Felietony

Samochody elektryczne zimą sprawiają spore kłopoty. Tesla Model 3 zamarzła, a i tak jest najlepsza

Felietony 07.02.2019 260 interakcji
Grzegorz Karczmarz
Grzegorz Karczmarz 07.02.2019

Samochody elektryczne zimą sprawiają spore kłopoty. Tesla Model 3 zamarzła, a i tak jest najlepsza

Grzegorz Karczmarz
Grzegorz Karczmarz07.02.2019
260 interakcji Dołącz do dyskusji

Jaki samochód przynosi najwięcej zadowolenia swoim użytkownikom? A do którego samochodu nie można wsiąść zimą? Odpowiedź na oba pytania brzmi Tesla Model 3. Użytkowanie samochodów elektrycznych zimą to prawdziwa walka z materią, ale to nie zniechęca ich użytkowników.

Elektryczne samochody zimą mogą sprawić kłopoty. Spalinowe co prawda też, ale to Tesla Model 3, którą orzeknięto najbardziej satysfakcjonującym samochodem, ma ostatnio największe problemy. Jako najświeższy model w gamie Tesli, dostępny w niej od roku, jeszcze nie napotkał prawdziwych zimowych warunków. Aż do teraz, gdy trafił od razu na amerykańską zimę stulecia. Temperatura w styczniu w Chicago potrafiła spaść do -45 stopni Celsjusza dzięki arktycznemu powietrzu, które wpadło do USA z niespodziewaną kurtuazyjną wizytą i spowodowało, że trzeba było podpalać kolejowe szyny by mogły jechać pociągi. Użytkowników Tesli takie przestarzałe środki transportu nie obchodzą, ale obchodzi ich mróz.

„Zamarzła nam Tesla, co robić?” – zakrzyknęli ostatnio użytkownicy Modelu 3 w mediach społecznościowych. Sieć zaroiła się od zdjęć i filmów przedstawiających problemy z korzystaniem z samochodu. I to nie kurczący się zasięg oburzył ich najbardziej, najgorsze okazały się zamarzające klamki.

Samochód bez klamek

Model 3 ma inne klamki niż wersja S, w Modelu 3 nie wysuwają się automatycznie, trzeba je wcisnąć by drzwi lekko odskoczyły. Niestety zaczęły zamarzać i do samochodów nie dawało się wejść. Gdy już udało się dostać do środka, powstawał problem z boczną szybą, która opuszcza się przy otwieraniu bezramkowych drzwi. Zaczynała żyć własnym życiem nie obniżając się, bądź odwrotnie, nie unosiła się do końca. Nawet wcześniej zaprogramowane ogrzewanie pojazdu nie poprawiało jej pracy. Nie pomogła również wydana przez Teslę aktualizacja oprogramowania. Powstało pytanie, jak z takim zamarzniętym pojazdem żyć?

Do nieruchomej klamki dołączył kłopot z klapką osłaniającą gniazdo ładowania. Niespodzianka – klapka, tak jak i drzwi, nie chciała się otworzyć. Po sforsowaniu tej przeszkody powstawała kolejna: zamarznięte gniazdo ładowania. Po wetknięciu wtyczki proces ładowania się nie rozpoczynał.

Po fali narzekań na Twitterze, napłynęła druga fala – fala rozwiązań. Co bardziej świadomi użytkownicy, którzy zrozumieli, że zima to nie przelewki i nie ma co płakać, zaczęli publikować swoje zdjęcia i filmy, a w nich porady jak wejść do samochodu. Sposoby były różne, począwszy od karty kredytowej, która miała wydłubać lód ze szczelin, po delikatne aczkolwiek energiczne ostukiwanie klamki i osłony gniazda ładowania. W ruch poszły również ogrzewacze do rąk, które wtykano w to gniazdo i nawet odnoszono przy zastosowaniu tej metody sukcesy. Jako pomysł na prewencję pojawiła się również folia, którą oklejano klamki powstrzymując wodę od wnikania w szczeliny. Pomysłowość ludzka nie znała granic.

Świat miłośników Tesli został uratowany. Mogą dalej wielbić ten samochód z kosmosu, choć po wejściu do środka auta ich problemy się nie kończą, ale są już typowe dla wszystkich elektryków. I nie trzeba arktycznego mrozu by wszystkie samochody elektryczne zaczęły działać znacznie gorzej. A największa ich wada zimą to…

Zwiększona range anxiety

Czyli jeszcze większa, niż w dobrą pogodę, niepewność co do zasięgu. Chłód niepewności przenika zimą właścicielskie serca. Obawa o to ile kilometrów przejedzie elektryczny pojazd i czy w ogóle dojedziemy do celu, rośnie proporcjonalnie do spadku temperatury zewnętrznej. Im zimniej, tym gorsze warunki pracy akumulatorów trakcyjnych. Reakcje chemiczne zachodzące w ogniwach lubią umiarkowane ciepło, zupełnie jak ludzie. I tak jak ludzie, ogniwa na mrozie znacznie gorzej pracują.

Zasięg obniża się zimą w każdym samochodzie, ale w spalinowych głównie w trakcie jazdy miejskiej. W samochodach elektrycznych obniża się zawsze, nawet gdy stoi i czeka poranka zimną nocą. Przez styczniową noc zasięg potrafi zmniejszyć się o kilkadziesiąt procent, zależnie od modelu pojazdu i warunków zewnętrznych. Dla przykładu, e-Golf przy -10 stopniach Celsjusza może stracić ponad 50% maksymalnego zasięgu. Można to sprawdzić w oficjalnych danych producenta.

Producenci elektryków udostępniają kalkulatory zasięgu, gdzie zmieniając wysokość temperatury możemy sprawdzić o ile kilometrów mniej przejedziemy. W żadnym z kalkulatorów nie spotkałem możliwości ustawienia temperatury niższej niż – 15 stopni Celsjusza, za to w każdym spadek wydajności jest znaczny. W przypadku Tesli maksimum, które możemy sprawdzić w kalkulatorze to – 10 stopni, a przecież ich samochody jeżdżą nie tylko w słonecznej Kalifornii.

zasieg Tesla
Kalkulator zasięgu Tesla. 20 stopni Celsjusza.
Tesla zasięg
Kalkulator zasięgu Tesla. – 10 stopni Celsjusza.

Fora użytkowników samochodów elektrycznych są pełne szczegółowych relacji podających ile kilometrów ubyło w danej temperaturze i czasie. Wygląda na to, że jest to ich główne zmartwienie, a liczenie utraty zasięgu stało się smutnym hobby. Wynik tych wyliczeń jest jeden. Jest słabo i jeśli dzienne dystanse samochodu elektrycznego przekraczają połowę maksymalnego wiosennego zasięgu, to zimą trzeba mieć się na baczności. Szczególnie że zasięg to nie jedyny problem.

Ładowanie to wyzwanie

18-20 stopnia Celsjusza to idealne warunki dla akumulatorów trakcyjnych, a ujemne temperatury powodują nie tylko spadek maksymalnego zasięgu pojazdu, ale też problemy z ładowaniem. Tesla nie jest wyjątkiem, zasilana akumulatorem trakcyjnym z ogniwami Panasonic, cierpi na mrozie tak samo jak inne elektryki. Nawet planując ładowanie trzeba grać w elektryczne szachy. Oto kilka pułapek.

  •  Zawsze podłączaj samochód do ładowania na noc. Nie masz takiej możliwości? To masz pecha, niepotrzebnie kupiłeś elektryczne auto. Podłączenie auta na noc to klucz do przetrwania w zimowych warunkach.
  • Przygotuj się na długie ładowanie. Ładowanie zimnego akumulatora trwa dłużej. Nawet przy dodatnich temperaturach może to trwać kilkanaście godzin, jeśli korzystamy ze zwykłego domowego gniazdka. Dłuższe ładowanie trzeba brać to pod uwagę, jeśli zaplanowało się szybkie podładowanie samochodu na mieście.
  • Najlepiej korzystać z auta od razu po naładowaniu. To, w jakim czasie od zakończenia ładowania chcesz użyć samochodu, ma znaczenie. Jeśli odstęp będzie zbyt długi, akumulator może zdążyć się wychłodzić i obniży swą efektywność.
  • Rozsądnie planuj długość trasy przejazdu. Podgrzewanie akumulatorów w początkowej fazie jazdy zaburzy kalkulację zasięgu zwiększając chwilowe zużycie energii. Dlatego ruszaj tuż po zakończeniu ładowania, to dzięki niemu akumulator będzie miał właściwą temperaturę.
  • Nie korzystaj z samochodów Tesla w USA, tam mają niższe napięcie. W Polsce to nie problem, ale Tesla ładowana zimą z gniazdka 120V tylko podtrzymuje poziom naładowania, nie doda akumulatorom nic więcej. Niezależnie od kraju, przydatne jest przyłącze trójfazowe.

Nawet podłączając auto do ładowania trzeba trochę kombinować, zasadne jest więc pytanie jednego z amerykańskich zainteresowanych zakupem Tesli.

… jakiego zużycia energii w trakcie postoju można się spodziewać w ekstremalnie niskich temperaturach? Samochód odebrałbym wiosną, więc nie muszę się martwić aż do następnej zimy, ale planuję czasami zostawiać ten samochód niepodłączony do sieci przez 3-4 dni. Jakiego zasięgu mogę oczekiwać w przypadku Tesli o zwiększonej pojemności baterii, naładowanej na 90-100%, po przejechaniu 65 km i pozostawionej na 3-4 dni bez podłączenia? Jakiego poziomu naładowania mógłbym realnie oczekiwać w tak skrajnie niskich temperaturach, czyli poniżej 20 stopni Celsjusza przez kilka dni?

Tesla zima
Post z forums.tesla.com.

I coż takiemu nieszczęśnikowi odpowiedzieć? Przy aucie spalinowym paliwa z baku nie ubędzie, co najwyżej padnie akumulator i konieczne będzie ożywienie go z rozruchowych kabli. Jeden z bardziej znanych użytkowników Tesli poświęcił się dla dobra innych i na 36-stopniowym mrozie spał w niej z włączonym ogrzewaniem. Chciał sprawdzić jak taka operacja wpłynie na stan naładowania akumulatora i po sześciu godzinach snu w cieple stracił 75 km zasięgu. Taki wynik, zadającemu wyżej przytoczone pytanie, pozwala mieć nadzieję, że gdy wróci z podróży, będzie Teslą mógł wrócić do domu.

Jakie jeszcze niespodzianki szykują dla swoich właścicieli samochody elektryczne, oprócz tej, że nie mogą zapomnieć o odśnieżaniu przedniej maski? Śnieg sam nie stopnieje, pod spodem nie ma wydzielającego ciepło silnika.

Zaskakujące odzyskiwanie energii z hamowania

Samochód może po zimnym starcie zupełnie inaczej wytracać prędkość. Tesla zrezygnuje z rekuperacji energii z hamowania, jeśli akumulator nie ma odpowiedniej temperatury. Kierowca przyzwyczajony do tego, że auto wyraźnie zwalnia już po odpuszczeniu pedału gazu może wtedy stanowić zagrożenie na drodze. Dość łatwo jest nie wyhamować na czas, bo system uznał, że energia z hamowania co prawda jest mu potrzebna, ale może nie w tym, zbyt chłodnym początkowym momencie jazdy.

Albo wręcz przeciwnie, po niezbędnej chwili na ogrzanie akumulatora, zacznie działać bardzo dobrze. W Tesli nie da się całkowicie wyłączyć rekuperacji, która na śliskiej nawierzchni może powodować niebezpieczny uślizg. Szczególnie groźnie może być, jeśli ktoś nie zdecydował się na zakup wersji Dual Motor i ma napęd tylko na tył. Przyhamowujące co chwila tylne koła wytrącać go będą z właściwego toru jazdy. Niestety to prawda, podobnie jak to, że ogrzewanie w elektrykach potrafi być wciąż problemem.

W elektryku bywa zimno

Ogrzewanie wnętrza pojazdu to jest dziedzina, w której producenci elektryków muszą wykazać się najbardziej. Brakuje wielkiego pieca z przodu, czyli silnika spalinowego, który przez większość czasu pracy ciepła ma aż w nadmiarze. Producenci muszą radzić sobie inaczej, do dyspozycji mają ciepło wydzielanie przez podzespoły, płyn służący do chłodzenia akumulatorów i powietrze zewnętrzne. Od tego jak skorzystają z tych elementów zależy komfort cieplny użytkowników i utrata zasięgu. Wystarczy jadąc samochodem elektrycznym wcisnąć przycisk heat by zasięg spadł dramatycznie. Skala dramatu zależy od rozwiązań zastosowanych przez producenta.

Można przed zimą się bronić zawsze podpinając na noc samochód do ładowania i planując wcześniejsze nagrzanie wnętrza pojazdu. Obowiązkowe wydają się też być podgrzewana kierownica i podgrzewane fotele, bo zużyją mniej energii niż system ogrzewania wnętrza pojazdu. Kluczowa jest też pompa ciepła.

Użytkownicy Nissana Leaf twierdzą, że w polskim klimacie samochód bez pompy ciepła jest pozbawiony sensu. Umożliwia ona ogrzewanie powietrza z zewnątrz pojazdu przy wykorzystaniu układu klimatyzacji, a nie tylko odzyskiwanie ciepła wydzielanego przez inne podzespołu samochodu. Pompa ciepła potrafi być wciąż w Polsce opcją. Nissan Leaf w wersji bazowej oferuje ją jako część pakietu zimowego wraz podgrzewaniem przednich i tylnych foteli.

Jeśli w codziennym użytkowaniu wykorzystujemy tylko połowę maksymalnego zasięgu elektryka, nie powinniśmy mieć problemów. Jeśli ktoś swoją stałą trasę dom-praca-sklep z bułkami-dom ma wyliczoną na styk, to zimą będzie miał poważny kłopot. Podobnie, gdy zechce ruszyć nim w dłuższą trasę przy ujemnej temperaturze. Dotychczasowe bezpieczne dystanse staną niemożliwe do osiągnięcia. W samochodzie spalinowym to czy samochód przejedzie 600 czy też 630 po jednym tankowaniu jest bez znaczenia, mało kto zwraca uwagę na takie szczegóły. 30 kilometrów zasięgu w elektryku to istotna kwestia.

Ogrzewanie Nissan Leaf
Post z fanpage’a jednego z aut elektrycznych.

Lubię ten post z fanpage’a jednego z modeli samochodów elektrycznych. Autorze nie obraź się, ja nie wyśmiewam. Takie pytania są dla mnie wyrazem pewnej desperacji, której drogi w zakupie, reklamowany jako cud techniki, pojazd elektryczny nie powinien powodować. Tymczasem mamy produkt, który nie umożliwia komfortowego użytkowania go w warunkach zimowych i zmusza swoich użytkowników do stosowania rozwiązań, które z boku wyglądają po prostu mało poważnie. 300-watowa dmuchawa ma wyręczyć inżynierów projektujących to auto i sprawić by w końcu było w nim ciepło bez olbrzymiej utraty zasięgu. Co ciekawe, inni członkowie tej grupy odpisują, że nawet taka dmuchawa może nie dać rady. Sprawdzi się za to… spalinowe Webasto. To nie tak, że nie da się nagrzać samochodu elektrycznego, problem jest taki, że by osiągnąć żądaną temperaturę możemy stracić wiele kilometrów zasięgu.

Elektryk elektrykowi nierówny

O to czy elektryki są ekologiczne można kłócić się bez końca, ale czuję, że pytanie czy samochód elektryczny zimą ma sens, jest kolejną kwestią do burzliwej dyskusji. Problemy Tesli Model 3 z zamarzaniem są tak naprawdę bez znaczenia. Ten samochód i tak bardzo dobrze wypada zimą ze względu na wysoki maksymalny zasięg. Ewentualne skrócenie go przez mróz nie powoduje dużych ograniczeń w codziennym użytkowaniu. Ale co mają powiedzieć użytkownicy poprzedniego modelu Nissana Leafa, gdzie przy akumulatorze o małej pojemności, 100 km zasięgu jest bezpieczne tylko w czasie panowania umiarkowanych temperatur?

Można też zastanawiać się, po co nam zaawansowane technologie, jeśli i tak nie uwolnią nas od domowych patentów, bo kilka kropel gliceryny w odpowiednie miejsca mogłoby zimą uratować Model 3. W zamian za frustrujący brak zasięgu otrzymujemy różne gadżety. W Tesli, w trzaskający mróz, możemy na centralnym ekranie włączyć sobie kominek stwarzając sobie wrażenie ciepła. W innych elektrykach pozostaje nam narysować sobie farelkę.

tesla kominek

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać

Autoblog na Instagramie

Autoblog na Instagramie