Felietony

Radia z bazowych wersji to najlepszy sposób na przekonanie klientów, by kupowali te droższe

Felietony 04.04.2019 191 interakcji
Tymon Grabowski
Tymon Grabowski 04.04.2019

Radia z bazowych wersji to najlepszy sposób na przekonanie klientów, by kupowali te droższe

Tymon Grabowski
Tymon Grabowski04.04.2019
191 interakcji Dołącz do dyskusji

Kiedyś sprawa była prosta: nowy samochód wyposażano w najlepszym razie w „instalację do montażu radia”, ewentualnie radio za bardzo słoną dopłatą. To było uczciwe, bo można było sobie kupić dowolne radio i się nim cieszyć. Teraz radia służą jako element zawstydzania klientów.

Często publikujemy zdjęcia wnętrz nowych samochodów. Wszystkie mają jeden obowiązkowy element: ekran centralny. Ten ekran zwykle służy do dźgania go palcem i zostawiania na nim tłustych odcisków, ale być musi. Wkrótce nawet może stać się obowiązkowy z uwagi na konieczność wyposażania nowych samochodów w kamerę cofania. Póki co jednak można nabrać przeświadczenia, że centralny ekran znajdziemy w każdym nowym aucie. Niestety nie…

Jest jeden problem i wynika z mody w projektowaniu wnętrz

Kiedyś radia były wkomponowane w tablicę przyrządów, bo inaczej się nie dawało – przednia część radia służyła ukryciu rozbudowanych „bebechów”, które znajdowały się z tyłu. Dlatego też pierwsze ekrany montowano w desce rozdzielczej tak, aby były w niej zabudowane z każdej strony. Jednak najnowsze trendy każą, aby ekran wystawał powyżej konsoli środkowej niczym jakiś totem albo czarny kamień z „Odysei Kosmicznej” i był samodzielnym elementem, niepołączonym z tablicą przyrządów. Ekran ma wyglądać na doczepiony, osobny byt – podobno tak jest lżej, niż gdy upcha się w go w konsolę, a przy okazji jest lepiej widoczny, bo znajduje się wyżej.

A co jeśli tego ekranu nie ma, bo to bazowa wersja?

Kiedyś BMW robiło po prostu dwa różne rodzaje tablicy przyrządów: z wielkim ekranem i iDrive lub bez niego, znacznie skromniejszą. Element okalający ekran znikał w uboższych odmianach, tak jakby nigdy go nie było. Teraz to już niemożliwe. Zamiast ekranu daje się… coś. Na przykład radio. Zobaczcie sami, jak wygląda to w nowym Peugeocie Rifterze (zdjęcie nadesłał Marek Ruśkiewicz).

radio w samochodzie

radio w samochodzie

Albo w nowej Corolli…

radio w samochodzie
Jeszcze więcej pustej powierzchni!

Ciekawy sposób wybiera Audi, które daje w standardzie dziurę (na zdjęciu A1, ale znajdziemy ją też w Q3).

Tymczasem nawet nowy Ford Fiesta ma w bazowej wersji mini-ekranik, dzięki czemu to jakoś wygląda.

Autor: Ford Auto Grupa Lis Sp. J. Źródło: OLX

Uczciwie do sprawy podchodzi Suzuki w przypadku Baleno. Bazowa wersja nie ma radia i już. Można sobie je wmontować we własnym zakresie, jak w 1995 r. Podoba mi się.

Problem z takimi bazowymi wersjami jest taki, że nie można sobie ulepszyć systemu multimedialnego już po zakupie. Kiedyś można było zamontować inne radio, nawet takie z „windą” i wysuwanym ekranem, a teraz wszystko jest dedykowane do konkretnego modelu i albo dopłacisz do droższej wersji (często kilka tysięcy złotych), albo leżysz i kwiczysz. I codziennie po zajęciu miejsca w aucie masz wrażenie, że czegoś w nim brakuje. To bardzo sprytna zagrywka psychologiczna: zaprojektuj wnętrze tak, żeby jego centralnym, najważniejszym punktem był kolorowy, dotykowy ekran…

A potem każ za niego dopłacać.

 

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać