Felietony

Pytanie na niedzielę: jak słuchasz muzyki w samochodzie?

Felietony 25.08.2019 238 interakcji
Mikołaj Adamczuk
Mikołaj Adamczuk 25.08.2019

Pytanie na niedzielę: jak słuchasz muzyki w samochodzie?

Mikołaj Adamczuk
Mikołaj Adamczuk25.08.2019
238 interakcji Dołącz do dyskusji

Nie znoszę, gdy w aucie jest cicho. Jazda bez muzyki w tle nie sprawia mi prawie żadnej przyjemności. Ale równie mocno nie znoszę żadnych kabli, płyt ani transmiterów… A co wy wybieracie?

Ostatnio słyszałem, że zespoły disco polo nadal wydają swoje albumy na kasetach – ponieważ duża część ich odbiorców ma samochody tylko z takimi odtwarzaczami. Ja nie słucham disco polo (choć na weselach wychodzi na to, że znam teksty, jak każdy) i akurat na „kaseciaka” w aucie już się nie załapałem. Ale w moim pierwszym wozie miałem odtwarzacz CD, który nie czytał formatu MP3. Musiałem więc nagrywać w domu płyty z kilkunastoma utworami, pakować w specjalny futerał, a później szybko je zmieniać gdzieś na światłach. Po powrocie do domu siadałem i nagrywałem kolejne playlisty. Była taka z muzyką lat 80, była z hip-hopem, była z ciężkim rockiem…

Uciążliwe. Ale wtedy tego nie czułem.

Tak po prostu było i musiałem się jakoś przyzwyczaić. Później zmieniłem samochód. Wkrótce po zakupie popsuł mi się w nim napęd CD i płyty przerywały na wybojach. Stwierdziłem, że nie będę tego naprawiać, tylko dokonam małego usprawnienia. Kupiłem urządzenie podłączane do gniazda zmieniarki i od tamtej pory mogłem puszczać sobie muzykę z pendrive’a. Cóż to była za rewolucja!

Żadnych walających się płyt, no i mogłem mieć kilkaset utworów pod ręką! A że musiałem spędzać kilkadziesiąt sekund na klikaniu, by dostać się do tego, na który akurat miałem ochotę? Drobiazg…

Teraz nie wyobrażam sobie życia bez streamingu.

Niecałe 20 złotych, które co miesiąc wydaję na subskrypcję Spotify to chyba najlepiej wydane pieniądze, jakie mogę sobie wyobrazić. Jedno kliknięcie dzieli mnie od muzyki z całego świata i wszystkich gatunków. Czasami słucham jugosłowiańskiego rocka z lat 80., potem metal, a gdy zmieni mi się nastrój, mogę sobie włączyć jazz. Albo trip hop lub rap. Co najważniejsze: nie muszę tego wcześniej nagrywać. No i bezprzewodowo łączę telefon z samochodem, więc nie ma żadnych trzeszczących i wypinających się kabli ani brudzących się płyt. Nie muszę nigdzie sięgać ani martwić się o jakość dźwięku i szumy (jak np. przy transmiterach FM).

Gdy się zmęczę, wracam do radia.

W końcu nawet najlepsza playlista robiona przez Spotify, jakoś mi się nudzi. Bardzo często włączam radio. Mam kilka ulubionych stacji, a nawet audycji. Potrafię specjalnie pojechać okrężną drogą, by przesłuchać je do końca. Gdy jestem w trasie, szukam lokalnych rozgłośni. Wtedy czuję, że gdzieś pojechałem.

A najgorsza jest dla mnie jazda w ciszy. Nawet najpiękniejszy dźwięk silnika w końcu się nudzi. I na pytanie „Jak słuchasz muzyki w aucie”, moja pierwsza odpowiedź brzmi „Zwykle głośno”.

A jak wy słuchacie? Płyty, kabelek, streaming czy cisza? A może jeszcze coś innego?

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać

Autoblog na Instagramie

Autoblog na Instagramie