Przegląd rynku

Poniedziałkowy przegląd ofert: szanujmy swój czas

Przegląd rynku 02.09.2019 683 interakcje
Tymon Grabowski
Tymon Grabowski 02.09.2019

Poniedziałkowy przegląd ofert: szanujmy swój czas

Tymon Grabowski
Tymon Grabowski02.09.2019
683 interakcje Dołącz do dyskusji

Tym razem wpisałem w wyszukiwarkę „szanujmy swój czas”.

Po co w ogóle jest ta seria? Wpisywałem w niej w wyszukiwarkę OLX już różne rzeczy. Celem tych wpisów jest uczulenie potencjalnych klientów na pewien rodzaj charakterystycznych zwrotów używanych przez sprzedających w ogłoszeniach. Istnieje niemal stuprocentowa korelacja między użyciem niektórych zwrotów, a podejściem sprzedającego lub wręcz jego osobą. Mając trochę wprawy, można po treści ogłoszenia odsiać 99% ofert, z którymi coś jest nie tak i na koniec zostaje ta jedna albo pięć, które są warte kontaktu. W moim przypadku sprawdza się to całkowicie.

Szanujmy swój czas – co to znaczy?

Nic. Nie znaczy zupełnie nic, ale wiele mówi o sprzedającym. Odpowiednikiem tego tekstu jest „tylko poważne oferty”. Występuje także w wersji amerykańskiej, gdzie brzmi „no lowballers, I know what I got”. Po polsku występuje często w korelacji z „proszę nie dzwonić z ofertami >>daję xxx zł i zabieram<<”. Zastosowanie tego zwrotu oznacza po pierwsze, że sprzedający nie jest otwarty na negocjacje cenowe. To akurat dobrze. Ja nigdy nie negocjuję ceny jeśli kupuję i nie opuszczam ceny kiedy sprzedaję. Wystawiam za tyle, ile chcę dostać, wszelkie niższe oferty ignoruję.

Jest też jednak drugie znaczenie tego wyrażenia. Oznacza to, że sprzedający jest z góry źle nastawiony do klientów. Nie ma co liczyć na wylewne opowiadanie o samochodzie przez telefon. Raczej nie dośle dodatkowych zdjęć. Wątpliwe, żeby zgodził się jechać do jakiegoś warsztatu na sprawdzenie auta (tu bywa różnie). W jego planie sprzedażowym mieści się tylko to, że przyjedzie doń klient, położy gotówkę w żądanej wysokości i bez zadawania durnych pytań odjedzie swoim nowym nabytkiem. Należy więc brać na to poprawkę. Czasem bardzo dużą poprawkę…

Przypomina mi się taka historia…

W ogłoszeniu było napisane tak: Suzuki Carry ST90, 1000 zł, tylko poważne oferty, szanujmy swój czas. Na zdjęciu było widać fragment tyłu auta zawalonego jakimiś fantami w garażu. Zadzwoniłem. – Czy to aktualne? – Tak. – No to ja bym chciał obejrzeć, kiedy może pan wyprowadzić ten wóz? Tu już sprzedający zaczął chrząkać z niezadowoleniem. – Jak to wyprowadzić? To by trzeba najpierw posprzątać garaż, on inaczej nie wyjedzie. Szanujmy swój czas, proszę pana – mówi do mnie – płaci pan 1000 zł i może go sobie pan wtedy wyprowadzać, tylko jak mówię, najpierw trzeba będzie posprzątać garaż.

Perspektywa zapłacenia 1000 zł za możliwość posprzątania garażu obcemu człowiekowi nie wydała mi się kusząca, zwłaszcza że na pytanie o dokumenty sprzedający zmieniał temat. W końcu rozłączył się, kiedy zacząłem mu klarować, że jak chce sprzedać towar, to powinien go udostępnić kupującemu do oględzin, inaczej to jest kot w worku i mogę go zabrać za 60 groszy z kilograma (co dawało w najlepszym razie 400 zł – i pewnie tyle był wart).

Przejdźmy zatem do właściwego przeglądu

Zaczniemy od Passata, bo Passat to były król polskich ogłoszeń. Oto ciekawy egzemplarz. Sprzedający nalega, aby najpierw czytać opis, a dopiero potem dzwonić z pytaniami o to, czego w tym opisie nie ma. To bardzo dobry pomysł, a w opisie nie ma nic o tym, czy samochód jest powypadkowy. Spodziewam się jednak, że pytanie o to przez telefon może skończyć się awanturą. W przypadku Hyundaia i30 w opisie znalazło się interesujące stwierdzenie, że jeśli szukasz okazji, to w innych ogłoszeniach. Czyli to nie jest okazja. Zauważyłem już, że dla sprzedających słowo „okazja” ma zabarwienie negatywne. Okazja to taka sytuacja, w której kupujący oszukuje sprzedającego, dając mu za mało pieniędzy za dany samochód.

Samochód nie jest nowy i zdajmy sobie z tego sprawę, pisze sprzedawca BMW serii 3. Jest to wariacja na temat „nowe są w salonie”, czyli na miejscu może wyjść jeszcze parę niewymienionych w opisie mankamentów. „ktos pomyslec ze zwariowałem”, opowiada dla odmiany sprzedający Mercedesa klasy C. Polecam cały opis, jest wspaniały jak Ulisses Joyce’a.  Najbardziej zachwyciła mnie perspektywa wymiany na dwa Saaby [wstawić dowcip o Saabie]. Zasadniczo jednak najczęściej mamy formę pasywno-agresywną. Sprzedający strofuje klientów, zanim jeszcze jacykolwiek się pojawią. Jak ci się nie podoba to kup sobie innego, nie pisz wiadomości takich, nie pisz innych, zależy mi na szybkiej sprzedaży, cena nie jest do negocjacji, a o usterkach pan opowiada tylko telefonicznie. Najbardziej zniechęcający opis jaki można napisać.

Daję i zabieram

Jeśli ktoś wystawia samochód za 18 000 zł i pisze w opisie „propozycje typu daje 16 i zabieram odpadają”, to jedyne co można napisać, to czy zgodzi się na 17 000 zł. Dokładnie tak samo jest z tym OutlanderemMarudom i handlarzem którzy szukają igłe za 9000 z góry dziekuję, szanujemy swój czas. To oznacza dokładnie: nie jest dobrze, ale wystawiam w swoim mniemaniu tanio, więc spodziewajcie się wszystkiego. Często spotyka się też wezwanie, aby kontaktowały się osoby tylko REALNIE ZAINTERESOWANE KUPNEM. Czyli jeśli jesteś realnie zainteresowany, ale po konfrontacji opisu ze stanem faktycznym zrezygnujesz, to sprzedający będzie reagował słusznym gniewem – z taką sytuacją zetknąłem się wielokrotnie. Marzycielom i filozofom mówimy NIE!!!

Jednak dzięki wpisywaniu nietypowych fraz w wyszukiwarkę można też znaleźć niecodzienne samochody. Oto na przykład Honda CR-V naprawdę używana do jazdy terenowej. W życiu bym na to nie wpadł. Albo Chevrolet Corvette z manualną skrzynią biegów. Ciekawe jak to jeździ. Nie dowiem się, ponieważ sprzedający nakazuje, aby przed kontaktem telefonicznym przeliczyć kasę. Przeliczyłem i mam w tej sprawie zupełną jasność. Ciekawy jest także ten Cadillac – z roku na rok ten obrzydliwy sedan kusi mnie coraz bardziej. Niezwykły kolor ma Volvo V70 R, ale mamy tu odrzucającą kombinację: o wadach opowiem telefonicznie, szanujmy swój czas. Dlaczego mam marnować swój swój czas żeby słuchać o wadach auta przez telefon, skoro można napisać o nich w opisie? Spójrzcie na różnicę w stosunku do tego opisu i sami zastanówcie się, od kogo wolelibyście kupić samochód.

samochody używane OLX
Źródło: OLX.pl. Autor: Szymon

Contradictio in adiecto

Trudno w to uwierzyć, ale istnieją handlarze, którzy nawołują, ażeby „szanować swój czas”. Niewiarygodne jest połączenie: nie odpowiadam na maile i SMS, proszę o kontakt tylko naprawdę zainteresowane osoby, szanujmy swój czas. A czyj czas pan szanuje panie handlarzu, nie odpowiadając na próby kontaktu w ramach swojej pracy? Bo na pewno nie czas klientów. Ogólnie wpisanie tytułowej frazy pozwoliło mi odkryć wyjątkowy autokomis z gratami w Krakowie, który wystawia mnóstwo aut na OLX z wybitnymi opisami. Właściciel owego komisu zakazuje zadawać pytanie „za ile do wzięcia” oraz negocjować ceny. Ciekawe, czy sam skupując samochody też nigdy tak nie pyta i nie negocjuje cen. Chętnie zrobiłbym z nim wywiad. Niestety widzę że ma kilka kont na OLX-ie, ale jeśli znajdziecie furę z Prądnika Białego koło Krakowa sfotografowaną na polnej drodze, to będzie ten.

Ostatecznie moim typem z gatunku „szanujmy się” zostaje to piękne Twingo.

samochody używane olx
Źródło: OLX.pl. Autor: Marek

Po co wpisywać takie głupoty w wyszukiwarkę?

Z prostego powodu. „Szanujmy swój czas” piszą najczęściej jednak sprzedawcy prywatni. W większości takich przypadków opisy są obszerne i pisane w pierwszej osobie przez osoby, które naprawdę dany samochód eksploatowały. Pozwala to więc na znalezienie znacznie ciekawszych ofert niż zwykłe skrolowanie listy ogłoszeń, nawet po przepuszczeniu przez filtry. Znając te charakterystyczne zwroty sprzedawców można ich używać jako słów kluczowych, i jeśli ktoś ma dużą odporność na obrażalskich sprzedających, to może dzięki temu łatwiej znaleźć ciekawy pojazd.

To na razie ostatni odcinek tej serii. Kolejne przeglądy ofert będą zupełnie inne.

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać

Autoblog na Instagramie

Autoblog na Instagramie