Przegląd rynku

Poniedziałkowy przegląd ofert: auto tylko trochę lepsze od chodzenia, czyli wóz dla dostawcy pizzy

Przegląd rynku 13.01.2020 245 interakcji
Michał Koziar
Michał Koziar 13.01.2020

Poniedziałkowy przegląd ofert: auto tylko trochę lepsze od chodzenia, czyli wóz dla dostawcy pizzy

Michał Koziar
Michał Koziar13.01.2020
245 interakcji Dołącz do dyskusji

W tym przeglądzie rozejrzymy się za autami lepszymi od chodzenia na piechotę, ale tylko odrobinę. Poszukajmy samochodu do rozwożenia pizzy (albo zimowych dojazdów do pracy).

Pizzę można zasadniczo dowozić na trzy sposoby: rowerem jak zwierzę, skuterem jak plebs lub samochodem jak panisko. Przy czym ostatni wariant zakłada, że nasza czterokołowa bestia kosztowała niewiele więcej od skutera i nie jest wymagająca eksploatacyjnie. Czyli w tym przeglądzie priorytety są bardzo łopatologiczne – auta maksymalnie tanie w zakupie i użytkowaniu, proste. A także małe, na co komu rodzinny samochód do wożenia jedzenia? Nawet segment B to już w zasadzie przesada. Chyba że jesteście moim ulubionym ursynowskim dostawcą pizzy. On odkąd pamiętam jeździ zglebionymi BMW E36 z kominami złowieszczego huku.

Przyznam się szczerze, że ten przegląd to dla mnie bardzo trudne zadanie. Tanie samochody to mój świat, ale mam tendencję do wyboru tych najbardziej uciążliwych w eksploatacji. Na potrzeby tego wpisu postaram się poskromić moje zboczenia. Za górną granicę cen przyjmijmy 1,5 tys. zł. Po co płacić więcej za coś, co i tak będzie jeździć tylko na dystansach rzędu kilku kilometrów. Tak, to oznacza wycieczkę po OLX-owym piekle złych zdjęć i jeszcze gorszych opisów.

Mniejszy znaczy lepszy.

Pizza nie potrzebuje dużego samochodu – zmieści się wszędzie. Dlatego najoczywistszy wybór to najmniejsze auta. Np Fiat Seicento. Pali tyle co nic, części są dostępne w każdej altance śmietnikowej, a jego wymiary pozwolą zaparkować nawet na najbardziej zatłoczonym parkingu. Do 1,5 tys. zł można przebierać w sejakach jak w ulęgałkach – na OLX wisi ich aż 148, w obu wersjach silnikowych.

Zasadniczo na tym aucie powinienem zakończyć przegląd. Chcecie wozić pizzę? Kupcie jakieś Seicento, które jest na sprzedaż w waszej okolicy. Dziękuję, dobranoc, idź poczytać jakiś inny wpis. Niestety nie ma tak łatwo. Odpuśćmy sobie egzemplarze z ziejącymi dziurami w progach. Wozy w okolicach 600-700 zł to typowej pojazdy z kategorii jeździ skręca hamuje. Z drugiej strony jeżdżący sejak za siedem zielonych banknotów nie musi być aż tak złym pomysłem. O ile ma podłogę.

Fiat Seicento to pracownik miesiąca.

Za 850 zł można kupić ładniejszy egzemplarz z silnikiem 0,9, który wygląda całkiem obiecująco. Ma nawet całkiem normalny opis. Zdjęcia wnętrza? Bez przesady, to fura w cenie miernego roweru. Chwila, chyba jednak straciłem odrobinę zaufania do tego ogłoszenia, pochodzi od handlarza. Ma jeszcze drugie Seicento w tej samej wersji, droższe o 150 zł, ale za to z dłuższym OC i teoretycznie gorszym wnętrzem. Tylko po co go brać, jeśli w tej samej cenie da się dorwać młodszy egzemplarz z silnikiem 1.1 i wspomaganiem kierownicy.

najtańsze samochody
Jeździ skręca hamuje.
Źródło: OLX
Autor: Tomi

Mógłbym tak jeszcze mnożyć przykłady, ale wśród sejaków ceny nie mają większego sensu. Nie warto kupować ich drożej niż za 1,1 tys zł, bo droższe są tak samo skorodowane tylko najwyżej mają ładniejsze zdjęcia, a jak mają elektryczne szyby to są wielokolorowe. Dominują silniki 0.9, ale mieszają się z nimi 1.1 i mocniejszy motor wcale nie wpływa jednoznacznie na wyższą cenę. Czasami w ogłoszeniach nie ma nawet informacji o silniku. Starczy, to nie przegląd Seicento. Na tym koniec Fiatów segmentu A, Pand w tej cenie zasadniczo nie ma. Tak, tak, Cinquecento. Umyślnie je pominąłem. Red. prow. traktuje swoje jak youngtimera. Nie chcę mu psuć poniedziałku sugerowaniem, że to wóz do rozwożenia pizzy, a nie klasyk.

Gdybyście jednak chcieli kupić youngtimera do przewozu jedzenia…

…to wybór nadal jest spory. Klasyki zaczynają się już od 500 zł. Ten konkretny nawet ma za sobą pracę przy dowozie posiłków. Kolejny za 570 zł też może się do czegoś nadawać. Szkoda tylko, że oba mają silnik 0,7, czyli w ogóle nie jadą. Co gorsza do tej jednostki wkładano bardzo irytujące w obsłudze gaźniki FOS. Zawężę poszukiwania do Cinquecento z jednostkami 0.9. Takich jest na sprzedaż tylko 17. Mój faworyt to ten z LPG. Ależ to jest opłacalne. Z takim wozem można obniżać stawki za dostawę jedzenia. Oczywiście pracownikom, żeby więcej zarobić. Klient niech płaci tyle samo.

To zresztą niejedyna przyzwoita propozycja w tej cenie. Tutaj mamy kolejną zjadliwą dziewięćsetkę za dziewięćsetkę. Sprzedawca napisał, że jeśli chcę taniej to zaprasza mnie do rowerowego. Dobrze, to ja wybiorę się do rowerowego w Łowiczu, tam jak widać mają cienkacze 900 po 700 zł. A jakbyśmy chcieli wydać za dużo na maleńkiego Fiata, to można pokusić się o egzemplarz, który wygląda jakby był szybki. Tylko wygląda.

najtańsze samochody
Wolniejsze niż wygląda.
Źródło: OLX
Autor: Hubert

Jak ramen, to skośnookim autem

Nie opuszczamy krainy korozji i małych aut. Choć korozja wybiła już prawie wszystkie polsko-koreańskie zadaszone skutery, to nadal da się ich trochę kupić. Konkretnie 25 sztuk. Jaktajmer alert? Jeśli Daewoo Tico nie jest przeżarte na wylot, to jego utrzymanie kosztuje 5 zł + godność na rok, ma dwie pary drzwi (pizza może wsiadać jak król na tylne siedzenia) i nic nie pali. Co ciekawe, zdatne Tico są droższe od Seicento. Jest tylko jedno marne za 700 zł, reszta to auta od 800 zł wzwyż. A skoro o ośmiu zielonych banknotach mowa, to tyle starczy by kupić zaskakująco ładny egzemplarz od pierwszego właściciela. Dla prawdziwych królów oszczędności interesujący będzie jedyny egzemplarz z gazem. To już powinno jeździć za darmo. O ile jeździ. Za to do błyszczącego lakieru trzeba dopłacić stówę.

Natomiast gdybyście chcieli odrobiny luksusu, to za 1350 zł czeka na was zdrowe Tico z elektrycznymi szybami i centralnym zamkiem. Czujecie to? To pizza przesiąka prestiżem. A tak poważnie, to są szanse że dołożenie kasy do tego egzemplarza zmniejszy ryzyko na to, że auto się złamie albo drzwi przestaną się zamykać przez korozję.

najtańsze samochody
Trzeba przyznać, że jak na Tico to ktoś się postarał ze zdjęciami.
Źródło: OLX
Autor: Antek

Może Matiz?

