Wiadomości

Tesla Model Y – wszystko, co musisz wiedzieć o elektrycznym crossoverze

Wiadomości 22.01.2020 45 interakcji
Piotr Barycki
Piotr Barycki 22.01.2020

Tesla Model Y – wszystko, co musisz wiedzieć o elektrycznym crossoverze

Piotr Barycki
Piotr Barycki22.01.2020
45 interakcji Dołącz do dyskusji

Szczególnie, że jego premiera może mieć miejsce już naprawdę niedługo. 

Tesla Model Y, czyli właściwie co?

Czyli drugi crossover/SUV w gamie Tesli, mniejszy niż do tej pory samotny w tej kategorii Model X.

Mniejszy niż Model X o…?

X jest naprawdę potężny, mierząc 5029 mm długości, 1999 m szerokości i 1684 mm, przy rozstawie osi równym 3061 mm. Nie są to może wymiary Mercedesa GLS (5207 mm!), natomiast aktualny GLE jest od X wyraźnie krótszy (4930 mm).

Model Y z kolei ma być odrobinę bardziej kompaktowy. Ma, bo póki co Tesla uznała, że wymiary samochodu można podać na samym końcu, być może wstrzymując niektórych przyszłych właścicieli Igreka od budowy nowego garażu.

Niektórzy oczywiście próbują szacować i zgadywać, jakie wymiary może mieć Y i wychodzi im, że jego długość ma wynosić… około 4,8 m. Czyli wcale aż taki kompaktowy nie będzie – przerośnie chociażby kompaktowego GLC o dobre 15, jeśli nie 20 cm.

A jak się ma do tego wszystkiego Model 3?

Porównanie fotograficzne można zobaczyć chociażby na tym zdjęciu:

Różnica w wysokości jest oczywiście spora, natomiast – jeśli trzymać się wcześniej szacowanych wymiarów – na długość Model 3 będzie krótszy o około 15-20 cm (4676 mm).

Ważniejsze jest jednak to, że Tesla Model Y i Model 3 są pod wieloma względami technicznie zbliżone do siebie.

Ok, czyli Model Y jest podniesioną wersją Modelu 3?

Jeśli chodzi o platformę, to tak – oba osadzone są na tej samej. Dodatkowo oba samochody mają dzielić ze sobą ok. 70 proc. części.

A mimo to Model Y będzie droższy?

Tak. I nie. Najtańsza aktualnie oferowana wersja Modelu Y (RWD, Long Range) będzie w Stanach Zjednoczonych startować od 48 000 dol., nie licząc podatków. Model 3 startuje natomiast od 39 990 dol.

Haczyk tkwi jednak w tym, że Model 3 w bazowej, najtańszej wersji, to również tylnonapędowy wariant, ale ze standardowym zasięgiem. Odmiana Long Range (aczkolwiek dostępna wyłącznie z napędem AWD) kosztuje już… 48 990 dol. Jeśli chcemy dokładnie taki sam napęd w Modelu Y, musimy zapłacić 52 000 dol. Mamy więc do czynienia z dopłatą na poziomie ok. 3000 dol.

To o co w tym właściwie chodzi?

Po pierwsze – w ofercie pojawi się Model Y o standardowym zasięgu (też RWD), ale będzie to miało miejsce dopiero na wiosnę przyszłego roku.

Po drugie, Model 3 ma nad Modelem Y kilka przewag. Głównie jeśli chodzi o zasięg i przyspieszenie. Przykładowo:

  • Model Y Long Range (RWD) przyspiesza do 60 mil na godzinę w 5,5 s, natomiast Model 3 w w zbliżonej cenie (AWD, Long Range) – w 4,4 s
  • Model Y Long Range (AWD) przyspiesza do 60 mil na godzinę w 4,8 s, natomiast tańszy o ok. 3000 dol. Model 3 z tym samym napędem (AWD, Long Range) – we wspomniane już 4,4 s
  • Model Y Performance AWD kosztuje 61 000 dol. i przyspiesza do 60 mil na godzinę w 3,5 s. Tańsza, wyceniona na 56 990 dol. Tesla Model 3 robi to samo w 3,2 s.

Do tego dochodzi jeszcze zasięg. I tak:

  • bazowy Model Y (Long Range, RWD) ma zasięg maksymalny 300 mil, czyli ok. 480 km. Bazowy Model 3 (tańszy o ok. 8000 dol.) ma zasięg 400 km
  • Model Y Long Range AWD ma zasięg 280 mil, czyli 450 km. Kosztująca podobne pieniądze Tesla Model 3 ma zasięg 322 mil, czyli prawie 520 km
  • Model Y Performance ma zasięg 280 mil, czyli 450 km, natomiast Model 3 Performance – 310 mil, czyli prawie równo 500 km

Czyli dostajemy mniej za więcej?

Trochę tak, jak to w SUV-ach i crossoverach bywa, przynajmniej jeśli chodzi o te rzeczy, które zależą od masy i aerodynamiki samochodu.

Z drugiej strony, Model Y powinien być o wiele bardziej praktyczny od Modelu 3, głównie dlatego że:

  • będzie oferował opcję przewożenia 7 pasażerów (za dopłatą). Nawet jeśli chowane fotele w bagażniku nie zapewnią przesadnego komfortu większym osobom, to i tak jest to jakaś przewaga nad Modelem 3, który takiej opcji nie oferuje w ogóle
  • będzie oferował więcej przestrzeni bagażowej i prawdopodobnie trochę więcej miejsca w kabinie (która niewątpliwie będzie też wyższa). Ile dokładnie będzie tej przestrzeni na bagaże? Według oficjalnej specyfikacji – 1900 l. Ale trzeba pamiętać, że to prawdopodobnie pomiar wykonany do dachu, a nie do wysokości rolety

Mamy więc model potencjalnie dużo bardziej praktyczny od Trójki, choć z tą praktycznością też bym nie przesadzał – ostro schodząca linia dachu pewnie znacząco ograniczy zdolności transportowe bagażnika, jeśli chodzi o przedmioty o większych gabarytach.

A jak to wszystko wygląda w środku?

W większości dokładnie tak samo, jak w Modelu 3, przynajmniej jeśli chodzi o minimalistyczny do granic możliwości kokpit.

Czyli w skrócie: żadnych dodatkowych wskaźników, żadnego ekranu przed oczami kierowcy, żadnych zbędnych przełączników. Tylko jeden wielki, 15-calowy wyświetlacz. Ok, i do tego pokrętła na kierownicy plus manetki po bokach kierownicy. Ale to już naprawdę wszystko.

Wyposażenie?

Najtańsza wersja będzie miała w standardzie 18-calowe felgi, biały lakier perłowy, elektrycznie sterowane i podgrzewane przednie fotele, 3 składane fotele w drugim rzędzie, 14-głośnikowy system audio, nawigację, dostęp to internetu, LED-owe reflektory przeciwmgłowe, przyciemniany dach panoramiczny, automatycznie ściemniające się lusterka boczne (elektrycznie składane i podgrzewane), Bluetooth i 4 porty USB. Za dodatkowe 7000 dol. będziemy mogli dokupić pakiet W pełni autonomicznej jazdy, aczkolwiek póki co będzie to po prostu Autopilot, Autopark, Summon i rozpoznawanie znaków i świateł.

Znacząco inne wyposażenie dostaniemy dopiero w odmianie Performance. Na liście wyposażenia znajdą się m.in. 20-calowe felgi, hamulce o wyższej wydajności, karbonowy spoiler, obniżone zawieszenie, aluminiowe nakładki na pedały i… Track Mode. 

Dobra, ale wróćmy do silników i dostępności, bo tam namieszałeś.

Ok, może faktycznie w punktach będzie łatwiej. Aktualnie amerykańska strona Tesli podaje 3 wersje silnikowe:

  • Long Range RWD – 480 km zasięgu, 5,5 s do 60 mil na godzinę, 48 000 dol.
  • Long Range AWD – 450 km zasięgu, 4,8 s do 60 mil na godzinę, 52 000 dol.
  • Performance (AWD) – 450 km zasięgu, 3,5 s do 60 mil na godzinę, 61 000 dol.

Do tego jeszcze dochodzi wersja ze standardowym zasięgiem, która trafi na rynek w przyszłym roku. Jeśli natomiast chodzi o Stany Zjednoczone i oficjalnie oferowane już wersje, to teoretycznie – według niektórych plotek i domysłów – sprzedaż może ruszyć lada chwila.

Z drugiej strony – niekoniecznie warto tak przywiązywać się do tych informacji. Póki co Elon Musk zapowiedział jedynie, że możliwe, że uda się przyspieszyć premierę i zamiast jesienią tego roku, pierwsze egzemplarze wyjadą na amerykańskie drogi latem tego roku.

Dobra, ale dałbyś europejskie ceny czy coś.

Faktycznie, przydałoby się.

W Niemczech model Long Range powinien kosztować około 56 000 euro, wersja Long Range AWD – 60 000 euro, natomiast Performance – 68 000 euro. Daje to kolejno ok. 240 000 zł, 255 000 zł oraz 289 000 zł.

A europejska premiera?

Póki co Tesla podaje, że dla naszego rynku produkcja modelu bazowego (Standard Range, RWD) rozpocznie się w 2022. Pozostałych – na początku 2021 r.

I z kim będzie rywalizować?

Chociażby z elektrycznym Hyundaiem Kona. Auto jest wprawdzie wyraźnie (mniej niż 4,2 m) mniejsze, ale też jest elektryczne, też jest crossoverem, a za 37 190 dol. dostajemy prawie 420 km zasięgu.

Na liście rywali znajdzie się też pewnie Jaguar I-Pace, chociaż jego cena zaczyna się aż od 69 850 dol., a zasięg to zaledwie 380 km. Z drugiej strony – 4,5 s do 60 mil na godzinę to nie taki zły wynik, choć… gorszy niż tańszego Modelu Y AWD.

Wśród rywali nie może zabraknąć również Mercedesa EQC, aczkolwiek ten również będzie startował od okolic 70 000 dol., czyli znacznie drożej niż Tesla.

W tym momencie można zresztą zadać pytanie, czy Model Y będzie faktycznie rywalem dla innych elektrycznych SUV-ów oraz crossoverów, czy raczej stanie się zagrożeniem dla standardowo napędzanych aut tego typu. Patrząc na razie na to, jak duże zamieszanie robi za oceanem Model 3, obstawiałbym jednak tę drugą opcję…

O ile oczywiście w końcu trafi na rynek.

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać