dzisiejszego modelu studyjnego, miałyby zapewnić podróż porównywalną czasowo (jeśli liczyć wszystkie dodatki do lotu), ale w warunkach o wiele bardziej komfortowych. Własne łóżko? Proszę bardzo. Własny zestaw multimedialny? Oczywiście. Własne biuro? Jasne.

Do tego do Volvo 360c wsiadałoby się pod własnym domem i wysiadało dopiero w punkcie docelowym. Żadnego dojeżdżania do punktu B, żeby dostać się do punktu C, z którego trzeba później jeszcze taksówką dojechać do docelowego punktu D.

Volvo przy okazji twierdzi, że takie rozwiązanie uniezależniłoby ludzi od mieszkania w bezpośredniej bliskości miast. W końcu jeśli nie tracisz czasu na dojazd, tylko możesz w jego trakcie normalnie pracować, odległość od miejsca pracy nie ma aż tak wielkiego znaczenia (choć jeśli możesz pracować zdalnie z auta, to dlaczego nie zdalnie z domu?).

Wizja piękna, ale…

Do wizji Szwedów i samego modelu 360c można podchodzić na dwa sposoby.

Jeśli przyjąć postawę realistyczną i dodatkowo brać pod uwagę najbliższe lata, to pomysł ten można bardzo łatwo skrytykować, szczególnie w polskich warunkach. Pracować zdalnie można też np. z pociągu dowożącego nas do pracy. Jeśli stać by nas nas było na taki luksusowy salon na kołach, to pewnie stać by nas było na też na szofera, który zawiezie nas naszym autem gdziekolwiek tylko chcemy. A wyspać można się nawet na tylnym fotelu Malucha (tu jakaś historia o wyjeździe nad morze Maluchem w 8 osób).

Z drugiej strony… Tak, projekt Volvo jest na razie całkowicie abstrakcyjny. Nie jest końcowym produktem, nie jest nawet połowicznym produktem i powstał tylko po to, żeby ufizycznić wizję Volvo na to, jak zmieni się w ciągu najbliższych – obstawiam – dekad motoryzacja i jak zmieni się podejście do samochodów. Ale jeśli samochody autonomiczne kiedyś faktycznie staną się rzeczywistością, to nie będzie żadnego powodu, żeby zachowywały formę i większość funkcji obecnych pojazdów. I nie będzie żadnego powodu, żeby ci, których na to stać, dawali się wozić po mieście komputerowi swoim kompaktowym, luksusowym salonem. Podczas gdy inni będą pewnie patrzeć z zazdrością.

Szwedzi są zresztą świadomi tego, że motoryzacja nie stanie się nagle w całości autonomiczna i będzie okres przejściowy, w trakcie którego konieczne będzie opracowanie jakiegoś systemu komunikacji między robotami a ludźmi. I ten okres przejściowy będzie trwał długo, nawet bardzo długo.

Ale jeśli kiedykolwiek samochody autonomiczne odniosą sukces i ludzie zaczną masowo porzucać pojazdy z kierownicą i pedałami, to z czasem przestaną być jedynie zabawką dla najbogatszych. Od tego momentu dzielą nas jednak jeszcze długie lata i masa pytań oraz problemów, na które trzeba będzie odpowiedzieć, i które trzeba będzie rozwiązać.

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać

Autoblog na Instagramie

Autoblog na Instagramie