Porady

Można śmiało odśnieżać samochód z włączonym silnikiem. Umożliwia to wielka pompa

Porady 13.01.2021 299 interakcji
Grzegorz Karczmarz
Grzegorz Karczmarz 13.01.2021

Można śmiało odśnieżać samochód z włączonym silnikiem. Umożliwia to wielka pompa

Grzegorz Karczmarz
Grzegorz Karczmarz13.01.2021
299 interakcji Dołącz do dyskusji

Mam już dość czytania o odśnieżaniu samochodów przy włączonym silniku. Nie dostaniecie żadnej kary, a całą resztę macie w pompie.

Nie wolno odśnieżać samochodu z włączonym silnikiem. Tak mówi internet i drukowana prasa. Będzie mandat, srogie kary, schwytania przez policję, bolesne pojmania i areszt. Bój się, bo zapłacisz kilka złotych. Co roku muszę czytać te nagłówki od nowa. Nikogo one nie obchodzą i wszyscy będą dymić przy odśnieżaniu tak samo. Co najwyżej jakiś czytelnik będzie następnego poranka mocniej się rozglądał, czy nie nadjeżdża radiowóz. A dymił na postoju będzie, bo tak jest mu wygodniej.

Chyba nie ma drugiego bardziej martwego przepisu niż zakaz odśnieżania i skrobania samochodowych szyb przy włączonym silniku. Jest tak martwy, że nie istnieje.

Dziś spadł śnieg

To znaczy wczoraj, ale skutki nadeszły dziś rano. Nie tylko w postaci konieczności odśnieżania samochodów, ale i w postaci odrobinę większego chłodu, a może nawet zaparowanych szyb. Dlatego przez kwadrans porannego spaceru otruto mnie tak ze trzy razy.

Ford S-Max to właściwie dosięgnął mnie już w pierwszy dzień świąt, nie był potrzebny śnieg. Dymił sobie wesoło pod klatką przez kilkanaście minut, bo to nie może tak być żeby jechać zimnym samochodem. Dym snuł się na kilka metrów po chodniku, czuć było w nim wszytko, cieknące wtryski, wspomnienie po DPF, a nawet nie do końca strawiony wigilijny opłatek. Nie dało się go ominąć, trzeba było przejść przez postawioną dla sąsiadów szarą chmurę.

Dziś pierwsza zaatakowała benzynka w Mesiu. Stara dobra motoryzacja sprzed lat 15 stała sobie z włączonym silnikiem wzdłuż chodnika i bez właściciela w pobliżu. W środku świeżo odśnieżonego samochodu czekał już dziecięcy plecaczek. Ten bombelek nie może zmarznąć w drodze do przedszkola, a ja nie mogłem przejść chodnikiem z moim bombelkiem bez podłączenia się przez kilka metrów do rury wydechowej.

Kawałek dalej stał Chrysler Voyager, pomarańczowy kabel przedłużacza ciągnięty w poprzek chodnika pomagał ładować akumulator. Wszystko było w porządku, lecz wracam po chwili, a on już jest odpalony, ale tak dla pewności musi pochodzić jeszcze kilka minut. To nic, że kabel ciągnięty był z okna domku jednorodzinnego i można było wjechać na podwórko i tam sobie podymić. Nie, to wszyscy przechodnie muszą inhalować się spalinami, które waliły prosto w mój dziecięcy wózek. No panie co ja poradzę, stoi to stoi. To jest samochód, musi dymić.

Pod przedszkolem też jest miło. Wszyscy jesteśmy mili i się lubimy. Jeden rodzic idzie zaprowadzić dziecko, drugi czeka w odpalonym samochodzie. Nie będzie wyłączał silnika, to tylko pięć minutek. W zimnym ma siedzieć? Akumulator przeciążać? I tak wsadzony jest taki o mniejszej pojemności niż zaleca producent, żeby było taniej. Spaliny malowniczo spowijały wejściową furtkę. Chyba w pewnym momencie ułożyły się w twarz Karola Wojtyły.

W praktyce żaden z tych kierowców nie jest zagrożony mandatem.

Mandat za odśnieżanie z włączonym silnikiem

Tak rzecz nie istnieje w przyrodzie. Znajdzie mi kogoś kto dostał, albo chociaż kogoś komu za to policjant pogroził palcem. Teoretycznie istnieje art. 60 prawa o ruchu drogowym. Zgodnie z ust. 1 nie można oddalać się od pojazdu, gdy silnik jest w ruchu, a według ust. 2 zabrania się używania pojazdu w sposób powodujący uciążliwości związane z nadmierną emisją spalin do środowiska lub nadmiernym hałasem. To on może stać się podstawą wystawienia mandatu.

W praktyce wszyscy mają ten przepis głęboko w pompie. Polska narodowa pompa jest największa na świecie, mieści się w niej wszystko, czego nie da się wyegzekwować. Może faktycznie czasami trafi się jakiś długo odśnieżający pechowiec, na którego natknął się znudzony patrol, ale w skali całego kraju jest to sprawa nie do skontrolowania. Można sobie dymić, ile dusza zapragnie, przy odśnieżaniu, skrobaniu, odparowywaniu, nagrzewaniu i bez wyraźnego powodu. Szansa na mandat jest mniejsza niż szczepienie przed rokiem 2050.

Rzecz najważniejsza, czyli minimalny poziom zainteresowania, czy nie dymimy bliźniemu swemu prosto w twarz, kompletnie nikogo nie obchodzi. Takie szczegóły, że najwięcej szkodliwych produktów spalania produkuje zimny silnik, to już kompletna abstrakcja. Liczy się jeszcze to, czy lepiej rozgrzewać, czy nie rozgrzewać na postoju, jak będzie korzystniej dla portfela, w której wersji krótko lub długookresowo będzie taniej?

Ja nie będę jechał w zimnym samochodzie

To że kurtka jest zimowa to za mało, w samochodzie ma być nagrzane od pierwszych minut. To nic, że tych pierwszych minut musi być ze 30, żeby na postoju nagrzał się 20-letni diesel, albo 1-litrowy silnik benzynowy. Takie szczegóły umykają w pogoni za ciepłem. Marznąć nie przystoi, walić ludziom spalinami w twarz, jest już bardzo ok. Nowocześni ludzi muszą mieć swoje zasady. Nie po to zarabiają pienionszki żeby mieć zimne nogi. Na nóżki mi tu ciepłego daj.

Albo szyba od wewnątrz jest zaparowana. Jest to rzecz kompletnie nie do ogarnięcia, że szyby od środka też trzeba myć lub mieć pod ręką coś do wycierania. Przecież lepiej wysmarować je ziemniakiem i dziwić się, że nie pomogło. No niestety trzeba wtedy postać z włączonym silnikiem. Tak się pechowo wydarzyło, to absolutnie nie wina kierowcy, że nic nie widać, taki mamy klimat.

No i Fordy. Przecież nie po to ktoś wydał swoje ciężko zarobione pieniądze na samochód z podgrzewaną szybą, żeby mu się teraz od skrobania porysowała. Jak to potem sprzedać po 15 latach, takie porysowane, będzie trzeba z 500 zł z ceny opuścić, albo co. To już lepiej używać grzania szyby i trochę podymić. W końcu po coś to jest proszę pana.

Te i inne małe dramaty, jak skrobaczka, której nie dali do samochodu służbowego, a jak wiadomo do służbowego nic za swoje pieniądze nie wolno kupić, są usprawiedliwieniem dla aut dymiących na postoju. Tej fali bezmyślności i braku szacunku dla innych nie da się powstrzymać. Na pewno nie jakimś czysto wyimaginowanym mandatem.

Wysokość mandatu, albo nieuchronność kary, nie jest taka istotna. Najtrudniejsze w dymieniu na postoju jest to, że trudno jest spojrzeć dwa metry poza czubek własnego nosa. Śmiało dymcie sobie dalej i niczego się nie bójcie. Mandat grozi wam tylko teoretycznie, nic innego się nie liczy.

P.S. Mandat za jazdę nieodśnieżonym samochodem wynosi nawet, o mamuniu, 500 zł. Tego też na pewno szukaliście w sieci, bo inne powody by porządnie odgarnąć śnieg z samochodu nie istnieją.

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać