Wiadomości

Ktoś sprawdził, jak działa Tesla Smart Summon w zimie. Cud, że nie zamarzł

Wiadomości 03.12.2019 132 interakcje
Piotr Barycki
Piotr Barycki 03.12.2019

Ktoś sprawdził, jak działa Tesla Smart Summon w zimie. Cud, że nie zamarzł

Piotr Barycki
Piotr Barycki03.12.2019
132 interakcje Dołącz do dyskusji

Zaparzcie sobie herbatę, naciągnijcie kołdrę pod szyję i najlepiej dodajcie do tej herbaty jakiegoś prądu, zanim zaczniecie oglądać najnowsze wideo z popisami Tesli. W przeciwnym wypadku może wam się zrobić zimno. I nudno. 

Emocje pod dość zróżnicowanie udanym debiucie funkcji Smart Summon dawno już opadły. Świat najpierw zachwycił się samochodami, które są w stanie same podjechać pod drzwi sklepu, potem trochę się ich przeraził, żeby ostatecznie kompletnie o tym zapomnieć. Przynajmniej do czasu, kiedy jeden z użytkowników postanowił sprawdzić, jak działa Smart Summon zimą, kiedy całą okolicę pokryje śnieg.

I według niektórych zakończyło się to sporym sukcesem, bo Model 3 – mimo parkingu pokrytego warstwą śniegu – dotarł do swojego właściciela. I technicznie rzecz biorąc to prawda – auto samodzielnie przejechało z punktu A do B. Koniec historii, Tesla wygrała, żaden producent nie ma podobnego rozwiązania, można odpalić szampana i obejrzeć, jak do tego całego zwycięstwa doszło:

Problem w tym, że jeden szampan może nie wystarczyć, żeby obejrzeć od początku do końca całe to wideo. Trwa ono wprawdzie zaledwie nieco ponad 2 minuty i 40 sekund, a sam właściwy proces trwa trochę ponad minutę, ale od samego patrzenia na to wszystko robi się zimno i mamy ochotę poprosić właściciela Modelu 3, żeby po prostu podszedł do auta i je otworzył.

Tak, auto na wideo porusza się z szaloną prędkością 1 mili na godzinę.

Czyli trochę ponad 1,6 km na godzinę. Podnosiłem ten argument już wcześniej, ale wyobraźcie sobie, że na parkingu pod sklepem jest kilku takich właścicieli Tesli i każdy z nich chce w danej chwili, żeby auto podjechało akurat do nich. W tym momencie nawet najwolniejszy, najbardziej nieogarnięty kierowca wlekący się po parkingu nie będzie nawet w połowie tak irytujący, jak Tesla. Nawet sam auto nagrania przyznaje, że wolałby, żeby jednak to auto jechało trochę szybciej, niestety zaraz potem dodając, że rozumie, że to pewnie ograniczenia techniczne i tak dalej.

1,6 km/h. Poważnie. Wyobraźcie sobie, że jedziecie za kimś takim w korku. Mam dziwne wrażenie, że nawet pieszy poruszający się z prędkością 1,6 km/h po wąskim chodniku może być irytujący.

A przecież spadło tylko troszkę śniegu.

Patrząc na okolicę parkingu, w niektórych miejscach śnieg zdążył już stopnieć, a sam parking pokrywa warstwa puchu tak cienka, że idealnie widać przez nią nawet poziome oznaczenia, w tym chociażby miejsca parkingowe. I to są dla Tesli warunki, w których musi się poruszać z prędkością 1,6 km/h.

Co będzie, kiedy warunki będą jeszcze bardziej skomplikowane? Z jaką prędkością Tesla podjedzie pod wejście do sklepu w sytuacji, kiedy będzie to naprawdę przydatne – np. podczas bardzo intensywnych opadów śniegu, w które nie mamy najmniejszego zamiaru ładować się osobiście.

Najśmieszniejsze w tym wszystkim jest to, że… właściciel i tak musiał wcześniej podejść do auta.

Niestety obecna generacja samochodów Tesli nie ma jeszcze laserów do usuwania nadmiaru śniegu z czujników. Nie ma też najwyraźniej żadnego systemu podgrzewania ich, więc właściciel, żeby przywołać swoją Teslę zimą… musiał do niej podejść, oczyścić czujniki i dopiero wtedy odejść, żeby ją przywołać.

Tak, ktoś to zrobił kompletnie na serio, po czym cieszył się, że system – który na co dzień i tak nie przejmuje się przesadnie poziomymi znakami drogowymi na parkingu – dojechał do niego. Zapomniał przy tym o jednym – coś takiego nie ma kompletnie sensu. Jeśli podczas wizyty w tym nieszczęsnym sklepie faktycznie złapią nas poważne opady śniegu, to czujniki raz i dwa ukryją się pod warstwą, którą będzie trzeba ręcznie usunąć. Chyba że wystarczy włączenie ogrzewania postojowego, ale dobrze wiadomo, że nie rozwiązuje to wszystkich problemów.

Ewentualnie można polować na miejsce pod drzewem albo nielegalnie spróbować upchnąć auto do wiaty na wózki. Byle nie była zbyt daleko, bo pamiętajmy, że przejechanie każdego 1,6 km zajmie autu równo godzinę..

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać