Przegląd rynku

Jaki SUV dla rodziny 2+3? Przegląd w tęsknocie za minivanami i dużymi kombi

Przegląd rynku 18.06.2022 80 interakcji

Jaki SUV dla rodziny 2+3? Przegląd w tęsknocie za minivanami i dużymi kombi

Piotr Barycki
Piotr Barycki18.06.2022
80 interakcji Dołącz do dyskusji

Każdy teraz chce mieć SUV-a. Prawie każdy chce też mieć sporą rodzinę, bo wiecie, zniżki na Kartę Dużej Rodziny. A to prostą drogą prowadzi do pytania – jaki SUV dla rodziny 2+3, żeby miał wystarczająco dużo miejsca i wystarczający bagażnik, a przy okazji nie rozwalił domowego budżetu? Odpowiedź będzie niestety dość trudna. 

Trudność polega w tym przypadku na tym, że do tej pory rodzina 2+3, jeśli miała odpowiednie fundusze, przeważnie decydowała się na zakup kombi z segmentu D, ewentualnie minivana. Jakieś Mondeo albo S-Max, Passat albo Sharan – takie rzeczy. Duże auta, duże bagażniki, dużo miejsca dla pasażerów.

Teraz segment minivanów w Polsce właściwie już nie istnieje – na rynku pozostały jedynie niedobitki i to takie dosłowne – w większości chodzi o to, co zostało na placach dealerów. Kombi segmentu D też powoli wymierają, więc wszyscy zwracają się w kierunku SUV-ów. Albo wcześniej zwrócili się w ich kierunku i dlatego segment D wymiera.

W tym przejściu na SUV-y jest tylko jedna pułapka.

Polega ona głównie na tym, że – w porównaniu zwłaszcza z kombi segmentu D – najpopularniejsze duże SUV-y są po prostu niezbyt wielkie. Dla porównania: Skoda Superb obecnej generacji ma 4,86 m długości, 1,86 m szerokości, 2,84 m między osiami i bagażnik o pojemności 660 l. Przesiadka na Kodiaqa będzie oznaczała przesiadkę do auta krótszego o kilkanaście centymetrów, z rozstawem osi krótszym o ok. 5 cm i bagażnikiem o pojemności… o 10 l mniejszej. Możemy w nim wprawdzie ugrać i ponad 800 l, ale będzie się to odbywało kosztem przesuwania tylnej kanapy, a co za tym idzie – ograniczania miejsca na nogi dla pasażerów siedzących z tyłu.

Z drugiej strony – jak ktoś chce SUV-a, to chce SUV-a, więc nie będzie w tym przeglądzie żadnych kombivanów. I najwyraźniej wszystkim wystarczają te auta w okolicach 4,7 m, a segment D umiera, bo nie był już w stanie zaoferować kompletnie nic, poza kolejnym zwiększeniem rozmiarów do poziomu, gdzie przepisowe zaparkowanie na miejscu parkingowym albo w garażu nie wchodziło w grę.

Zapomnijmy więc o segmencie D. Poszukajmy rodzinnych SUV-ów – szerokich, pakownych, z jak największymi bagażnikami i we względnie rozsądnych cenach. Bo polecanie GLS-a byłoby zbyt łatwe.

Jaki SUV dla rodziny 2+3?

Peugeot 5008

Mniejszy na długość niż samochody segment D (4,64 m), ale mimo to jakoś udało się w takie nadwozie wcisnąć bardzo sensowny rozstaw osi (2,84 m) i zaskakująco duży bagażnik (780 l według VDA). Szerokość? Też D-segmentowe 1,84 m, a producent jest na tyle pewny swego, że na tylnej kanapie (a właściwie 3 osobnych miejscach) zamontował trzy zestawy punktów montażowych Isofix.

Wady 5008? Tanio na pewno nie będzie. Najtańsza odmiana, z 3-cylindrowym silnikiem benzynowym i manualną przekładnią, kosztuje 146 200 zł. Jeśli mamy bonusowe 10 000 zł do wydania, możemy się zastanowić, czy wydać ją na automatyczną przekładnię, czy może lepiej mieć trochę lepsze wyposażenie. Cztery cylindry? Niby można je mieć, ale za co najmniej 190 400 zł, a miało być bez szaleństw…

Hyundai Santa Fe

Tak, zdecydowanie nie jest tanio, bo najtańsza wersja ociera się o 170 000 zł. Z drugiej strony – to już jest potężny kawał samochodu – 4,78 m długości i 831 l pojemności bagażnika. Trochę przy tym ograniczono odległość między osiami (2,77 m), ale raczej nikomu miejsca brakować nie powinno. Na szerokość też biednie nie będzie, bo Santa Fe mierzy w tym wymiarze 1,9 m.

Bonusowo Santa Fe sprzedawany jest wyłącznie jako hybryda i wyłącznie w wersji z 4-cylindrowym silnikiem i automatyczną przekładnią. Wady? Szybkie to raczej przesadnie nie będzie (8,9 s do setki), choć i tak ruszymy spod świateł szybciej niż 5008. Jeśli dopłacimy jeszcze 10 000 zł, możemy z salonu wyjechać nawet wersją 4×4.

Taki trochę Hyundaiowi wyszedł amerykański autobus, ale pewnie są ludzie, którzy zrobią z niego użytek.

Acha – można jeszcze równie dobrze rozważyć Kię Sorento. Od ostatniego liftingu oba modele funkcjonują na dokładnie tej samej platformie. Za to Sorento jest odrobinę droższe (185 000 zł) i większe – 2,82 m między osiami, 4,81 m długości i 813 l bagażnika (ok, to akurat mniej).

Seat Tarraco

SUV Seata goni Santa Fe pod względem długości (4,74 cm), wygrywa pod względem rozstawu osi (2,79 m) za to zdecydowanie przegrywa na szerokość (1,84 m). Jeśli więc chcemy wozić z tyłu trójkę rosłych nastolatków, to niekoniecznie będzie to jakiś super idealny wybór. Trzech fotelików też tutaj nie zmieścimy, a i punkty montażowe są tylko dwa. Z drugiej strony – to dalej szerokość w okolicach kombi segmentu D, więc nie ma co narzekać, że będzie jakoś strasznie ciasno. Bagażnik? Całkiem imponujące 760 l dla wersji 5-miejscowej.

Trochę problemu jest tylko z cennikiem. Jeśli chcemy kupić jak najtaniej, to ok – jest bazowe 1.5 150 KM z manualną skrzynią biegów, czym da się jeździć. Koszt – 138 900 zł. Chcemy automatyczną przekładnię? To już będzie 172 300 zł, czyli tyle, ile Hyundai chce za Santa Fe. Chcemy 4×4? Tylko z 2.0 190 za 191 800 zł. Za to Tarraco można mieć z 2-litrowym dieslem, ale musimy zapłacić co najmniej 151 300 zł za bazową wersję albo 162 200 zł z DSG.

Renault Koleos

Kolejnego Koleosa nie będzie, więc jeśli ktoś chce takiego kupić, to musi to zrobić przed 2023 r., kiedy zakończy się produkcja tego modelu. Argumenty za? Spory bagażnik, bo w okolicach 580 l, 4,67 m długości nadwozia i rozstaw osi na poziomie 2,7 m. Z tyłu powinny się też zmieścić trzy foteliki, więc na brak miejsca nie powinniśmy raczej narzekać, a jak ktoś sięga już nogami do podłogi, to też będzie mu wygodnie.

Bonusowo – koleos startuje od 137 900 zł i ma całkiem niezłe wyposażenie standardowe i automatyczną przekładnię, więc jeżeli bliżej nam do 100 000 zł niż do 200 000 zł – może to być jakiś pomysł.

Wady? Zdecydowanie nie jest to największe auto w zestawieniu. Plus jeśli planujemy pojeździć kilka lat i sprzedać, to możemy liczyć się ze sporą utratą wartości, skoro na horyzoncie jest już następca.

Citroen C5 Aircross

citroen c5 aircross

Wyszedł trochę mocno francuskawy przegląd, ale co poradzić – czasem tak jest. Oczywiście C5 Aircross nawet na papierze ma już wady – wersje benzynowe są wyłącznie trzycylindrowe, a i całe auto nie jest przesadnie wielkie, bo mierzy zaledwie… 4,5 m. Mimo to udało się wygospodarować 2,73 m między osiami oraz przestrzeń bagażową o pojemności 580 l i to nie do dachu, a do półki. Przy okazji – C5 nie jest w tej kwestii rekordzistą – jeszcze większy bagażnik (620 l) ma Hyundai Tucson, więc jeśli komuś pasuje 4,5 m, to może popatrzeć również na azjatycką konkurencję.

Zalety C5 Aircrossa? Jeździ bardzo wygodnie, z tyłu powinny się zmieścić trzy foteliki, a cena startuje od poziomu 128 750 zł. Może więc 4,5 m to właśnie tyle, ile potrzeba na rodzinę 2+3, a te wszystkie potężne Passaty i monstrualne Mondeo były kupowane głównie po to, żeby ich właściciel mógł się cieszyć, że jego nowe auto jest większe od poprzedniego? Rosnąca populacja wszelkiej maści Tiguanów, Tucsonów i podobnych sugeruje, że może tak właśnie być…

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać