Felietony

Pytanie na niedzielę: co dyskwalifikuje samochód używany?

Felietony 21.10.2018 743 interakcje
Tymon Grabowski
Tymon Grabowski 21.10.2018

Pytanie na niedzielę: co dyskwalifikuje samochód używany?

Tymon Grabowski
Tymon Grabowski21.10.2018
743 interakcje Dołącz do dyskusji

Dziś wybory. Jak już zagłosujecie, to możecie odpowiedzieć na pytanie na niedzielę: co dyskwalifikuje samochód używany? Co sprawia, że tracicie wszelkie zainteresowanie danym ogłoszeniem?

Oglądam zapewne zdecydowanie zbyt dużo ogłoszeń motoryzacyjnych, ale przynajmniej sprawia to, że wypracowałem sobie mechanizmy, które pozwalają mi je błyskawicznie filtrować. Wynika to z doświadczenia i pozwala od razu odrzucić ogłoszenia, na które szkoda czasu.

Na poziomie oglądania ogłoszeń występuje kilka czynników, które sprawiają, że nawet nie zadzwonię do danego sprzedającego lub sprzedającej. Są trzy sytuacje, w których zamykam kartę z ogłoszeniem i nie czytam dalej.

  1. Obraźliwy opis: wszystkie treści w rodzaju „nie zawracajcie mi głowy”, „wiem co mam”, „żadnych oglądaczy, tylko zdecydowani klienci” i inne tego typu wyrażenia sprawiają, że nie kontaktuję się ze sprzedawcą. Nie ma sensu – on tego zapewne nie chce i wystawia samochód tylko po to, żeby się nim pochwalić. Dawno temu próbowałem dogadać się z takim człowiekiem. Auto, które wystawiał, stało w garażu przywalone śmieciami i na zdjęciach było widać tylko kawałek tyłu. Zaproponowałem, że on wyprowadzi je z garażu i przyśle mi zdjęcia, na co typ nakrzyczał na mnie że jestem niepoważny i najpierw się płaci, a potem muszę posprzątać garaż i sobie wyjechać.
  2. Zdjęcia na lawecie. Tłumaczyłem szczegółowo ten problem w tym wpisie. Krótko mówiąc: nie warto.
  3. Brak zdjęć wnętrza. Brak zdjęć wnętrza oznacza: bardzo zużyte wnętrze / wnętrze nie zgadza się z tym co powinno być / anglik / handlarz wyrwał radio lub nawigację i sprzedał ją osobno.

Przypuśćmy jednak, że ogłoszenie było ciekawe, udało się umówić na oględziny i…

Wbrew pozorom jadąc na oględziny samochodu używanego wcale nie spodziewam się, że samochód będzie jak nowy. Jak mówi znajomy handlarz, „nowe to są w salonie”. Liczę się z tym, że to i owo będzie do naprawy i że sprzedający nie powiedział absolutnie wszystkiego o aucie. Natomiast jeśli przyłapuję go na ewidentnym kłamstwie, to odpuszczam dany samochód. Przykłady: auto wystawione tego samego dnia, którego je oglądałem. W opisie „OC ważne jeszcze dwa tygodnie”. Na miejscu okazało się, że OC wyszło dwa tygodnie temu, sprzedawca go nie zapłacił, a ogłoszenie wystawił ponownie takie samo jak miesiąc temu. Oj tam oj tam!

Albo przy zakupie auta z lat 80.: pytałem przez telefon chyba ze trzy razy czy wszystko jest w dokumentach w porządku. Tak, żadnych błędów. Przyjeżdżam na miejsce: nie zgadza się nr silnika (stary dowód jeszcze z numerem silnika) i pojemność skokowa. No bo wpisaliśmy mniejszą, żeby płacić mniejsze OC! A ile wynosi przebieg auta? (nie to, żeby mnie to interesowało) – zdaniem starszego pana było to 280 tys. km, ale jego żona twierdziła, że Stasiu przecież zmieniał zegary i tam jest łącznie co najmniej 450 tys. km. A nie można było tego powiedzieć od razu?

I tu jest pytanie na niedzielę: w którym momencie mówicie sobie „nie, to auto nie jest dla mnie”? Co was odrzuca od ogłoszenia lub podczas oględzin auta używanego?

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać

Autoblog na Instagramie

Autoblog na Instagramie