Samochody używane

Przegląd ogłoszeniowy: to nie są samochody dla młodych ludzi

Samochody używane 18.06.2018 201 interakcji
Tymon Grabowski
Tymon Grabowski 18.06.2018

Przegląd ogłoszeniowy: to nie są samochody dla młodych ludzi

Tymon Grabowski
Tymon Grabowski18.06.2018
201 interakcji Dołącz do dyskusji

Ostatnio wpadł mi mail: „mój ojciec rozbił swój samochód – ktoś z naprzeciwka wyprzedzał i zepchnął go z drogi”. Problem w tym, że ojciec ma 70 lat i nie bardzo marzy o supernowoczesnym wozie. Interesuje go łatwe wsiadanie, prosta konstrukcja i… nadwozie typu sedan. Budżet? 20 000 zł. Pora na przegląd ogłoszeniowy.

Dlaczego starsi ludzie lubią sedany? Z jednej strony kojarzą im się one z elegancją. Z drugiej – mają dla nich zaletę praktyczną, o której kiedyś nie myślałem. Po otwarciu bagażnika wnętrze nie wyziębia się i żonie nie dmucha na plecy. Poza tym bardzo rzadko wożą oni długie rzeczy. Kolejną zaletą jest łatwe zamykanie klapy – w liftbacku trzeba podnieść wyżej rękę i włożyć w to zadanie o wiele więcej siły. I jeszcze jedna zaleta: gdy zdarzy się stłuczka polegająca na najechaniu na tył, sedan lepiej ochroni pasażerów. Sedana charakteryzuje z natury wyższa sztywność niż hatchbacka, dzięki czemu jazda może być bardziej komfortowa. Słowem, to idealny samochód dla starszych ludzi. Pozostaje jeszcze kwestia łatwego wsiadania, która wycina wszystkie propozycje z niemieckiej klasy premium, do których wpada się jak do studni. Zobaczmy więc, co można kupić za 20 000 zł dla 70-latka.

Chevrolet Cruze

Oszczędźmy starszemu panu paliwożernej Impali z prawie 4-litrowym V6 i spójrzmy na coś bardziej rozsądnego. Tym czymś jest Cruze, techniczny bliźniak Opla Astry, który debiutował w Polsce z początku tylko jako sedan, potem doszły do tego wersje liftback i kombi, a gdy tylko zaczęły się dobrze sprzedawać, skasowano markę Chevrolet. To ma sens. Jeździłem Cruze przez kilka dni i z jednej strony mówiłem sobie „szkoda, że nie mam 70 lat, pewnie bardziej bym go docenił”, ale z drugiej podobał mi się za swoją zwykłość. Wszystko jest tak, jak powinno być.

W tym egzemplarzu widzę dwie wady. Jedna to uboga wersja wyposażenia: w miejscu centralnego ekranu jest dziura z mikroekranikiem w postaci paska. Druga to spory przebieg. Po 200 000 km takie auto bywa już trochę zużyte i pewnie trzeba będzie dołożyć do niego parę złotych. Na szczęście pokrewieństwo techniczne z Oplem zdecydowanie pomaga w doborze części za rozsądne pieniądze. W tym samochodzie nic nie jest jakoś szczególnie piękne. Ani jakieś przesadnie miłe w obsłudze. Te przyciski na kierownicy wspominam raczej źle, jako pokryte lepką gumą, która z czasem odpada, bo przykleja się do palców i tym sposobem wynosimy z auta po jego malutkim kawałku. Ale i tak Cruze można polecić.

Fiat Linea

Problem z Fiatem Linea polega na tym, że to jest bardzo fajne auto dla starszej osoby szukającej sedana, ale… no właśnie. Bazuje na Punto, dzięki czemu części są tańsze – mamy zaletę. Bardzo łatwo kupić auto z polskiego salonu. A teraz czas na wady. Przede wszystkim trudno o bogato wyposażony egzemplarz. Polscy nabywcy kupowali Linee w biednych odmianach, ze straszną (ale absolutnie niedopuszczalnie straszną) plastikową kierownicą bez obszycia. Jest ona tak zła, że znam ludzi, którzy wsiedli do Fiata z tą fajerą i powiedzieli: nie ma mowy. I wysiedli. Trzeba więc szukać Linei z lepszym wyposażeniem: klima, obszyta fajera, jak najmniej zaślepek przycisków ponad radiem. Ale to skazuje nas na diesla. Wtedy diesle były zdecydowanie w modzie i klienci wybierali je na tyle chętnie, że po lifcie Linea była w Polsce dostępna wyłącznie z dieslem (co niestety zarżnęło sprzedaż, bo klienci lubią mieć wybór). Pozostaje więc celować w diesla 1.6 i omijać 1.3 (niby trwały, ale za słaby). 1.6 też ma swoje drobne wady, np. czasem coś z niego cieknie. Ale mimo wszystko to całkiem dobra oferta. Pod warunkiem, że ma obszytą kierownicę i klimatyzację.

Fiat Linea

Honda Civic

Byłem kiedyś takim autem w Białej Podlaskiej i z powrotem jednego dnia. To jest Civic w wersji antysportowej. 1.8 benzyna + automat to wręcz usypiająca konfiguracja w tym wozie. Śmieszna historia: nie ma kłopotu z kupnem takiej Hondy z krajową historią, ale wiele egzemplarzy w ogłoszeniach jest poobijanych. Podejrzewam, że pochodzą właśnie od starszych ludzi, którzy chętnie kupowali takie Civiki, a potem czasem zdarzało im się gdzieś coś obić. Kto nigdy niczego nie obił i nie zarysował, niech idzie rzucić kamieniem w swój samochód. Ja szósty rok nie naprawiam wgniotki z zimy 2012 r. Tak czy inaczej, taka Honda to świetny, zupełnie bezawaryjny wóz z dość słabą blachą i drogimi częściami – mimo tych wad jest jednak godny polecenia, bo o gniciu typowym dla pewnych popularnych marek nie ma tu jeszcze mowy, a części nie kosztują jednak tyle co do Lexusa.

Uwaga: sedan ma inne zawieszenie tylne niż hatchback (wielowahaczowe), inną deskę rozdzielczą, inne lampy i w ogóle to właściwie inny samochód niż Civic hatchback. Dość nietypowa sytuacja. Odradzam branie udziału w stłuczkach (długo myślałem nad tym zdaniem, jestem z niego dumny). I jeszcze jedno: z tego co udało mi się ustalić, jest to typowy „automat” hydrokinetyczny, a nie skrzynia zautomatyzowana. Jeśli ktoś może to potwierdzić, proszę o komentarz.

Hyundai Sonata

Jeśli chodzi o zwykłość i sedanowatość, mało aut jest w stanie pobić Sonatę. Był to jeden z najnudniejszych samochodów, jakie oferowano w Europie. W Stanach rywalizował z Camry, ale na starym kontynencie nie sprzedawano już Camry i Sonaty jednocześnie. To zdecydowanie wyższa klasa niż opisywane do tej pory kompakty, więc jeśli dany starszy klient ma słuszny wzrost, powinien zwrócić uwagę właśnie na Sonatę – ma ona dużo miejsca na szerokość i na nogi też nie zabraknie. Miękkie zawieszenie ma typowo amerykański charakter i ten wóz będzie trochę bujał podczas jazdy, ale można się przyzwyczaić. Niezawodność stoi na bardzo wysokim poziomie.

Wybrałem model z nietypową konfiguracją diesla z automatyczną skrzynią biegów, co wydaje się z jednej strony bez sensu, z drugiej jednak taka Sonata z benzynowym silnikiem opędzałaby już bez trudu ponad 10 litrów na 100 km. Z „automatem” spalanie wzrosłoby jeszcze bardziej. A chciałem w tym przeglądzie zamieścić jakiś większy, bardziej komfortowy wóz. Ponadto z uwagi na mały przebieg i polskie pochodzenie zwróciłem uwagę akurat na ten egzemplarz, a jak wiadomo lepiej kupić auto nie do końca takie jakie chcesz, ale w lepszym stanie, niż idealną konfigurację w agonalnej kondycji.

Hyundai Sonata

Mazda 3

Pozostając w temacie aut japońskich z automatyczną skrzynią biegów: oto Mazda 3 2.0 150 KM z „automatem”, wersja amerykańska przerobiona na europejską. Sprzedaje obcokrajowiec – można poznać po tablicach rejestracyjnych. Zachęca też do pisania emaili. Z pewnością to nie Polak – żaden Polak nie chce odpowiadać na maile w sprawie samochodu. Auto, jak na Mazdę 3 I generacji, prezentuje się bardzo dobrze, to znaczy nie ma dziur w nadkolach. Za jakiś czas będzie je mieć, ale mają one głównie charakter estetyczny.

Te Mazdy często wyglądają z zewnątrz jak sito, ale podłoga wciąż trzyma się nieźle. Wbrew pozorom 2.0 150 KM + „automat” to nie jest taka zła konfiguracja i jeśli dany starszy klient jeździ czasem w trasy, to ją doceni. Auto ma też fajną konfigurację kolorystyczną i jeśli wierzyć opisowi, śmiesznie mały przebieg. Myślę, że jeśli zainwestuje się w ubezpieczenie od kradzieży, to można być bardzo zadowolonym z takiej Mazdy przez długie lata, a na nieuchronnie pojawiające się rdzawe ogniska można stosować takie małe lakiery zaprawkowe z pędzelkiem. Starsi ludzie bardzo je lubią.

Mazda 3

Peugeot 407

To prawda, że ten samochód nie ma najlepszych proporcji na świecie. Jego wielki zwis przedni zmusza kierowcę do zdwojenia uwagi podczas manewrowania, bo naprawdę łatwo o coś zawadzić. Z tyłu nie należy do zbyt przestronnych, ale akurat w przypadku sedana dla starszego pana ten parametr nie jest decydujący. Decyduje co innego: można za grosze kupić Peugeota 407 z polskiego salonu, w bardzo dobrym stanie i ze znośnym wyposażeniem. Ktoś oferuje egzemplarz z benzynowym 1.8 za 15 000 zł. Czarne klamki i srebrne kołpaki zdradzają, że nie mamy do czynienia z najbogatszą wersją. Mimo wszystko wygląda to na ofertę godną zainteresowania.

Silnik 1.8 zbiera u użytkowników bardzo dobre opinie: cichy, prosty, niewysilony, zwykły rozrząd na pasku – łatwo wymienny, tanie sprzęgło itp. Wszystko, czego szuka w samochodzie klient w słusznym wieku. Niestety nie pamiętam jak się wsiada do „407”, właściciele tego modelu są proszeni o opinię. 407-mką jechałem tylko raz, z Warszawy do Wrocławia. Była tak wolna (1.6 HDi), że tłukłem się nią za ciężarówkami przez wioski, ale pod względem komfortu nie można było jej niczego zarzucić.

Peugeot 407

Toyota Corolla

Prywatnie to bym kupił Yarisa sedana, ale przyznaję uczciwie, że nie ma on za grosz sensu, skoro za te same pieniądze można kupić ładniejszą i wygodniejszą Corollę z normalną tablicą przyrządów, a nie tym okropieństwem wyglądającym jak narośl na desce rozdzielczej. Porzućmy więc Yarisa i skupmy się na Corolli. Z Corollą mam taki problem, że wydaje mi się ona nieprzyzwoicie wręcz droga. Sprzedawcy żądają ponad 15 000 zł za auta z 2004-2005 r. To naprawdę sporo kasy jak na obecną sytuację rynkową. Ale wiadomo: Toyota = renoma. Szczególnie w oczach starszych nabywców, którzy kojarzą Toyoty robione w latach 90., kompletnie niezniszczalne, tylko rdzewiejące. Dlatego obstawiam, że gdyby przyszło do realnego wyboru, to nasz fikcyjny starszy pan z największą chęcią wybrałby Toyotę, wiedząc że będzie ona niezawodna. Myślę, że może się to sprawdzić w przypadku egzemplarza, do którego link zamieściłem powyżej.

1.6 bez LPG to najlepszy możliwy silnik do tego wozu, chociaż nie brakuje właścicieli, którzy narzekali, że wczesne egzemplarze wciągają trochę oleju. Trzeba polować na wersję Sol – typowe dla Toyoty jest to, że różne wersje wyposażenia mają różne wykończenie w środku i bazowe odmiany wyglądają, jakby projektant był fanatykiem czarnego plastiku, a przy Sol zatrudnili innego designera, który rozumiał że dodanie czegokolwiek w kolorze innym niż czarny ożywi to niezbyt wesołe auto. Ponadto Sol ma klimatyzację automatyczną.

Toyota Corolla

Volkswagen Jetta

Nie mogło się obyć bez tej wydłużonej, 4-drzwiowej wersji Golfa. Ale Jetta, jako prawdziwy Volkswagen sprzed 10 lat i więcej, pod maską musi mieć diesla. A jakiego? Koniecznie 1.9 TDI. Do tego przejdziemy za chwilę. Na razie zobaczmy to ciekawe ogłoszenie: rok produkcji 2006, salon Polska, przebieg tylko 158 000 km. I do tego Volkswagen z dieslem. Lepiej być nie może – jeśli oczywiście damy temu wszystkiemu wiarę. Jestem gotów uznać słowa sprzedającego za dobrą monetę, bo wierzę, że Jetta 1.9 TDI sprzedaje się niechętnie, nawet jeśli jest w bardzo dobrym stanie – za tę samą forsę można mieć przecież Passata kombi. Wybór Jetty nie mieści się więc w kategoriach „zdrowego rozsądku” jeśli chodzi o ogólne pojęcie społeczne.

Jest też jednak inny problem: chodzi o silnik 1.9 TDI 105 KM. Nie jest on już tak pancerny jak stare wersje 1.9 TDI 90/110 (pompa rozdzielaczowa) czy 100-115-130-150 KM (pompowtryskiwacze). To taka trochę schyłkowa wersja 1.9 TDI, którą wykonywano z nieco gorszych materiałów. Nie znaczy to, że zaraz wybuchnie lub się zatrze, ale jeśli dany starszy pan ma działkę na drugim końcu Polski i dwa razy w tygodniu będzie tam jeździł ją podlewać, to pewnego dnia taka Jetta może mu się skończyć. Jednak z mojego dotychczasowego doświadczenia z klientami tego typu wynika, że są oni raczej skłonni powiedzieć „proszę pana, ja tym jeżdżę bardzo dużo! W jednym roku pokonałem prawie pięć tysięcy kilometrów!”. Nie ma więc powodów do paniki. Ale na wszelki wypadek zobaczcie na wklejce pod wykładziną bagażnika, czy kod silnika jest inny niż BXE (np. BKC).

Volkswagen Jetta

 

 

 

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać

Autoblog na Instagramie

Autoblog na Instagramie