Kolejne Daewoo dobre do wożenia pizzy to Matiz. Teraz koniec żartów, nowszy Koreańczyk jest tańszy od starszego kuzyna. Jeżdżącego Matiza na czarnych można zgarnąć już za 500 zł i nie jest to jedyny egzemplarz w tej cenie. To już oficjalne – Tico zaczyna być jaktajmerem. Możecie czuć się staro. Dwa, trzy lata i zobaczycie je na żwirku pod stadionem. Wróćmy do tematu. W cenie do 1,5 tys. zł mamy do wyboru 97 Matizów. Te najtańsze są zeżarte jak ten wspomniany wyżej. Im więcej się dołoży, tym mniej korozji. Za 850 zł da się już kupić wóz, który nie razi na kilometr zgnilizną. Niestety z komisu, ale przynajmniej nie ma korozji na progach zamalowanej biteksem, co jest typowe nawet dla Matizów za 1000 zł.

Zawsze można dorzucić stówkę i dorwać jako-tako wyglądające małe Daewoo. Całkiem porządny opis i progi raczej malowane na rdzę, ale przynajmniej nie biteksem. Nie polecam zagazowanych. Raczej nie rokują, choć jeżdżą za darmo. Wszystkie są zmęczone. Jeśli chcecie by kupiony Matiz godnie reprezentował pizzerię (o ile Matiz może godnie reprezentować cokolwiek) to możecie zaszaleć i za prawie 1,5 tys. zł kupić wersję Joy. To nawet nieźle zachowany egzemplarz, a w środku znajdziecie klimatyzację, wspomaganie i elektryczne szyby. Co ciekawe, autami w cenach poniżej 1,4 tys. zł i powyżej 1,1 tys. zł nie warto się interesować. Są wyposażone tak samo jak tanie egzemplarze (czy najwyżej mają wspomaganie) i każdy jest skorodowany.

najtańsze samochody
Źródło: OLX
Autor: Agnieszka

Legenda taniej jazdy.

Skoro już jesteśmy przy azjatyckich wozach, to nie mogę pominąć ukochanego auta części redakcji – Nissana Micry K11. Niezawodny, tani w utrzymaniu, zwinny, czego chcieć więcej? Zapewne większego wyboru, do 1,5 tys. zł znalazłem tylko 26 aut, ale są wśród nich nawet diesle. No dobra, jeden diesel.

W pełni sprawny egzemplarz można kupić już za 600 zł. Co prawda faktycznie po wypadku został złożony dramatycznie, ale czy pizzę obchodzą szpary między elementami? Potem ceny szybko rosną, ale poniżej tysiąca zł da się wyrwać Micrę z automatem. To dopiero luksus, dowóz pizzy bez machania wajchą jak zwierzę. Szkoda, że to oferta komisowa. W podobnej cenie jest też podobno zadbana czerwona strzała ze wspomaganiem. Nie wiem tylko czy ta maska jest na zdjęciach otwarta, czy została tak źle spasowana po wypadku. Tyle samo kosztuje żółto-złota Micra bez śladów takich napraw, za to z progami ratowanymi biteksem. Odrobinę więc trzeba zapłacić za zieloną z uczciwym opisem. Niestety, wolno nią jeździć tylko na wprost – przeguby hałasują przy skręcaniu.

Odrobinę dopłacając da się kupić stado bocianów pod maską. Trochę podejrzane, że właściciel nie zrobił nowego przeglądu. To może lepiej byłoby zadzwonić do właściciela czerwonej Micry, która ma wszystko ważne i podobno jest zadbana? Chyba że dobijamy do górnej granicy założonego budżetu i bierzemy egzemplarz z niskim przebiegiem. Wyboru i tak nie mamy za wielkiego. Tanie Micry są na wymarciu.

najtańsze samochody
Ona ma automat.
Źródło: OtoMoto
Autor: Michał

Skoro o wymarciu mowa…

…to spójrzmy na francuskie maleństwa do dowozu pizzy. Tak, wiem, to nie brzmi jak najlepszy pomysł na auto do pracy. E tam, to tylko stereotypy. Taki Peugeot 106 to bardzo uczciwy samochód, z częściami też raczej nie ma jeszcze problemu, pomimo brzydkich tradycji francuskich producentów. Gorzej, że do 1,5 tys. zł na sprzedaż jest tylko 19 sztuk. To oczywiście głównie wozy z silnikami 1.0 i 1.1. Jest jedno 1.4, ale jak zobaczyłem benzynka w tytule, to od razu sobie odpuściłem. Pewnie za autko można płacić tylko pieniążkami.

Najtańsze niestety należy z góry odrzucić. Do tego za 690 zł trzeba doliczyć nowy akumulator i wymianę łożysk. Za 700 zł możemy nabyć były samochód zastępczy niemieckiego serwisu, niezarejestrowany w Polsce, sadząc po zdjęciach ściągnięty tylko po to by wrósł na placu. Za to ogłoszenie za 800 zł zachęciło mnie tytułem „Witam samochód w cenie roweru”. Nie wiem czemu autor wita się z jakimś samochodem, ale sam wóz z oferty daje radę. Pali, jeździ, sprząta, gotuje i ma pogięte drzwi. Do rozwożenia pizzy może się nadać.

Może lepiej trochę dopłacić i kupić niebieski wóz z silnikiem 1.6? Ach, nie wspomniałem wam na początku tej sekcji, że jest jedna oferta z 1.6. W zasadzie dobrze zrobiłem, ma niesprawne wspomaganie. Przy tej cenie auta każda taka naprawa jest zbyt droga. Jeśli odrzucimy komisowe, sprowadzone bez sensu auta i dramatyczne ogłoszenia to zostaje nam srebrne 106 w biednej wersji lub trochę droższy, dobrze wyposażony egzemplarz. Ma wspaniale uczciwy opis, sprzedawca odpisuje na wszystko, włącznie z wiadomościami na OLX. Widocznie nie zna realiów polskiego rynku, przyznał się do usterek więc nikt nie kupi jego auta.

najtańsze samochody
Nie ma to jak sprowadzić auto żeby wrastało.
Źródło: OLX
Autor: PEUGEOT

Bądźmy dziwni.

Skoro już dotknąłem w miarę niestandardowego wyboru, czyli Puga 106 to zakończmy przegląd furami, których chyba nigdy nie widziałem wożących jedzenie. Czyli kupmy Renault Twingo z faltdachem, bo czemu by nie. Niech pizza zaczerpnie świeżego powietrza po drodze do klienta. To jest totalnie coś potrzebnego w pracy dostawcy. Jak ma być francusko, to można też postawić na taką zieloną żabę. Swoją drogą dobre stare Twingo już się prawie skończyły, a jak się pojawiają, to znikają w maks dwa dni.

Seat Arosa, pamiętacie go jeszcze? Też bym nie pamiętał gdyby nie to, że mój szwagier miał bardzo długo jednego. Niestety go rozbił, więc kupił Mazdę 6 z dieslem, która zatarła się podczas swojej pierwszej trasy. Gdyby nie śmierć tego silnika, to zapomniałbym, że Arosa istnieje. Dlatego jeśli ją kupować, to tak by jak najmniej wydawać na paliwo i tyle. Nie będzie to łatwe, bo dominują wozy ze skupów albo importowane. Szkoda, Arosa z gazem byłaby idealna do wożenia pizzy. Zwróćcie uwagę na tło zdjęć, rozebrany Mercedes i Łada 2107 na czarnych. Tymczasem na pocieszenie zawsze jest jeszcze wolnossący diesel.

Skoro wspomniałem Arosę, to nie mogę zapomnieć o bliźniaczym Volkswagenie Lupo. Choć chciałbym. Po przejrzeniu ofert do 1,5 tys. zł naprawdę chciałbym zapomnieć o Lupo. Wśród skupów i aut importowanych (po co ściągać z Niemiec samochody warte 1000 zł?) wyróżnia się abstrakcyjna sztuka współczesna przy naprawianiu błotnika i progu. Poza tym wszędzie niezarejestrowane auta, albo wystawione przez skupy aut(trzecie zdjęcie, refleks na masce). Wszystkie niezbyt dobre.

najtańsze samochody
Źródło: OtoMoto
Autor: CARFAN

Wnioski?

Jeśli chcecie kupić naprawdę tani samochód segmentu A, to trzeba postawić na marki ludowe. Te które nie wstydziły się robić aut, których główną zaletą miała by cena – zarówno zakupu, jak i eksploatacji. Fiat i Daewoo deklasują inne małe fury do wożenia pizzy. Potem można jeszcze myśleć o niezabijalnej Micrze, która niestety powoli znika, ewentualnie jakimś Peugeocie 106. Reszta to zbędne wydziwianie, niewskazane w pracy dostawcy. Nie ma czasu żeby polować na ładne Twingo, pizza czeka.

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać